Nieruchomości - kupno, sprzedaż, wynajem. Citymark

yano78@jabber.org

11 sierpnia 2005, 03:00:13

Czerwony Kapturek

Właśnie przeczytałem kolejną notkę traktującą o reklamie Heyah i decyzji KRRiTV. Jako rodzic postanowiłem więc też zabrać głos w tej sprawie.

Jakiekolwiek było uzasadnienie rady uważam, że zakaz puszczania tej reklamy jest jak najbardziej słuszny. Nie wiem, czy była ona emitowana w godzinach, w których przed TV mogły przesiadywać dzieci. To zresztą nieistotne. Ogólnie kampanie reklamowe tej sieci wg mnie przedstawiają bardzo niski poziom. Od czasu niesławnych billboardów z kampanii „heyah-pozytywnej” produkcje agencji reklamowej wynajętej przez Erę za każdym razem sięgają kolejnego dna, a sama marka Heyah kojarzy mi się zdecydowanie negatywnie.

Nie wiem jak się przedstawia popularność tej sieci. Dość powiedzieć, że na ponad 100 numerów w moim telefonie oraz kilkaset innych, z którymi się zetknąłem w ciągu ostatniego roku spotkałem tylko jedną czy dwie osoby korzystające z ich usług. Dodam tylko, że nie były to osoby wzbudzające moją sympatię.

Jeszcze słowo o obecnej kampanii: do zakazu emisji reklamy dodałbym zakaz rozwieszania plakatów tejże sieci na przystankach. Bo o ile TV mogę wyłączyć o tyle plakatu z przyszpilonym elfem nie zasłonię przed dzieckiem. A tłumaczyć 4-latkowi czemu tam jest taki a nie inny obrazek jest niezmiernie trudno.

Niezależnie od tego, co sądzą niektórzy, bajki są sposobem przekazywania dzieciom pewnych prawd, nauk czy zachowań. W bajkach nie ma szarości. Jest biel i czerń, dobro i zło. Dlatego, że dzieciom jest łatwiej przyswoić taki stan rzeczy. Na szarości przyjdzie czas później. Igranie z tym schematem jest bardzo niebezpieczne. Szczególnie, kiedy odbiorcami treści są dzieci dopiero uczące się rozróżniać dobro od zła.

W jednym z ostanich wydań Gazety Telewizyjnej jakiś redaktorzyna naskrobał kilka słów na temat omawianej reklamy. Przyrównał ją do dość obrazowego opisu rzekomo rzeczywistych wydarzeń w domku babci Czerwonego Kapturka. Tylko zapomniał napomknąć, że bajka nie opisuje tak dosadnie tych wydarzeń. Tenże redaktor musi być osobą o bardzo ograniczonym umyśle lub o upośledzonej wyobraźni. Dzieci pewne rzeczy postrzegają inaczej niż dorośli. I jeśli ten pan nie jest w stanie tego pojąć proponuję mu jednak zająć się czymś innym niż wypisywanie bzdur byle tylko dostać wierszówkę. (Swoją drogą zastanawiające, że Gazeta podziękowała Kazikowi za jego — jakże trafne, choć dosadne — felietony, a drukuje czyjeś popłuczyny po ciężkim dzieciństwie. Widać lepiej niszczyć dziecięcą psychikę niż krytykować polityków.)

A co z Heyah? Nic. Osiągneli co chcieli — o nich się teraz mówi. Nie ważne, że w złym kontekście. Ktoś miał kiedyś powiedzieć, że nic tak nie wpływa na oglądalność filmu jak zakaz jego emisji. Czy tą samą zasadę przyjdzie nam zastosować do kampanii reklamowych?

PS: Malkontentom przypomnę tylko, że większość dzieci w naszym kraju bajkę o Czerwonym Kapturku zna w wersji spisanej przez Jana Brzechwę. No i jak panie redaktorze? Gdzie tam jest „wypruwanie flaków” i „zalewanie treściami żołądka”?


