Nieruchomości - kupno, sprzedaż, wynajem. Citymark

yano78@jabber.org

24 września 2005, 03:50:02

Ubuntu bum! tu

Wpis na 0. poziomie

Czyli dzisiaj przyszła do mnie paczuszka z Ubuntu. :) Oczywiście listonosz-kretyn znowu pokazał swoją inteligencję i wepchnął wszystko do skrzynki tak, że „podłoga” skrzynki sąsiada została bezpowrotnie wygięta ku górze, a ja płytki musiałem wyciągać pojedynczo po rozerwaniu koperty. No co za beton. Już nie mam na niego siły. Może ktoś „odstrzeli” gościa?

Teraz tylko muszę poczekać na jakąś wolną chwilkę i sobie zainstaluję tę dystrybucję, którą się tak wszyscy zachwycają. :)

23 września 2005, 23:29:28

Kilka słów od ojca (nie prowadzącego)…

Wpis na 1. poziomie

W związku z poprzednią notką chciałem napisać kilka słów o szpitalu, w którym ostatnio spędzam dość dużo czasu. Mam nadzieję, że przyda się to ewentualnym przyszłym rodzicom mieszkającym lub mających zamiar zamieszkać w Poznaniu.

Mowa o Ginekologiczno-Położniczym Szpitalu Klinicznym przy ul. Polnej. Swojego czasu szpital zebrał sporo niepochlebnych opinii, co (na szczęście) wyszło na dobre, bo wyciągnięto odpowiednie wnioski z tej lekcji.

Obsługa szpitala składa się oczywiście z ludzi, a ci (jak wiadomo) bywają różni. Ja miałem to szczęście, że trafiałem na tę lepszą część i poza kilkoma przypadkami, kiedy musiałem się postawić, nie mam na co narzekać. Być może Villi będzie miała inne zdanie w tym temacie.

Dla odwiedzających

Zwykle goście docierają do szpitala przez wejście dla odwiedzających, które jest dość niepozornie oznaczone i znajduje się praktycznie na tyłach szpitala. Najpierw schodki w górę do wejścia. Potem w dół do piwnicy, gdzie znajduje się szatnia i automaty z ochraniaczami na obuwie i fartuchami ochronnymi (o których jeszcze wspomnę). Następnie należy pokonać labirynt korytarzy, mijając po drodze bufet, żeby dotrzeć wreszcie do wind. Osoby mające kłopoty z orientacją w terenie powinny się mieć na baczności. Ja już po pierwszej wizycie nauczyłem się jak wejść na teren szpitala nie korzystając z tego wejścia. Po prostu nie lubię niepotrzebnie nadkładać drogi, kiedy mogę się szybko i bezproblemowo znaleźć od razu przy windach. Wyjście odbywało się już przez wspomniany labirynt, gdyż moje „tajne przejścia” były zamykane na wieczór.

Personel i obsługa

Nie mam większych zastrzeżeń. Na oddziale ginekologiczno-położniczym (I) odnotowałem tylko jeden drobny zgrzyt (ciekawe, że pacjent szpitala nie ma dostępu do zapisanych w karcie informacji o przebiegu swojego leczenia). Poza tym położne były miłe i nie sprawiały żadnych kłopotów. Zostałem mianowany przez jedną z nich „panem od kawy”, kiedy postanowiłem wywalczyć swoje 3,50 zł połknięte przez żarłoczny automat. ;) Walka odbywała się na płaszczyźnie ja–serwis automatów. Zwycięska, bo oddano mi całe 5 zł. :)

Na oddziale porodowym było ciut gorzej, choć składam to na karby wyjątkowo ruchliwego dnia. Na salę porodową żona czekała 3 godziny na korytarzu. W ogóle tego dnia był straszny kocioł w szpitalu. Do tego stopnia, że — z braku wolnych miejsc na „porodówce” — została zamknięta izba przyjęć. Na salę operacyjną weszliśmy dopiero o 19:30, czyli po 4 godzinach w sali porodowej.

Na dzień dobry zostałem potraktowany bardzo chłodno przez jedną z kobiet, która dość dobitnie przypomniała mi o biurokracji panującej w szpitalu, wymagając ode mnie papierów potwierdzających załatwienie wszelkich formalności w związku z porodem rodzinnym. Oczywiście nie zapomniała wspomnieć kilkakrotnie o kosztach z tym związanych. Dopiero po powołaniu się na lekarza prowadzącego i moim stanowczym postawieniu sprawy, że bardziej mi zależy na samopoczuciu żony niż na jakiejś durnej papierkowej robocie zostałem wpuszczony dalej.

