Nieruchomości - kupno, sprzedaż, wynajem. Citymark

yano78@jabber.org

14 lutego 2006, 01:54:33

Naciągnąć szpital, czyli o służbie zdrowia słów kilka

Młodszy syn znowu wylądował w szpitalu. Oczywiście wraz z nim jest tam Villi. O warunkach szpitalnych dla matki z dzieckiem się rozpisywać nie będę, bo naprawdę nie ma o czym. Dość powiedzieć, że na przestrzeni raptem 10m² przewidziane jest miejsce dla trojga dzieci i ich opiekunów. Opiekunowie do swojej dyspozycji mają plastikowe krzesełko mające im w nocy służyć także do spania, szafę (tudzież szafeczkę) oraz stolik (a i to nie wszędzie). Przytulnie, prawda? To już chyba w więzieniach mają luźniej.

A czemu piszę o naciąganiu szpitala? Wczoraj się dowiedzieliśmy, że w szpitalu nie wolno ładować komórek czy korzystać z przenośnych komputerów. Zakłócają pracę sprzętu medycznego? Skądże! Otóż ładowarki do telefonów komórkowych czy zasilacze laptopów pobierają ogromne ilości prądu i stąd te ograniczenia. Podobno nawet jedna z pielęgniarek miała płacić szpitalne rachunki bo na swojej zmianie nie upilnowała gniazdek elektrycznych. Natomiast „nawał pracy” i „zamieszanie podczas przyjęć” jest dostatecznym powodem, żeby nie upilnować godzin podawania antybiotyku, przez co dziecku przepadła jedna z dawek leku. Ot, taka nasza służba zdrowia.

Jeszcze kilka ciekawostek szpitalnych:

  • w sąsiedniej sali na suficie przy oknie rośnie sobie przepiękny okaz grzyba. Widocznie to jakaś lokalna hodowla penicyliny. Przy leczonych tam m.in. chorobach układu oddechowego taki grzybek jest jak znalazł.
  • wszędzie wiszą kartki z informacją o obowiązkowej szatni. Wczoraj w szatni odbiłem się od ściany dymu papierosowego. Czy ktoś zaryzykuje pozostawienie odzieży w takim miejscu?
  • na oddziałach szaleje jakiś rotawirus, skutecznie kładąc co chwilę do łóżka (a raczej sadzając na toalecie) kolejnych rodziców i dzieci.
  • pokoje z chorymi posiadają drzwi, które winny być zamknięte, aby ograniczyć rozprzestrzenianie się chorób. Mimo to przez cały czas po korytarzu łażą rodzice z dziećmi za rękę, na rękach itd. Pokoje oczywiście pozostają otwarte. Nikt nikomu nie zwraca uwagi, mimo szalejącego wirusa.
  • sprzątaczka goni ścierą za przekroczenie progu oddziału bez ochraniaczy na buty. Ochraniacze dostępne są za złotówkę. W jednym rozmiarze. Przy zimowym obuwiu nr 46, jakie nosi autor tego tekstu, założenie w całości ochraniacza stanowi nie lada wyczyn. A w pokoju chorych podłoga lepi się od brudu zalegającego tam przynajmniej kilka tygodni.
  • inna sprzątaczka rozładowuje atmosferę jakże adekwatnym do sytuacji tekstem na bluzie: „Wrzuć na luz”. Wredny jestem — nie wrzucę. :]
  • lekarz dyżurny zawsze jest na drugim oddziale. Na prośbę o kontakt z lekarzem pielęgniarki informują, że „zaraz przyjdzie”. Po kilku minutach przychodzi piguła, twierdząc, że „konsultowała się telefonicznie i dobrze wie co ma zrobić”.
  • matka (opiekun) jest dość stanowczo wypraszana z pokoju zabiegowego przy wszelkich czynnościach przy dziecku (założenie lub zmiana wenflonu, zmiana opatrunku itp.) Trzeba się postawić, żeby zobaczyć wielce niezadowoloną minę pielęgniarki i usłyszeć: „skoro pani już musi”.
  • przy wyraźnym poleceniu, że wenflon ma być umieszczony na główce dziecka (praktyka pokazuje, że jest to najlepsze miejsce, choć wygląda cokolwiek makabrycznie) pielęgniarki sprawdzają po kolei wszystkie kończyny, żeby się przekonać, że wkłucie się w żyłę na rączce czy nóżce jest niemożliwe. „Trzeba było jednak posłuchać mamy” — pada na koniec wizyty w zabiegowym. Mój syn wygląda jak narkoman lub po zabawie z kaktusem tudzież jeżem.