Ostatni odwiedzający:

Komentarze do notki Czerwony Kapturek

  1. Nina powiedział(a):

    Święte słowa. Wczoraj właśnie trafiłam na reklamę z czerwonym kapturkiem w roli głównej. Jakoś nie wzbudził on mojego zaufania, a reklamę oceniłam jako raczej kiepską i mogącą niekorzystnie wpłynąć na dzieci, właśnie z racji tego, że maluchom czyta się głównię wersję Brzechwy, która to zresztą wersja jest moją ulubioną. Ostatnio reklamy różnych sieci komórkowych w ogóle do mnie nie przemawiają, albo przynajmniej irytują na tyle by na ich widok wyłączać tv lub przełączyć kanał. W idei drażni mnie "zagadnienie groosza", a w plusie chyba wszelkie dostępne traktująca o tajemniczym "mixie", a w Erze o ile dobrze pamiętam gość, przechwalający się tym, że "słonko podaje, dziewczynki jak foczki jedna obok drugiej, faceci wyemigrowali". No i oczywiście reklamy Heyah, które od samego początku drażniły.

    Z czego najmniej chyba przeszkadzają mi reklamy samej Ery, a najbardziej Heyah.

  2. rash powiedział(a):

    Reklamu plusa (kabaret Mumio) są genialne ;)

  3. Villi powiedział(a):

    hehe no to właśnie ja musiałam dziecku tłumaczyć czemu tego elfa przybili i taki biedny wisi... wersja ocenzurowana reklamy (zamiast wrzasku kapturka, czarna plansza z napisami) tez mi sie średnio podoba...

    Co do treści żołądka i innych flaków - dzieci nawet jak czytają ze myśliwy rozpruł brzuch wilka to nei widzą krwi itp, tylko czyściutką babcię z wnuczką. Mało który 5-cio latek wie jak wyglądają dymiące jelita itp... pan redaktor najwidoczniej zapomniał że sam pewnie też o tym nie wiedział...

  4. Paweł Ciupak powiedział(a):

    Cóż, mógłbym się z pewnością też sam podpisać pod treścią tego wpisu, nareszcie jakiś głos rozsądku.

    Tak, wiem że ten komentarz nic nie wnosi.

  5. Bene powiedział(a):

    w edukacji konsumenckiej to sie nazywa efekt kuchenkowy czyli wszyscy o tym mowia ;-)

  6. Nerf powiedział(a):

    Nie jestem pewien, czy o Kaziku już nie było na tym jogu, ale jeśli nie, to tu jest felieton, który odrzuciła Wyborcza, co było przyczyną jego rezygnacji: http://www.kazik.pl/pl/informacje/felietony/98.html . Była to najwyraźniej cenzura polityczna.

  7. Yano powiedział(a):

    Nerf: Było przy okazji omawiania nowej szaty graficznej Gazety Telewizyjnej (http://yano.jogger.pl/comment.php?eid=123426).

    Villi: Kurde, to ja się o pytaniach swojego syna dowiaduję z komentarzy na moim joggu? :|

    Bene: będąc właścicielem firmy wątpię, czy bym chciał, żeby o moich produktach mówili w negatywnym sensie. Nawet gdyby trąbili o tym na każdym rogu.

    Paweł: ależ wnosi. Potwierdzasz, że reklamy heyah są OKDP (czyli do kitu)

    Nina: przy okazji którejś mojej notki rozmawialiśmy nt. reklam Plusa. Wtedy miałem inne o nich zdanie. Teraz, jak mam obraz całej kampanii uważam, że są jednymi z lepszych.
    Co do Czerwonego Kapturka - ta wersja Brzechwy (trochę okrojona) była swojego czasu bardzo popularna w postaci dźwiękowej. I założę się, że większość z nas zna właśnie tę wersję.

  8. Łukasz Grabuń powiedział(a):

    [1]. To, że nie masz kontaktu z osobami używającymi Heyah nic akurat nie znaczy. Akurat "targetem" tej sieci jest młodzież i dzieci, więc nic dziwnego, że przecięcie tej grupy z Twoją osobą jest zbiorem pustym (lub o niewielkiej liczbie elementów).