Później jednak obsługa była bardziej przyjazna. Nie mogę nie wspomnieć tu pewnej młodej dziewczyny (zapewne stażystki), która — mimo całego zamieszania i biegania — była bardzo miła zarówno dla nas jak i dla innych pacjentek. Nawet dzisiaj, kiedy czekałem na godzinę wizyt, czytając książkę w holu, poznała mnie i pierwsza się przywitała. Później od żony dowiedziałem się, że ją odwiedziła, żeby chwilę porozmawiać. Pani Renato — dziękuję w imieniu swoim, żony i syna. :) Podziękowania należą się też dwóm obcokrajowcom (także wyglądali na stażystów), którzy uczestniczyli przy operacji i również nie mieli problemów z rozpoznaniem mnie na drugi dzień.

Dużym plusem jest możliwość wejścia na salę operacyjną. Trochę dziwnie się czułem oglądając jednym okiem nowo narodzonego syna a drugim zerkając w stronę żony otoczonej przez gromadkę chirurgów. Udzielono mi naprawdę wyczerpujących informacji i odpowiedziano na wszelkie pytania. Oczywiście przed wejściem zostałem zaopatrzony dodatkowo w czepek i maseczkę na twarz (fartuch i ochraniacze na obuwie były bezwzględnym wymogiem wejścia na oddział).

Na oddziale poporodowym (a dokładniej położniczym III) jest poprawnie, więc nie ma o czym się rozpisywać. Co mi się nie podobało, to niekonsekwentne przestrzegane przepisów. Otóż na całym oddziale obowiązuje odzież ochronna — zarówno ochraniacze na obuwie jak i fartuchy. Niestety połowa odwiedzających nie traktuje tego poważnie. A szkoda, bo znajdują się tu kobiety po operacji oraz noworodki. Na temat funkcjonalności wspomnianych ochraniaczy się rozpisywać nie będę, ale uważam, że skoro taki wymóg istnieje, to należy go przestrzegać. Tym bardziej, że konsekwencje mogą być o wiele większe niż jazda samochodem na terenie zabudowanym z prędkością 65km/h. I tu piętno ogniste dla obsługi, że nie goni kretynów traktujących szpital jak swoisty spacerniak czy dom schadzek.

Drugim przepisem jest ograniczenie liczby odwiedzających do dwóch osób na pacjentkę. Może się to wydawać dziwne, ale jeśli weźmiemy pod uwagę przepełnienie szpitala, krótki czas odwiedzin i dość niewielkie pokoje, to przekonujemy się o słuszności tego przepisu. I tak na przykład dzisiaj do pokoju o powierzchni około 20m² (z czego część zajmuje łazienka z toaletą), gdzie leżały 3 kobiety, do jednej z nich wparowało 6 osób z rodziny (szczęśliwy tatuś, babcia, ciocia, dziadek, druga babcia i wujek). Pomijam drobny szczegół, że tylko troje z nich zaopatrzyło się w wymagane ochraniacze. Tatuś, ciocia i jedna z babć takiej potrzeby nie widzieli. Do tego wszyscy musieli koniecznie pomacać nowego członka rodziny (raptem kilkunastogodzinnego) po twarzy, rączkach i nóżkach. Widać higiena jest im zupełnie obcym pojęciem. Nie muszę wspominać, że w ciągu kilku minut w pokoju zrobiło się nieznośnie duszno i nawet ja miałem kłopoty z oddychaniem. A co miały powiedzieć dziewczyny, które kilkanaście godzin wcześniej miały cesarkę czy przeżywały skurcze parte? Oczywiście personel oddziału nie zareagował ani razu.

Noworodki

Na oddziale noworodków wita nas idealna sterylność. Niestety przepełnienie daje o sobie znać i syna mogłem obejrzeć raptem przez krótką chwilkę, kiedy wprowadziłem żonę na salę. Potem zostałem bardzo grzecznie („naprawdę niezmiernie mi przykro, ale takie mamy rozporządzenie”) acz stanowczo wyproszony na zewnątrz. Nie protestowałem, gdyż rozumiem sytuację. Natomiast matka może przebywać na oddziale bez ograniczeń. Nie było też kłopotów z uzyskaniem szczegółowych informacji o stanie dziecka.

