11 sierpnia 2005, 03:00:13
Czerwony Kapturek
Właśnie przeczytałem kolejną notkę traktującą o reklamie Heyah i decyzji KRRiTV. Jako rodzic postanowiłem więc też zabrać głos w tej sprawie.
Jakiekolwiek było uzasadnienie rady uważam, że zakaz puszczania tej reklamy jest jak najbardziej słuszny. Nie wiem, czy była ona emitowana w godzinach, w których przed TV mogły przesiadywać dzieci. To zresztą nieistotne. Ogólnie kampanie reklamowe tej sieci wg mnie przedstawiają bardzo niski poziom. Od czasu niesławnych billboardów z kampanii „heyah-pozytywnej” produkcje agencji reklamowej wynajętej przez Erę za każdym razem sięgają kolejnego dna, a sama marka Heyah kojarzy mi się zdecydowanie negatywnie.
Nie wiem jak się przedstawia popularność tej sieci. Dość powiedzieć, że na ponad 100 numerów w moim telefonie oraz kilkaset innych, z którymi się zetknąłem w ciągu ostatniego roku spotkałem tylko jedną czy dwie osoby korzystające z ich usług. Dodam tylko, że nie były to osoby wzbudzające moją sympatię.
Jeszcze słowo o obecnej kampanii: do zakazu emisji reklamy dodałbym zakaz rozwieszania plakatów tejże sieci na przystankach. Bo o ile TV mogę wyłączyć o tyle plakatu z przyszpilonym elfem nie zasłonię przed dzieckiem. A tłumaczyć 4-latkowi czemu tam jest taki a nie inny obrazek jest niezmiernie trudno.
Niezależnie od tego, co sądzą niektórzy, bajki są sposobem przekazywania dzieciom pewnych prawd, nauk czy zachowań. W bajkach nie ma szarości. Jest biel i czerń, dobro i zło. Dlatego, że dzieciom jest łatwiej przyswoić taki stan rzeczy. Na szarości przyjdzie czas później. Igranie z tym schematem jest bardzo niebezpieczne. Szczególnie, kiedy odbiorcami treści są dzieci dopiero uczące się rozróżniać dobro od zła.
W jednym z ostanich wydań Gazety Telewizyjnej jakiś redaktorzyna naskrobał kilka słów na temat omawianej reklamy. Przyrównał ją do dość obrazowego opisu rzekomo rzeczywistych wydarzeń w domku babci Czerwonego Kapturka. Tylko zapomniał napomknąć, że bajka nie opisuje tak dosadnie tych wydarzeń. Tenże redaktor musi być osobą o bardzo ograniczonym umyśle lub o upośledzonej wyobraźni. Dzieci pewne rzeczy postrzegają inaczej niż dorośli. I jeśli ten pan nie jest w stanie tego pojąć proponuję mu jednak zająć się czymś innym niż wypisywanie bzdur byle tylko dostać wierszówkę. (Swoją drogą zastanawiające, że Gazeta podziękowała Kazikowi za jego — jakże trafne, choć dosadne — felietony, a drukuje czyjeś popłuczyny po ciężkim dzieciństwie. Widać lepiej niszczyć dziecięcą psychikę niż krytykować polityków.)
A co z Heyah? Nic. Osiągneli co chcieli — o nich się teraz mówi. Nie ważne, że w złym kontekście. Ktoś miał kiedyś powiedzieć, że nic tak nie wpływa na oglądalność filmu jak zakaz jego emisji. Czy tą samą zasadę przyjdzie nam zastosować do kampanii reklamowych?
PS: Malkontentom przypomnę tylko, że większość dzieci w naszym kraju bajkę o Czerwonym Kapturku zna w wersji spisanej przez Jana Brzechwę. No i jak panie redaktorze? Gdzie tam jest „wypruwanie flaków” i „zalewanie treściami żołądka”?