    [2]. O felietonie i jego treścią oburzeniem: tak to jest, jak się nie sprawdzi, Yano, nim coś się nasmaruje. W wersji braci Grimm - którą ja znam, swoją drogą, (link: http://mld.ursinus.edu/Maerchen/grimmred.html) jest oczywiście mowa o rozpruwania brzucha: "So he [huntsman] did not shoot but took some scissors and started cutting open the sleeping wolf's belly." W wersji oryginalnej opis był pewno jeszcze bardziej dosadny.

    Ciekawe, co napisałbyś o biednym Kojocie, który jest non-stop miażdżony, zgniatany i "spadany".

  9. Yano powiedział(a):

    @Łukasz:
    [1] pewnie, tak jest najłatwiej — skoro mi się reklama nie podoba, nie rozumiem jej, to najpewniej nie jestem „targetem”. Koniec, kropka. Nie zmienia to jednak pewnego faktu: obecnie większość reklam kierowanych do młodych opiera się na przemocy czy buncie. I trochę przeraża mnie to, że dotarcie do tej grupy musi odwoływać się do tak prymitywnych odruchów.

    [2] Jak napisałem - *większość* dzieci w naszym kraju zna wersję Jana Brzechwy. Ja na tej wersji się wychowałem, co nie znaczy, że nie znam też innych. Nie rozumiem dlaczego pan redaktor powołał się akurat na tę mniej popularną. Bo mu tak pasowało? Bo musiał wziąć coś dla kontrastu z kampanią reklamową? Miałem takie samo prawo przemilczeć wersję braci Grimm, jak pan redaktor wersję Brzechwy. Problem w tym, że ja na swoim dzienniki piszę sobie a muzom, natomiast pan redaktor zgarnął za swój potworek wierszówkę. Moją notkę przeczyta osób kilkadziesiąt, a pana redaktora – kilkadziesiąt tysięcy.

  10. Yano powiedział(a):

    Aha, w kwestii Kojota (pomijając, że akurat lubię tę kreskówkę). Nie uważam, że jest to odpowiednia bajka dla maluchów. Mimo to nie ma tam wypruwania flaków, tryskającej posoki czy latających krwawych szczątków. Tak, kiedyś ktoś porównał kreskówki Merrie Melodies z emitowanym na MTV serialem Happy Tree Friends (chyba tak to się nazywa). I było to notabene także na łamach GTv, być może nawet tego samego autora. Nie zmienia to faktu, że Kojot na mojej twarzy wywołuje uśmiech, a serial emitowany na MTV — obrzydzenie.
    PS: nie podałem tego w notce, ale napisałem ją właśnie po lekturze wpisu na Twoim blogu (oraz podpiętych odnośników). ;)

  11. Łukasz Grabuń powiedział(a):

    Och, miło! :-) Dzięki.

    Wracając do sprawy: pan redaktor pisał - niekoniecznie podając autora - najwyraźniej o bajkach w mniej ugrzecznionej wersji. Żałuję, że Polityka skasowała swoje archiwa, bo teraz jak przez mgłę pamiętam tylko, że o bajkach był spory artykuł. Stało tam między innymi, że bajki nie zawsze były grzeczne i dobre, jakieś metalowe butki i tańczenie na rozgrzanej blasze, te klimaty. Myślę, że większość osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Czerwony Kapturek nie był zaś bajką, tylko ludową opowiastką, a Grimm swoje utwory nie opublikowali dla dzieci, tylko by zachować niemieckie historie ludowe (odrobiłem pracę, miałem o tym wczoraj pisać, ale Kuba (http://autoblografia.net/706/) zrobił to lepiej, więc się zamknąłem i siedziałem cicho. Myślę, że autor wspomnianego felietonu odnosił się właśnie do przeszłości bajek. Nie tej najsłodszej.

    Co do Merrie Melodies (albo ogólniej: co do Teksa Avery'ego http://en.wikipedia.org/wiki/Tex_Avery) - pamiętam jakąś historię o rozjeżdżanym przez walec kocie, którego umyślnie położyły tam dzieciaki, żeby sprawdzić, czy wstanie tak, jak wstawał kot z kreskówki. Może to i urban story, ale jakoś tak tematycznie mi się związało.