Sam oddział jest podzielony na kilka mniejszych i naprawdę bogato wyposażony. Widać nowoczesny sprzęt. Kilka wolnych inkubatorów stoi na oddziale intensywnej opieki. Człowiek w istocie ma pewność, że dziecko znajduje się w bezpiecznych rękach.

Zaraz przy samym wejściu znajduje się kuchnia mleczna, czyli pokój, gdzie matka może w spokoju zadbać o to, żeby jej dziecko dostało pokarm naturalny zamiast różnych ekwiwalentów. Niby drobiazg, ale jakże istotny.

Podsumowanie

O „Szpitalu na Polnej” nasłuchałem się wielu rzeczy. 4 lata temu większość z nich raczej zniechęciła mnie do tej placówki. Dziś mogę z własnego doświadczenia wydać ocenę pozytywną. Do „bardzo dobrej” zabrakło trochę konsekwencji w egzekwowaniu rozporządzeń rozwieszonych praktycznie po całym szpitalu (czyli widocznych dla odwiedzających) i drobny problem w uzyskaniu informacji z karty pacjentki. Poza tym nie mam większych zastrzeżeń.

Zdaję sobie sprawę, że ta ocena nie musi oddawać rzeczywistego stanu. Także do ostatecznego opuszczenia szpitala pozostało trochę czasu i może ona ulec zmianie. Opisałem tylko to, co widziałem osobiście oraz swoje własne subiektywne odczucia do chwili obecnej. Pozostaje żywić nadzieję, że tak będzie do końca.

23 września 2005, 19:30:25

Witamy na świecie

Wpis na 1. poziomie

Wczoraj o 19:45 przywitałem swojego drugiego syna. Ze względu na pewne komplikacje konieczne było cesarskie cięcie, które odbyło się na 4 tygodnie przed wyznaczonym terminem. Synek jest więc wcześniakiem, waży 2840g i mierzy 50cm, co jest dość niezłym wynikiem mimo wszystko. Póki co leży sobie w inkubatorze, gdyż nabawił się zapalenia płuc, co się podobno zdarza u wcześniaków. Do domu zawita najwcześniej za tydzień. Z dzisiejszego wywiadu na oddziale noworodków wynika, że całkiem dobrze sobie radzi, więc nie powinno być żadnych problemów.

Ach, byłbym zapomniał — po wielu dyskusjach ostatecznie uznaliśmy, że dziecię będzie nosić imię Miłosz.

21 września 2005, 23:04:40

Wysypka

Wpis na 0. poziomie

O tym, że Opera została wykastrowana z banera reklamowego wiedzą już chyba wszyscy. Po prostu nie da się spokojnie przejść obok jakiegokolwiek bloga, żeby o tym nie przeczytać. Wszędzie gdzie spojrzę widzę setki wiadomości, komentarzy czy notek, że „Opera jest teraz free”. Czy się cieszę? Trochę tak, trochę nie. „Tak” dlatego, że Opera pozbyła się dość ciężkiego balastu w walce z monopolem Microsoftu na rynku WWW. Mam nadzieję, że teraz trochę szybciej ruszy spychanie obecnego lidera do niszy, w której powinien był się już znaleźć 2 lata temu.

Ale mam też pewne mieszane uczucia w tej sprawie. Mianowicie użytkownicy Opery są dość zawzięci w udowadnianiu swoich racji. Póki Opera „straszyła” bannerem siedzieli jeszcze w miarę cicho. Sporadycznie tylko jakiś oszołom wyskakiwał z inwektywami w kierunku konkurencyjnych, choć stojących po tej samej stronie barykady monopolistycznej, rozwiązań. W myśl zasady „wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem”. Tą samą zasadę stosuję od dawna do innych niż IE i Firefox przeglądarek, czyli głównie do Opery, gdyż na platformie Windows inne rozwiązania praktycznie nie istnieją. Teraz, gdy znikł jeden z najczęściej przywoływanych argumentów przeciwko norweskiej przeglądarce, znaczna większość „operowców” zaczęła wypisywać różne bzdury nie bardzo mając pojęcie jak mogą zaszkodzić.

I tak na blogach i w innych serwisach możemy poczytać, że:

  • Firefox i IE chowaja sie w pasku zadan,
  • dobra alternatywa dla IE i FF,
  • Firefox jest bardzo przereklamowany, jego możliwości są mizerne a bezpueczeństwo... No cóż...,
  • Jak widze to tyko OPERA jest spoko przeglądarka a syf to Firefox tak trzymać,

I tak można by jeszcze długo wymieniać. Przyznam, że nie chciało mi się już wracać do wszystkich wczoraj przeczytanych notek, newsów i komentarzy, więc zamieściłem tylko te, które były na górze historii w moim Firefoksie.

