Wpis na 1. poziomie
Na DI można przeczytać artykuł Linkusowi trzeba… Photoshopa poruszający dość wrażliwą (i drażliwą) kwestię różnic i podobieństw pomiędzy dwoma wymienionymi w tytule programami. Początkowo chciałem dopisać swoje 3 grosze, ale zbyt się rozrosły. Zaprezentuję więc swoje zdanie na ten temat w formie kolejnej notki. Wypada zaznaczyć, że jestem użytkownikiem aplikacji ze stajni Adobe od mniej więcej 9 lat.
Większość z Was doskonale wie czym jest Photoshop oraz GIMP. Ten drugi jest często wymieniany jako odpowiednik tego pierwszego na platformy linuksowe. Uważam takie porównanie za wysoce krzywdzące. I to zarówno dla jednej jak i drugiej strony. Czemu? Po pierwsze, osoba mająca jako takie obycie z PS będzie (zachęcona całą masą bywalców grup dyskusyjnych i różnej maści forów) upatrywać w GIMP-ie jego klona. Jest to oczywiście całkowicie błędne rozumowanie i ci, którzy takiego porównania dokonują robią GIMP-owi całkiem niedźwiedzią przysługę. Z drugiej strony, osoba obeznana z GIMP-em na pewno się pogubi w interfejsie Photoshopa i w mnogości opcji czy skrótów. Obie aplikacje kierują się zupełnie inna filozofią w rozwiązaniu tego pozornie prostego problemu — edycji zdjęć czy tworzenia grafiki.
Pozwolę sobie teraz zacytować kilka fragmentów wspomnianego artykułu i opatrzyć je moim osobistym komentarzem.
Poprosiłem kilku znajomych grafików o notowanie w czasie pracy jakich funkcji programu używają. Po analizie zebranych danych okazało się, że żadna z nich nie była dostępna wyłącznie w Photoshopie.
Nie chodzi to o to, czy dana funkcja jest w programie dostępna, czy nie. Ważniejszy jest prosty i intuicyjny do niej dostęp.
Do GIMPa może zniechęcać interfejs. Wielu osobom nie pasuje to, że każdy obrazek obrabia się w GIMPie w osobnym oknie. Trudno powiedzieć, czy jest to rzeczywiste gorsze rozwiązanie. Z całą pewnością ludzie wyszkoleni na Photoshopie nie są do tego przyzwyczajeni.
Wydaje mi się, że autor tych słów nie miał okazji popracować dłużej na platformie Mac, gdzie większość aplikacji posiada taki „przezroczysty” interfejs. Tam Photoshop też ma kilka okienek porozrzucanych na pulpicie. Jedynie menu programu jest jedno, wyświetlane na pasku zadań a nie jak w przypadku GIMP-a — każde okienko ma swój osobisty pasek.
Wiele funkcji GIMPa nie jest łatwo dostępnych przez menu. Niektóre z nich można uzyskać tylko za pomocą odpowiedniego skrótu klawiszowego. Dla osób znających program to żadna przeszkoda, ale osoby przyzwyczajone do PS - które po raz pierwszy stykają się z GIMPem - uznają to za utrudnienie, albo dochodzą do wniosku, że tych funkcji po prostu w programie nie ma.
Zachęcam autora do zapoznania się z zestawieniem skrótów dla PS. Praktycznie większość kombinacji klawiszy ma w PS przypisaną jakąś funkcję. Nie wiem czy jestem w stanie wymienić chociażby połowy z nich, ale nie wyobrażam sobie pracy w tym programie bez znajomości przynajmniej kilkudziesięciu. Śmiem twierdzić, że GIMP nie posiada tak rozbudowanej klawiszologii.
I właśnie to może się okazać barierą nie do pokonania dla użytkowników PS. Mając w małym palcu te kilkadziesiąt najczęściej używanych skrótów (na czele ze spacją, która ma bardzo pożyteczną funkcję w PS) możemy mieć trudności w ponownym sięganiu do menu programu w celu wykonania najprostrzych operacji.
Wiele osób krytykujących ten otwarty program opiera swoje spostrzeżenia na wersji 1.x. Wersja 2.0 jest o wiele bardziej zaawansowana, a 2.4 to już naprawdę ogromny skok do przodu.
Zgodzę się, że wersja 2.0 jest o niebo lepsza od 1.x. Mimo to GIMP nadal nie zaskarbił sobie mojego uznania. Przy okazji — skąd autor wykombinował wersję 2.4, kiedy na oficjalnym serwerze leży ledwie 2.3.6 oznaczona jako Development Release? Bo przecież zwykły użytkownik nie będzie kompilował wersji z CVS do celów podrasowania zdjęcia babci czy kotka… 
Korzystając z GIMPa użytkownik powinien mieć pod ręką jakąś instrukcję. GIMP nie jest Photoshopem - to inny program, którego trzeba się nauczyć praktycznie od nowa. Tymczasem traktowany jest z góry jak dokładny klon.
