04 listopada 2006, 01:22:33
Piractwo - oficjalnie przeciwko
Przeglądając zawartość płyty CD dołączonej do jednego z popularnych czasopism o tematyce komputerowej zauważyłem intrygujący szczegół. Otóż na zrzucie ekranu z programu do odtwarzania filmów widniała nazwa pliku właściwa raczej sieciom P2P niż redakcji poczytnego pisma. Przy okazji sprawdziłem też wcześniejsze płyty z czasopism w posiadanej przeze mnie biblioteczce.
Pisma komputerowe oficjalnie opowiadają się przeciwko piractwu. I raczej trudno się temu dziwić. Firma (tym bardziej komputerowa) musi być w tym względzie „czysta”. Jednak czasami widuję w pismach recenzje nowych wersji odtwarzaczy z klatkami z filmów właśnie wchodzących na ekrany kin. Może to tylko fotomontaż, ale w takim razie czemu w belce tytułowej często widać pseudonimy filmowych piratów czy też adresy stron katalogujących takie pliki?
Nie chcę nikogo piętnować. Zapewne większości z nas zdarzyło się sięgnąć po „zripowaną” wersję jakiegoś hitu, z premiery którego właśnie wróciliśmy. Ale nie uważam za stosowne chwalić się tym na łamach ogólnopolskiego pisma (szczególnie wtedy, gdy rednacz we wstępniaku pisze o kolejnym sukcesie akcji antypirackiej
), choćby to był tylko tekst w belce tytułowej odtwarzacza.
PS: Prawo w tej kwestii jest (nadal) dość niejasne i zbyt wiele pozostawia interpretacji, która oczywiście jest bardziej (nader często wręcz absurdalnie) rygorystyczna u właściciela praw niż u osoby korzystającej z utworu. Szkoda, że nie wszyscy producenci zauważyli, iż „metoda marchewki” (obniżenie ceny, rezygnacja z dodatków i „wypasionej” książeczki, sprzedaż utworów w wersji elektronicznej zamiast tradycyjnej itp.) jest o wiele skuteczniejsza niż „metoda kija” (straszenie nalotami i niebotycznymi karami pieniężnymi przy zachowaniu ceny na poziomie 1/10 przeciętnej /nie średniej!/ krajowej).
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz lub umieścić trackback ze swojej strony.
Joggerowy trackback Następny wpis:
MS Spinacz 2007?

3K powiedział(a):
04 listopada 2006 o 01:32:43
Gazety komputerowe są w takiej troche schizofrenicznej sytuacji. Z jednej strony – jak napisałeś – musza być piracko czyste. Z drugiej strony nie oszukujmy się – ludzie ciągną i ciągnąć będą, i redaktorzy to wiedzą. Ten temat się sprzedaje, stąd mnogość artykułów o p2p. Disclaimery o treści Pamiętajmy żeby ściągać tylko legalne pliki, upewniajmy się, że twórca wyraził zgodę na rozpowszechnianie jego muzyki w sieci to picnawodęfotomontaż.
04 listopada 2006 o 01:53:44
Dlatego napisałem, że nikogo nie piętnuję. Natomiast czym innym jest opisanie programu do obsługi sieci P2P (choć wiadomo, że większość czytelników wykorzysta wiedzę „w inny” sposób), a czym innym pokazanie, że sami używamy tych programów w ten „inny” sposób. Na tej samej podstawie można by ścigać autorów książek typu „napiszmy wirusa”, czy „jak włamać się na serwer”.
Nie twierdzę, że redaktorzy są idealni pod tym względem, jednak powinni się trochę bardziej pilnować.
Inną sprawą już jest interpretacja prawa przez speców, którzy najchętniej skazali by każdego, kto nagrał film z TV, bo oglądał co innego na drugim kanale. Dla mnie to tacy sami piraci, jak ci sprzedający płyty „z walizki”.