Jakby tego było mało, firma Symantec (nie wiem czemu, ale wpierw napisało mi się „Szmatec”) zamieściła na swoich stronach raport, wg którego Firefox (i inne produkty MF) mają porównywalny poziom bezpieczeństwa do znanego z wielu dziur Internet Explorera. Oczywiście to tylko podsyciło ogień niepochlebnych komentarzy kierowanych pod adresem jedynej przeglądarki, która była w stanie wejść na pole zajmowane dotąd przez IE.

Pisałem już wielokrotnie, że doceniam rolę Opery na rynku przeglądarek i cieszy mnie, że internauci mają większy wybór. Zarówno Opera jak i Firefox mają być nowoczesnymi, zgodnymi z obowiązującymi standardami, bezpiecznymi i przyjaznymi dla użytkownika przeglądarkami. Zupełnie nie rozumiem tych ciągłych przepychanek pomiędzy obiema grupami. Lubisz Firefoksa? Świetnie! Wolisz Operę? Też dobrze! Tylko do jasnej cholery przestań rozpowszechniać plotki jakoby jeden program był o niebo lepszy od drugiego. Oba mają swoje wady i zalety. W obu wykrywane są dziury i błędy. I oba są idealnymi zamiennikami wszędobylskiego IE.

Do niedawna społeczność Opery i Firefoksa szła praktycznie ramię w ramię w II wojnie przeglądarek. Kiedy jednak Firefox trochę szybciej zdobył rynek (nieistotnym jest, czy dobrym marketingiem, czy dobrym programem; wg mnie obie rzeczy miały duży wpływ na popularność) nagle nasz nieoficjalny sojusznik zaczął sporadycznie, choć coraz częściej, głosić slogany przeciwko nam. Uważam jednak, że walka w naszych szeregach i podbieranie sobie nawzajem rynku nie doprowadzi do zdetronizowania IE. Dlatego apeluję o zdrowy rozsądek zarówno użytkowników Opery jak i Firefoksa. Przestańmy się opluwać nawzajem, bo nie o to chodzi. Mamy wspólnego wroga, który trzyma się dobrze mimo przestarzałych technologii i poważnych lukach w jego fortyfikacji. Serwisy takie jak Osiolki.net czy BrowseHappy.pl nie prowadzą rozróżnienia na Operę i Firefoksa. Wprost przeciwnie — rzetelnie przedstawiają informacje mające nieść pomoc w wyborze odpowiedniego dla siebie oprogramowania. Więc może i my też zacznijmy rzetelnie informować o możliwych alternatywach dla IE a na pewno się to przysłuży i jednym, i drugim.

Małe oświadczenie

Jako użytkownik i fan Firefoksa przedstawiam zdarzenia z punktu widzenia jednego obozu. Zdaję sobie sprawę, że podobnych krzykaczy można znaleźć także po naszej stronie. Nie znaczy to jednak, że ich pochwalam. Wprost przeciwnie — z takim samym zapałem będę dusił podobne akcje po obu stronach. Preferuję raczej obiektywizm w ocenianiu innych produktów i ludzi, pozostawiając subiektywną ocenę na koniec, kiedy wyczerpią się inne argumenty.

21 września 2005, 01:49:31

Z niemieckiego tele-cośtam

Wpis na 0. poziomie

Na ekranie widnieje zapis:

8 + 8 - 8 : 0,5 = ?

Poniżej są do wyboru 3 z 4 odpowiedzi: a) 16 (chyba, bo jak się włączyłem, to już jakiś młot to skreślił ;) ), b) 10, c) 0 i d) 12. Ponieważ oglądałem to jako 2 program do spółki z filmem, więc przełączałem się co kilka minut. Po mniej więcej 30 minutach zachęt ze strony prezenterki (?) dzwoni kobieta i daje odpowiedź: D, czyli 12. Prezenterka krzyczy „Ja, das is gutt!”, czy coś podobnego, po czym po chwili słychać dźwięk jak przy złej odpowiedzi. Panienka się reflektuje i przeprasza, i życzy miłego wieczoru itp. Nosz mogliby dziewczynę wtajemniczyć w prawidłową odpowiedź. Chociażby pod koniec. ;)

yano's jog is proudly powered by Jogger | RSS | Design by Ian Main, ported by Patryk Zawadzki.