Po raz kolejny się zgodzę. Z jednym malutki wyjątkiem — do Photoshopa też potrzebna jest instrukcja. Albo dobry nauczyciel, który pokaże nam jak zacząć. Jednak uważam, że dla początkującego użytkownika interfejs PS jest o wiele bardziej przystępny i intuicyjny. Być może jest to subiektywne odczucie „starego wyjadacza”, ale z mojej obserwacji zachowań ludzi, ktorzy pierwszy raz zetknęli się z jedną i drugą aplikacją jasno wynika, że lepiej sobie radzą z Photoshopem.
Pozostaje jeszcze kwestia edukacji użytkowników. Najczęściej podręczniki do grafiki komputerowej, czy obróbki zdjęć to jednocześnie podręczniki do PS.
Najczęściej, choć nie zawsze. Wynika to z prostego faktu, że autorzy książek sięgają po najlepiej znaną sobie aplikację, którą zwykle jest Photoshop. A to z racji tego, że pewnie sami na nim pracują. Widać też, że użytkownicy GIMP-a nie widzą potrzeby pisania o nim książek wychodząc z założenia, że każdy może sobie poczytać samouczki w Internecie. Niestety nie przysparza to wielu nowych użytkowników.
Nadal jednak dziwi fakt, że ta darmowa (a to też istotne) alternatywa dla PS nie może się zaadaptować choćby wśród użytkowników domowych, którzy często wolą nabyć pirackiego PS, niż uczciwie pobrać z sieci darmowego GIMPa.
Chociażby właśnie dlatego, że firmy pracują na oprogramowaniu komercyjnym. Oczywiście pracodawca byłby zadowolony, gdyby nowy pracownik okazał się ekspertem w programie, do którego nie trzeba wykupywać drogiej licencji. Ale co ma zrobić pracownik, który przychodzi do studia, gdzie wszyscy pracują pod jednym programem, którego on akurat nie zna? Oczywiście nie pochwalam piractwa, ale w tym wypadku działa ono jak najbardziej na korzyść firmy Adobe — kto z Was, drodzy czytelnicy, uczył się obsługi Photoshopa na w pełni legalnej wersji? 
Pewien mój znajomy grafik ma na komputerze dwa systemy. Jak sam twierdzi: "potrzebuje Windowsa tylko do Photoshopa".
I to jest niestety prawda. Nie przekonują mnie komentarze, że PS świetnie działa pod WINE. PS serii CS ma dość duże wymagania sprzętowe i nie uśmiecha mi się zużywanie części zasobów na tryb emulacji. Pomijam już drobny fakt, że kupując PS w jakimkolwiek pakiecie dostajemy potężny zbiór narzędzi współpracujących ze sobą, a taka współpraca nie jest możliwa w emulowanym środowisku. Poza tym przypomina to trochę niesławną kratkę w samochodach osobowych rejestrowanych na firmę jako dostawcze.
Czy więc GIMP ma szanse na dogonienie produktu Adobe?
Nie. Dlatego, że (jak napisałem na początku) GIMP nie powstał jako klon Photoshopa, ale jako samodzielna aplikacja realizująca określony cel. To już nie jest OpenOffice naśladujący pakiet Microsoftu. Jest to alternatywa dla innych tego typu aplikacji, z których oprócz Photoshopa można wymienić też Corel Photo Paint, czy (do niedawna) Paint Shop Pro.
Odwieczna walka pomiedzy zwolennikami obu aplikacji przypomina inne tego typu: „Windows czy Linux?”, „Vim czy emacs?” itd. I tak samo jak tam, nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi, który z dwóch rywalizujących programów jest lepszy. Każdy musi sam ocenić, gdzie czuje się lepiej. Czy bardziej mu odpowiada wielookienkowe środowisko otwartego GIMP-a, czy woli przebogate skróty i mnogość samouczków do komercyjnego Photoshopa.
Na koniec mała sugestia — jeśli jeszcze nie miałeś do czynienia z żadną z omawianych tu aplikacji i stoisz przed dylematem co wybrać, powiem wprost: GIMP. Jest to naprawdę dobry program i do zdecydowanej większości domowych zastosowań wystarczy. A przede wszystkim jest darmowy. Jeśli sięgniesz po Photoshopa i przyzwyczaisz się do jego filozofi działania bardzo trudno Ci będzie się potem przesiąść na jakąkolwiek inną aplikację. Natomiast jeśli zamierzasz z zabawy w grafika uczynić w przyszłości źródło swoich dochodów, to Photoshop jest wg mnie lepszym rozwiązaniem. Niestety musisz liczyć się wtedy z dość sporym wydatkiem rzędu 3-4 tys. złotych na początek albo ryzykować z wersją piracką. Jednak jeśli zdobędziesz wprawę w posługiwaniu się PS-em a na dodatek będziesz potrafił wykorzystać w pełni jego możliwości, to gwarantuję, że z głodu nie umrzesz a i będzie Cię stać na kolejne wersje. 