14 marca 2005, 22:18:22
Ja vs listonosz - 1:0 :]
Miałem napisać wcześniej, ale jakoś nie było kiedy.
Na drugi dzień koło południa dzwoni domofon:
- Słucham?
- Poczta, przesyłka polecona.
Świetnie, jednak przytargał. Tylko nie tę książkę, ale inną, którą zamówiłem 2 dni później. Pytam się więc, co z wczorajszą przesyłką:
- Ja nie wiem, mnie 2 dni nie było. Urlop miałem.
Więc jednak bez telefonu się nie obędzie.
Pani kierowniczka była miła (jak zwykle
) i powiedziała, że zajmie się sprawą. Potwierdziła, że tam był ktoś na zastępstwie i skontaktuje się z osobą odpowiedzialną za dostarczenie przesyłki. Na moje zapytanie jak ją odbiorę, skoro jestem uziemiony z chorym dzieckiem zapytała tylko, czy sobotę będę w domu, wtedy ktoś przyniesie. Myślę sobie nie jest źle, skoro tak łatwo się dało załatwić. Zobaczymy
Po mniej więcej 2 godzinach, czyli koło 15, domofon.
- Tak?
- Listonosz z przesyłką - No tu mnie zatkało. Ściągnęłą gościa z terenu? - Pan dzwonił na pocztę? - zapytał już przy drzwiach.
- Owszem, bo to nie pierwszy raz, kiedy znajduję awizo w skrzynce podczas gdy w domu ktoś cały dzień siedzi.
Jeszcze poględził coś, że przesyłka była niewymiarowa i tak dalej (szkoda, że nie napisał na awizie) ale przeprosił, a ja zostałem z książeczką. 
Na koniec zadzwoniłem jeszcze raz do pani kierownik podziękować za szybką interwencję i mogłem oddać się lekturze. Szybko, łatwo i z happy endem.
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz lub umieścić trackback ze swojej strony.
Ja vs. listonosz Następny wpis:
Dawno, dawno temu...
