04 stycznia 2006, 22:57:16
Smród w szpitalu
Dzisiaj z najmłodszym (3,5 mies.) odwiedziliśmy rano szpital na ul. Krysiewicza w Poznaniu. A dokładnie poradnię chirurgiczną. Nie, na szczęście nic złego się nie stało a wizyta była tylko kontrolna. Ale ja nie o tym.
Jak przystało na szpital dziecięcy, jest on urządzony schludnie i czysto. Na próżno szukać wydeptanego linoleum i krzywo położonych białych kafelków rodem z PRL. Wprost przeciwnie - gabinety są ciepłe i przytulne, a kafelki na ścianach z powodzeniem znalazły by miejsce w łazience niejednego polskiego mieszkania. Efekt psuje trochę fakt, że pomiędzy poszczególnymi sekcjami szpitala nie ma łączników i po wizycie u lekarza musieliśmy przejść przez podwórze aby wykonać dalszą część badań, po czym wrócić tą samą drogą z wynikami. W poczekalni siedziało kilkoro dzieci w kurtkach i w piżamach czekając na wywołanie. Z tego wnoszę, że takich przejść w obrębie budynku nie ma, albo są nieczynne.
Natomiast to, co najbardziej mnie zdrażniło w poczekalni do USG (oraz RTG, EKG i innych) był… dym papierosowy! Może osoby palące, nie wyłapałyby unoszącego się w powietrzu zapachu, ale osoby niepalące na pewno zorientowałyby się, że to nie odświeżacz powietrza tak zalatuje. Ja rozumiem, że ktoś jest na głodzie i koniecznie musi, ale do cholery niech spieprza na dwór, a nie smrodzi w pomieszczeniu zamkniętym, w którym większość osób to dzieci, na dodatek pacjenci szpitala!
Zapytacie pewnie, skąd ta pewność, że to był dym papierosowy? Otóż kątem ucha podchwyciłem dyskretną rozmowę przy rejestracji, z której wynikało, że „trzeba w końcu porozmawiać z tymi palącymi”. Czyli problem istnieje i to już od jakiegoś czasu.
A prywatnie uważam, że osoby palące (nieważne czy sporadycznie, czy nałogowo) nie powinny pracować w takich miejscach. Choć wy tego nie czujecie, to od was śmierdzi! Cuchnie na odległość i żaden dezodorant czy guma nie jest w stanie zabić tego smrodu, którym jesteście przesiąknięci!




