Nieruchomości - kupno, sprzedaż, wynajem. Citymark

yano78@jabber.org

04 stycznia 2006, 22:57:16

Smród w szpitalu

Dzisiaj z najmłodszym (3,5 mies.) odwiedziliśmy rano szpital na ul. Krysiewicza w Poznaniu. A dokładnie poradnię chirurgiczną. Nie, na szczęście nic złego się nie stało a wizyta była tylko kontrolna. Ale ja nie o tym.

Jak przystało na szpital dziecięcy, jest on urządzony schludnie i czysto. Na próżno szukać wydeptanego linoleum i krzywo położonych białych kafelków rodem z PRL. Wprost przeciwnie - gabinety są ciepłe i przytulne, a kafelki na ścianach z powodzeniem znalazły by miejsce w łazience niejednego polskiego mieszkania. Efekt psuje trochę fakt, że pomiędzy poszczególnymi sekcjami szpitala nie ma łączników i po wizycie u lekarza musieliśmy przejść przez podwórze aby wykonać dalszą część badań, po czym wrócić tą samą drogą z wynikami. W poczekalni siedziało kilkoro dzieci w kurtkach i w piżamach czekając na wywołanie. Z tego wnoszę, że takich przejść w obrębie budynku nie ma, albo są nieczynne.

Natomiast to, co najbardziej mnie zdrażniło w poczekalni do USG (oraz RTG, EKG i innych) był… dym papierosowy! Może osoby palące, nie wyłapałyby unoszącego się w powietrzu zapachu, ale osoby niepalące na pewno zorientowałyby się, że to nie odświeżacz powietrza tak zalatuje. Ja rozumiem, że ktoś jest na głodzie i koniecznie musi, ale do cholery niech spieprza na dwór, a nie smrodzi w pomieszczeniu zamkniętym, w którym większość osób to dzieci, na dodatek pacjenci szpitala!

Zapytacie pewnie, skąd ta pewność, że to był dym papierosowy? Otóż kątem ucha podchwyciłem dyskretną rozmowę przy rejestracji, z której wynikało, że „trzeba w końcu porozmawiać z tymi palącymi”. Czyli problem istnieje i to już od jakiegoś czasu.

A prywatnie uważam, że osoby palące (nieważne czy sporadycznie, czy nałogowo) nie powinny pracować w takich miejscach. Choć wy tego nie czujecie, to od was śmierdzi! Cuchnie na odległość i żaden dezodorant czy guma nie jest w stanie zabić tego smrodu, którym jesteście przesiąknięci!

Poprzedni wpis:
Nazwy domen
Następny wpis:
Włochata pizzeria

Ostatni odwiedzający:

Komentarze do notki Smród w szpitalu

  1. Krystek powiedział(a):

    Ot, to to. Ostatnio na grupie pl.misc.kolej w Usenecie była dyskusja o uciążliwościach dla (współ)pasażerów w pociągach. No i wyszło na to, że palący także lubią siedzieć w przedziałach dla niepalących, wychodzą na korytarz zapalić a potem śmierdząc dymem wracają do przedziału. Albo palą w toaletach / przejsciach między wagonami. Jak dzieci w szkole. Żenada. Wątek do przejrzenia http://42.pl/gg/dpdqv8$77n$1@atlantis.news.tpi.pl

  2. Aneta powiedział(a):

    Śmierdzą ręce palaczy, ciuchy, oddech ... osoba niepaląca doskolane wyczuje, która z osób jadących w tramwaju wcześniej paliła papierosa. W firmie wystarczy, że taka osoba wejdzie do pokoju już wszystko śmierdzi ... nie idzie tego wywietrzyć.
    Nie rozumiem dlaczego palacze nie potrafią zrozumieć, że ludzie niepalący się tym duszą - nie oddychanie prowadzi nieodwołalnie do zgonu !
    Ostatnio okazało się, że jest to jedna z niewielu rzeczy na które mam jakiś rodzaj uczulenia. Dym papierosowy wywołuje u mnie natychmiastowy odruch wymiotny, bóle i zawroty głowy (SERIO). Nikogo jednak nie obchodzi, że proszę aby przy mnie nie palić.
    Smutne.
    To tyle na ten temat.
    Mam jeszcze prośbę do specjalisty od FF :D
    Nie chodzi (działa) mi ustawianie tapetki na pulpicik pod FF. Otwiera sie odpowiednie okienko ale kliknięcie OK niczego nie powoduje ... brak reakcji. Sam Wiesz Kto oczywiście nie pomoże :(

  3. PablO powiedział(a):

    Może zaczniemy chodzić z gaśnicami? Ktoś wie czy "zgaszenie" papierosa razem z właścicielem będzie miało jakieś negatywne skutki prawne? :P

  4. eskey powiedział(a):

    Smrodu dymu papierosowego nie da się pomylić z niczym innym, więc niepalący zawsze ma pewność. Niestety palący tego nie rozumieją.
    Mnie np. strasznie denerwuje, jak niejeden sąsiad wychodząc za drzwi swojego domu odpala papierosa i po drodze na dół zasmrodzi całą klatkę schodową aż dusi...
    Druga sprawa to polska mentalność dotycząca przepisów - "są po to by je łamać", przecież obowiązuje (chyba) zakaz palenia w miejscach publicznych...