Byłbym niesprawiedliwy, gdybym nie napisał też kilku dobrych słów o tych kobietach, które się jednak starają. Będzie tego naprawdę niewiele zważywszy, że jakiś standard obsługi w szpitalu być powinien:

  • można z powodzeniem udać zagubionego tatę, żeby pielęgniarka przygotowała dziecku posiłek. Jest to szczególnie pomocne przy delikwencie głośno akcentującym swój sprzeciw na fakt położenia go głodnego do łóżeczka na czas podgrzewania przygotowanego wcześniej mleka.
  • można dziecku podać antybiotyk dożylnie czy podłączyć kroplówkę (przypominam: wenflon w główce) na tyle delikatnie, żeby maluszek się nie obudził.

No i chyba najważniejsze — to nie są fragmenty scenariusza kolejnych odcinków „Szpitalu na perypetiach”. To wszystko (a nawet jeszcze więcej) mogą obejrzeć mali pacjenci (i ich opiekunowie) w jak najbardziej realnym miejscu. Mowa o Specjalistycznym Zespole Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu przy ul. Krysiewicza, a dokładniej o jego oddziale przy ul. Nowowiejskiego. W tych okolicznościach słowo „specjalistyczny” nabiera nowego znaczenia. Całe szczęście, że syn z racji swojego wieku nie będzie pamiętał przez co przeszedł.

Poprzedni wpis:
Photoshop czy GIMP?
Następny wpis:
Mks_vir vs. ArcaVir

Ostatni odwiedzający:

Komentarze do notki Naciągnąć szpital, czyli o służbie zdrowia słów kilka

  1. KKK powiedział(a):

    Winnych miastach jest podobnie, niestety.

  2. zgoda (jarek) powiedział(a):

    A lud ogląda "Na dobre i na złe" i cieszy się, jaką to miłą, sprawną i czyściutką mamy opiekę zdrowotną.
    Ku ustaleniu uwagi: część odcinków "Ndinz" jest kręcona w warszawskim szpitalu na Banacha. Łatwo odróżnić aktorów i statystów od personelu po tym, że się po prostu uśmiechają. Tam, gdzie pracuje ekipa serialowa, jest zawsze posprzątane, ale w pozostałych częściach szpitala panuje bród, smród, nędza i ubóstwo. Uwadze polecam szczególnie okolice magazynu rzeczy pacjentów. Gdy pierwszy raz tam zjechałem, to się poczułem jak na stadionie X-lecia.

  3. KKK powiedział(a):

    Przeżyłem ten syf jakim jest pobyt w szpitalu. Wszczepiono mi blaszaną zastawkę. Widziałem tę ignorancję, butę i brak kompetencji. O czyszczeniu sal na pokaz nie wspomnę. Ale dorosły to dorosły. Małe dzieciątka są takie bezradne. Przerażone. A te odporne na cudzy ból, niewspółczujące bestie w białych kitlach mszczą się za swoje wyimaginowane nieudane życie. I w dziedzinie medycyny jesteśmy także zakłamanym narodem. Leki wycofane z obiegu w latach 50-tych u nas nadal są w użyciu. Krew krwiodawców ląduje na śmietnikach niewykorzystana. Pielęgniarki pobieraja tę krew bez rękawiczek ochronnych "bo wyszły", wszczepiając przy okazji bakterie "przyszpitalne". Nie chce mi się pisać...

  4. Yano powiedział(a):

    Akurat tutaj do każdego dziecka pielęgniarka zakłada nową parę rękawiczek jednorazowych myjąc ręce za każdym razem. Przynajmniej kilka razy zauważyłem jak to robią, więc przyjmuję na wiarę, że tak jest. Wkurza mnie tylko to, że opiekunów (matki, ojców) traktuje się jak powietrze i olewa ich prośby. Ale gdyby nie rodzice, to pielęgniarki miały by 10 razy tyle roboty, a na oddziałach byłoby słychać nieustanny ryk dzieci.
    Natomiast dzisiaj sobie uświadomiłem, że ten nasz przypadek z zakładaniem wenflonu podpada już pod łamanie karty praw pacjenta. O, tu proszę:
    „II. Prawa pacjenta w zakładzie opieki zdrowotnej, o których stanowi ustawa o zakładach opieki zdrowotnej z 1991 r.
    2. Pacjent w zakładzie opieki zdrowotnej ma prawo do:
    […]
    4. wyrażenia zgody albo odmowy na udzielenie mu określonych świadczeń zdrowotnych, po uzyskaniu odpowiedniej informacji - art. 19 ust. 1 pkt 3,