    HTF są urocze. Ale zdecydowanie nie dla dzieci.

  12. Yano powiedział(a):

    W pewnym sensie rozumiem. Nie rozumiem tylko czemu się obecnie wszyscy uparli, żeby dzieci traktować jak dorosłych.

    Przypadek, który opisujesz (aczkolwiek wydaje mi się to właśnie urban legend, bo zdrowy kot nie będzie leżał w oczekiwaniu, aż go pogłaszcze kilka ton żelastwa) to wg mnie patologia powstała przez błędy rodziców. Rodziców, którzy coraz częściej sadzają dzieciaka przed TV (zwykle Cartoon Network) lub wywalą na dwór żeby się smarkacz nie kręcił pod nogami. I to nie jest wina dziecka, że źle zrozumiał przekazu bajki, tylko rodziców, że nie zainteresowali się wychowaniem swojej pociechy tylko gonią za forsą czy karierą.

  13. Łukasz Grabuń powiedział(a):

    Cieszę się, że to Ty mówisz, bo tu jest pies pogrzebany, a sama reklama groźna nie jest. Kiedyś bowiem dawano do czytania dziecku bajki Grimm i jakimś cudem nie mordowały wilków, nie wsadzały do pieca niemyjących się babć, żyjących w chatynkach na obrzeżach wsi itepe itede. Z tymże wtedy lało się trzcinką po łapach, a w niedziele chodziło na spacery do Łazienek albo na Planty i jadło obiad z rodziną.

  14. Yano powiedział(a):

    Znak czasów. Ludzie wolą pracować niż zajmować się dziećmi. Wychowanie tych ostatnich powierzają właśnie albo telewizji, albo ulicy (nie wiadomo co gorsze). A młody umysł chłonie wszystko jak gąbka. Potem taki rodzic jest traktowany jedynie jak źródło utrzymania — karmi, zapewnia dach nad głową, nic więcej — a autorytetem dla dziecka są starsi koledzy albo bohater brutalnej kreskówki (których na CN jest od groma). A z pokolenia na pokolenie sytuacja się tylko pogarsza, bo jak mają tak wychowani ludzie wychować swoje dzieci?

  15. Nina powiedział(a):

    OMG, przed chwilą miałam okazję obejrzeć kolejną "rewelacyjną" reklamę sieci Heyah - tym razem Szewczyk Dratewka :/

  16. Paweł Ciupak powiedział(a):

    > tym razem Szewczyk Dratewka :/

    Ciekawe co to znowu. Siarka wybucha przed podłożeniem jej smokowi?

  17. Miś co miał klapnięty tapcz powiedział(a):

    Doprawdy straszne, olaboga! Widzę że i u nas powstaje słynne amerykańskie Prawe Skrzydło...

    "We're all living in Amerika, Amerika, Amerika..."

  18. Miś co miał klapnięty tapcz powiedział(a):

    Oh, byłbym zapomniał - polecam lekturę:
    http://www.wirtualnemedia.pl/forum/viewtopic.php?t=6411
    http://www.gry-online.pl/s043.asp?ID=4073452

  19. Yano powiedział(a):

    Reklama jest drętwa. Ogólnie reklamy Hu^Heyah są IMO tragiczne. Ale to już inna sprawa. Niech sobie będzie jakakolwiek — dobra, zła, przeciętna. Tylko niech mi nie wpieprzają tych reklam na każdym przystanku, kanale, gazecie itd. Nie opowiadają bajek? No i dobrze. Tylko czemu te reklamy „nie opowiadają bajek” wszędzie w około? Dlaczego na każdym przystanku mam tłumaczyć dziecku czemu ktoś przybił elfa do ściany, itp.
    Jasne, Heyah ma swoich fanów, którzy będą z uporem lepszej sprawy bronić tych pokracznych spotów. Radio Maryja też ma swoich obrońców, i co z tego?