  5. Yano powiedział(a):

    @PablO: Kiedyś w Warszawie na linii autobusowej obsługującej m.in. moje osiedle miał miejsce taki przypadek. Kierowca palił sobie papierosa na dodatek przy otwartej kabinie i dym ulatniał się na cały autobus. Chłopak (na oko 18-19 lat) wziął gaśnicę stojącą przy przedich drzwiach i „zgasił” niepokornego kierowcę przy ogólnym aplauzie. Oczywiście kolejnym przystankiem był niedaleki posterunek policji. Jak się sprawa skończyła to nie wiem, ale mam nadzieję, że ten kierowca się teraz 3 razy zastanowi zanim zapali papierosa.

    Natomiast dzisiaj w tramwaju też dało się wyczuć silną woń bijącą z kabiny motorniczego. Zanotowałem sobie numerek boczny i godzinę a jutro zadzwonię do MPK i złożę stosowne zażalenie. Skoro palacze nie liczą się z niepalącymi, to ja nie mam zamiaru liczyć się z nimi.

  6. Yano powiedział(a):

    @eskey: no właśnie. Przepis jest, ale nikt mi nie potrafił podać ani miejsca, gdzie on się znajduje, ani jego wykładni. Uważam, że klatka schodowa, przystanek autobusowy (wiata przystankowa) i inne tego typu miejsca są jak najbardziej publiczne i powinien tam obowiązywać zakaz palenia. A jak jest to chyba każdy widzi.

    Co mnie jeszcze drażni to centra handlowe, gdzie kosze z popielniczkami są ustawione tuż obok wejścia. Oczywiście są one oblegane przez palaczy, a ja idąc z dzieckiem do sklepu muszę się przebić przez ścianę dymu. To też nie jest w porządku.

  7. Krystek powiedział(a):

    Bo prawda jest taka, że nikt tego nie egzekwuje a ci, któzy mieliby egzekwować sami palą. Czy dostał kiedyś ktoś mandat za palenie na przystanku autobusowym / tramwajowym / kolejowym? Chyba nie. Na Zachodzie i w niektórych krajach azjatyckich można za takie zachowanie dostać słony mandat.

  8. Krystek powiedział(a):

    którzy oczywiście - klawiatura nadaje się do wymiany :-/

  9. PablO powiedział(a):

    Te palarnie to w ogóle poroniony pomysł! Zawsze są k...a przy wejściu/schodach, tak że nie ma bata wejść/wyjść nie przechodząc przez dym. Tak jest wszędzie, na uczelni, dworcu, w urzędach...

  10. Yano powiedział(a):

    Ha, jak pracowałem w Prószyńskim to palarnia (znaczy miejsce z popielniczkami) była na zewnątrz budynku jakieś 100 metrów dalej. I nie było bata — chcesz zapalić? dymaj na drugi koniec posesji. :) Jakoś się palacze nauczyli i nawet nie narzekali.

  11. Nerf powiedział(a):

    1. Niedawno w Czechach zamknięto chyba kogoś za palenie na przystanku autobusowym - ale tam mają normalnego prezydenta ;).
    2. Gdzieś niedawno czytałem (możliwe nawet, że tutaj), że przepis był, ale już go nie ma.
    3. Niedawno na uczelni (na szczęście nie na moim wydziale) zszedłem poniżej parteru, a tam dwie sprzątaczki paliły sobie w najlepsze (o ile mi wiadomo, jest to półlegalna, stała palarnia). Na moje pytanie, czy wolno, odpowiedziały "Tak, a chce pan zapalić?". Na terenie wszystkich budynków uniwersyteckich obowiązuje całkowity zakaz palenia. Nie wspominam już o tym, że administrator uniksowy na jednym z wydziałów pali jak komin w pomieszczeniu, w którym pracuje.
    4. Na klatce schodowej w bloku, w którym mieszkam, obowiązuje zakaz palenia. Również w pociągach na korytarzach, ale co z tego, skoro nikt sobie z tego nic nie robi, jeśli się go nie pogoni?
    5. Bardzo uciążliwi są również zwykli uliczni przechodnie - samobójcy. Ale w Polsce nie szanuje się ludzi, więc to nic dziwnego.

  12. Nerf powiedział(a):

    Ech, trzeba jednak było przeczytać ten komentarz przed wysłaniem ;).

Zostaw komentarz

Komentarze nie mające związku z tematem wpisu mogą (ale nie muszą) zostać usunięte. Bezwzględnie będą usuwane komentarze obraźliwe, wulgarne czy reklamowe (także w stylu onet.blog).

W komentarzach możesz korzystać z Markdown.

yano is proudly powered by Jogger | RSS | Design by Ian Main, ported by Patryk Zawadzki.