    III. Prawa pacjenta określone w ustawie o zawodzie lekarza z 1996 roku.
    Pacjent ma prawo do:
    7. nie wyrażenia zgody na przeprowadzenie przez lekarza badania lub udzielenia mu innego świadczenia zdrowotnego - art. 32 ust. 1,”
    Ponieważ 4-miesięczne dziecię nie jest w stanie zaprotestować, a prawnymi opiekunami są rodzice, to do nich należy decyzja w kwestii udzielania zgody na badania.
    Gdzieś jeszcze (chyba w szpitalu czekając na przyjęcie) wyczytałem, że lekarz jest zobowiązany zastosować inną metodę leczenia, jeśli pacjent nie zgadza się na tą proponowaną.

  5. Hexe powiedział(a):

    Gdy myślę o tym, że mam iść do przychodni po coś, to mam ciarki. A co dopiero szpital. Byłam tam dłuźej tylko raz i na więcej mam nadzieję, że nie będę musiała się wybierać.

    Mieć na tyle pieniędzy, żeby było stać na prywatną służbę zdrowia...

  6. Piotreckh powiedział(a):

    Liczyłem kiedyś ile kosztuje 3godzinne ładowanie najbardziej typową ładowarką Nokii (ACP-7E). Wyszło mi 0.6 grosza. W którymś ze szpitali brali po 5zł od telefonu.

  7. Yano powiedział(a):

    Mi wyszło dokładnie 0,58gr. Natomiast godzina pracy laptopa kosztuje szpital jakieś 12gr. Po prostu się ośmieszają.

  8. Piotreckh powiedział(a):

    Może poproś fakturę na te 12gr x liczba godzin w ramach tzw. usług o podwyższonym standardzie? Może zrozumieją, że to jest żenujące...

  9. IKA powiedział(a):

    Moje dziecko 12miesięczne leży w kozienicach na rotawirus. Był w szpitalu na rutynowym badaniu- oczywiscie pobieranie krwi bez rękawiczek i wróciliśmy tam na drugi dzień z odwodnieniem. Ogólnie tragednia, wszystkie dzieci leczone tak samo, na wejsciu widaomo ze dziecko z zapaleniem krtani skończy z rotawirusem- ale kto by się tym przejmował. Stary wenflon przez który dziecku 1 kroplówka idzie 7 godzin- szok!! ale po co wymieniać" jutro wychodzi"- oczywiście nie wyszedł bo załapał w międzyczasie rotawirusa. Rodzice powinni mieć dopłacane- robia wszytko przy dzieciach i jeszce są olewani.Przy gorączce 39stopni konsultowały się z lekarzem telefonicznie co podać- przeciez jest i biegunka i wymioty- no i co tu by podać- właścwie to były obrażone i to ja powinnam podjąc decyzję. no i dały w kieliszeczku paracetamol- 12 miesięczne dziecko tak sobie " walnie lufę" na zdrowie - wyrwane ze snu w nocy. " pani jest tu od tego zeby dziecko wzieło lek" Jednym słowem " WYLECZA JAK IM SIE UDA- MAM WRAŻENIE ZE PRZEZ PRZYPADEK"

  10. justa powiedział(a):

    to smieszne ale wszedzie naciagaja ludzi niedaj sie iu popros o rachónek.pa

  11. michal powiedział(a):

    WWA – to samo

    co lepsze – stac mnie na prywatna klinike… tyle, ze takiej dla dzieci nie ma… w zwiazku z czym moja zona z corka mieszkaja w jednej sali z rumunka – niemal widac w powietrzu granice miedzy subtelna nuta perfum mojej slubnej a „zapachem kobiety”...

Zostaw komentarz

Komentarze nie mające związku z tematem wpisu mogą (ale nie muszą) zostać usunięte. Bezwzględnie będą usuwane komentarze obraźliwe, wulgarne czy reklamowe (także w stylu onet.blog).

W komentarzach możesz korzystać z Textile.

yano is proudly powered by Jogger | RSS | Design by Ian Main, ported by Patryk Zawadzki.