  20. Miś co miał klapnięty tapcz powiedział(a):

    Dla wyjasnienia powiem tylko że nie posiadam nawet telefonu komórkowego (wiem, niedowiary) więc sama Heyah czy jakakolwiek inna sieć wisi mi koło nosa.
    Dlaczego mi się podoba reklama? Może z tego samego powodu z ktorego uwielbiam Monty Pythona.

  21. Nina powiedział(a):

    A to dziwne, uwielbiam Monty Pythona, a oglądając reklamy Heyah czuję jedynie oburzenie i niechęć.

    A swoją drogą, gdy widzę reklamy Heyah dookoła siebie, na każdym kroku, ja, która jestem ostoją spokoju, czuję narastającą we mnie agresję.

  22. Yano powiedział(a):

    Widziałem reklamę z Szewczykiem. O ile ta z Kapturkiem ma jeszcze jakiś sens — wpaść we wnyki w lesie, jakkolwiek naciągane, ale jeszcze do przyjęcia – o tyle nie jestem w stanie pojąć czemu Dratewka chce podpalić owcę. Do tego żywą, a nie wypchaną.

    Monty Python to humor (nomen omen) z zupełnie innej beczki. ;) Też go uwielbiam. Waląc prosto z mostu: reklama Heyah obsysa, Monty Python rozśmiesza.

  23. Miś co miał klapnięty tapcz powiedział(a):

    Przeciez on jej nigdzie nie chce celowo podpalać, on tylko ma smak przyćmić fajeczkę :P
    I tak kapturek był lepszy i chwała internetowi za to że można ją pobrać w wersji pierwotnej ;]

  24. Yano powiedział(a):

    Fajki nie zauważyłem, natomiast „wypchaną” żywą owcę owszem.

    Jeszcze co do Monty Pythona — nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie go puszczał 4-5 latkom, a możliwość przypadkowego obejrzenia jest bliska zeru z racji tego, że telewizja puszcza MP w godzinach późnych wieczornych (za to o 20 Polszmata nadaje horrory [sic!]). Natomiast spot z Kapturkiem widziałem w bloku tuż po dobranocce, kiedy to sporo dzieci jeszcze jest w zasięgu TV. No i te billboardy…

  25. nelka powiedział(a):

    nie znam was ale może jesteście fajni

  26. fronstajd powiedział(a):

    proszę państwa,ta „redaktorzyna”(niestety?) miała rację.pierwotna wersja „Czerwonego Kapturka„zawierała drastyczne sceny i opisy.Już w oświeceniu zatem,tuż po powstaniu bajki,została ona ocenzurowana i wycięte z niej zostały dosadne i realistyczne sceny i opisy…

    ps

    reklamy heyah mają trafiać do młodych.a młodych to kręci i..przemawia do nich.

  27. Yano powiedział(a):

    Obecni młodzi mają (delikatnie mówiąc) lekko spaczone normy moralne i kręci ich wiele rzeczy. Nie znaczy to, że będę stał z boku i patrzył na kolejne (de)generacje młodych ludzi szukających coraz to nowych wrażeń i przekraczających kolejne granice dobrego smaku. Kiedyś rodzina potrafiła się godzinami bawić przy prostej (z pozoru) grze planszowej a dziś? Jeśli gra nie ocieka hektolitrami krwi z ekranu nie jest warta uwagi młodego pokolenia. :/

    No i podkreślam jeszcze raz – Czerwonego Kapturka większość z nas zna w wersji Jana Brzechwy (w wersji audio z Ireną Kwiatkowską jako narrator) a ta jest nad wyraz łagodna i nie zawiera żadnych drastycznych scen.

Zostaw komentarz

Komentarze nie mające związku z tematem wpisu mogą (ale nie muszą) zostać usunięte. Bezwzględnie będą usuwane komentarze obraźliwe, wulgarne czy reklamowe (także w stylu onet.blog).

W komentarzach możesz korzystać z Markdown.

yano is proudly powered by Jogger | RSS | Design by Ian Main, ported by Patryk Zawadzki.