Wpis na 0. poziomie
Dosłownie 20 minut temu uniknęliśmy wypadku. Wyszliśmy sobie całą czwórką z osiedlowego sklepiku i kierowaliśmy się do domu. Już po wejściu na pustą osiedlową uliczkę usłyszeliśmy ryk silnika a po chwili pisk opon. Zza zakrętu wypadła czarna Skoda Felicia. Debil za kierownicą, nic sobie nie robiąc z tego, że właśnie z drogi szybko się wycofuje rodzina z dwójką dzieci (z czego jedno w wózku), na odcinku 50 metrów docisnął gaz, żeby ponownie z piskiem opon wejść w kolejny zakręt i zaparkować pod blokiem.
Jako że w bezpośrednim niebezpieczeństwie znalazła się cała moja rodzina postanowiłem coś z tym zrobić i zadzwoniłem na pierwszy numer, jaki mi przyszedł do głowy – 112. Po chwili odezwała się kobieta i oświadczyła, że połączyłem się z pogotowiem straży pożarnej. Opisałem problem (naruszenie przepisów drogowych) i zostałem przełączony na pogotowie policji („Pogotowie policji, proszę czekać”). Tam zostałem znowu przełączony (!) do sekcji ruchu drogowego i po ok. 2 minutach oczekiwania na połączenie zostałem rozłączony. (?!)
Zadzwoniłem ponownie. Kobieta z pogotowia straży pożarnej oświadczyła tym razem, że powinienem skorzystać z numeru 997 i się rozłączyła (sic!). No cóż, wystukałem 997 i tym razem proszę już o sekcję drogową. „To ja pana połączę na drugi, wolny numer”. Znowu chwila oczekiwania i… jest! Wreszcie się dodzwoniłem. Po opisie problemu i przekazaniu danych pirata drogowego zostałem zbyty krótkim „jeśli chce pan złożyć doniesienie prosimy o osobiste zgłoszenie się w siedzibie”. 
Po prostu super! Ja się nie dziwię, że różni idioci czują się bezkarni. Komu by się chciało jechać przez pół miasta tylko po to, żeby powiedzieć parę słów do raportu. A potem przed kamerami jakieś jedwabne krawaty pieprzą o znieczulicy społecznej. Znieczulica owszem jest, ale raczej w szeregach służb publicznych.
A co z kretynem ze Skody? Nic. Popatrzył się na nas i sobie poszedł pewny, że mu ujdzie na sucho. Ale nie tym razem.