Wpis na 0. poziomie
Już niedługo poznamy największego spamera wyszukiwarek internetowych. Jako nagrodę, obok odtwarzacza mp3, proponuję stosowną karę przewidzianą za spam (przesyłanie treści reklamowych bez zgody odbiorcy). Czemu tak sądzę? Kilka dni temu postanowiłem zadać sobie trud sprawdzenia paru uczestników konkursu znajdujących się na szczycie wyników w Google. Sprawdzałem jakość strony konkursowej (zgodność ze standardami, semantykę kodu itp.) oraz prowadzące do tej strony odnośniki (które to decydują o pozycji tejże w wynikach). Z racji dość niepochlebnych opinii pozwolę sobie nie zamieszczać danych personalnych.
Standardy
Kwestię zgodności ze standardami możemy od razu uznać za zamkniętą. Większość stron nie jest zgodna z czymkolwiek. Niektórzy słyszeli jednak coś o (X)HTML-u i W3C. Ba! Zamieścili nawet stosowne banerki prowadzące do weryfikacji kodu. Szkoda tylko, że na tym się skończyło, bo sprawdzenie poprawności daje w wyniku albo błąd krytyczny, albo mnóstwo innych błędów.
Semantyka? A to nie jest samica orła?
Tu jest jeszcze gorzej. Divitis i classitis stały się epidemią. Ludziska zrozumieli opacznie rezygnację z tabel do tworzenia struktury strony i zapomnieli również o innych znacznikach. Wydaje się, że oprócz <html />, <head />, <title />, <body /> i <a href="" /> istnieją tylko dwa: <div /> i <span />. Nieliczni potrafią dostrzec zaletę nagłówków (<h1 /> - <h6 /> ). Bez komentarza.
„Żubr w trawie puszczy”
Zawartość merytoryczna stron sprowadza się do mielenia frazy „msnbetter thangoogle” na wszelkie możliwe sposoby. Niektórzy prowadzą swoiste blogi pozycjonowania własnej strony. Szkoda, że większość wpisów sprowadza się do „dziś jestem na 263 miejscu w Google i na 362 w MSN”. Popularne też się stały rozmaite systemy wymiany linków pomiędzy stronami konkursowymi. Nabijanie rankingu konkurentowi? Cokolwiek dziwne. To tak, jakby drużyny piłkarskie dogadały się, że każda strzeli samej sobie ileś tam bramek. Jasne — można. Tylko po co?
Wesołe krówki
Dość ciekawie się prezentują strony zawierające odnośniki do tych konkursowych. Oprócz omawianej już konkurencji w wynikach Google otrzymujemy mnóstwo innych. Podążając za przykładową „stroną polecającą” trafiam na komentarze na serwerze jakiejś uczelni. Na początku listy jest grzecznie - uwagi do webmasterów, pochwały itd. Horror zaczyna się kilka wpisów dalej: „Fajna stronka, pozdrawiam. Moniczka <a href="http://msnbetter-thangoogle.[serwis].pl">MSNBETTER THANGOOGLE</a>”. I w podobnym klimacie kilkadziesiąt kolejnych wpisów. To samo na różnych blogach, forach, księgach gości itp. Jak te krówki na polu - gdzie stanie, tam nasra (wybaczcie kolokwializmy). Komentarz? [Ocenzurowano]
Konkluzja
Cieszę się, że do końca tej chorej konkurencji został już niespełna miesiąc. Mam nadzieję (tylko wara od mojej rodziny!
), że w relatywnie krótkim czasie z wyników wyszukiwarek znikną wszelkie „msnbettery” i „thangoogle”. Pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach uważam za dość ciekawą dziedzinę rzemiosła zwanego „webmasterstwem”, ale takie zachowanie uczestników konkursu jest już przegięciem. Niestety takie trendy będą się pojawiać tak długo, jak będą skuteczne, a przeciętny użytkownik Google czy wyszukiwarki wp.pl nie zdaje sobie sprawy, że może zostać oszukany. Właściciel wyspamowypozycjonowanego serwisu będzie się cieszył jak dziecko, że wydał grubą kasę i ma setki wejść z Googla. A tak naprawdę zarobi na tym tylko firma/osoba, która tę kasę zgarnęła. Za co? Za tysiące odnośników w księgach gości, forach, komentarzach itp. „Biznes is biznes”, jak to się kiedyś mawiało. Jeden kradnie, inny spamuje a jeszcze inny pozycjonuje na potęgę.