02 marca 2008, 23:28:25
Naruszono prawo, tylko czyje?
Równo rok temu zamieściłem na serwisie YouTube przeróbkę pewnego popularnego serialu. Przeróbka składała się z 3 jego fragmentów o łącznej długości 30 sekund. Dziś dostałem informację od serwisu, że mój filmik naruszał prawa autorskie 20th Century Fox Film Corporation i został usunięty.
Tym, co nie widzieli przedmiotu naruszenia prawa wyjaśniam, że wspomniane 3 fragmenty pochodziły z sezonu drugiego serialu Prison Break i skupiały się wokół wątku pewnego nagrania. W swojej przeróbce zamiast oryginalnego nagrania podłożyłem fragment exposé naszego byłego premiera (wiecie, ten o czarnym i białym). Nie było to nic szczególnego, zmontowanie całości zajęło mi raptem kilkanaście minut, ale wiem, że przynajmniej kilku osobom poprawiłem humor. I o to chodziło.
Wraz z e-mailem od “Informacje o prawach autorskich” (taki właśnie nadawca widnieje w nagłówkach wiadomości) dostałem odnośnik do strony Porad dotyczących praw autorskich w serwisie YouTube. Czytamy tam, m.in. (wyróżnienia moje):
[...]istnieje kilka specyficznych okoliczności, w których użycie bardzo krótkich ujęć filmu wideo chronionego prawami autorskimi lub utworu jest legalne nawet bez uzyskania zgody. Jest to znane w prawie autorskim jako zasada dozwolonego użytku.
A dalej:
Aby określić, czy konkretne użycie krótkiego fragmentu nagrania wideo lub piosenki kwalifikuje się jako "dozwolony użytek", należy przeanalizować i rozważyć cztery czynniki określone w statucie dotyczącym praw autorskich w Stanach Zjednoczonych. Niestety, ocena tych czterech czynników bywa często subiektywna i złożona. Powoduje to, że trudno jest określić, czy dane użycie można zaliczyć do kategorii "dozwolonego użytku". Jeśli właściciel praw autorskich nie zgodzi się z Twoją interpretacją dozwolonego użytku, może zdecydować się na rozstrzygnięcie kwestii spornej w sądzie.
Prawnikiem nie jestem, ale z tego co mi wiadomo (swojego czasu interesowałem się nieco prawami autorskimi i pokrewnymi) moje 30 sekund mieściło się w granicach dozwolonego użytku. Nie dziwi mnie specjalnie osądzanie Polaka - mieszkającego na stałe w Polsce, który na tym zidiociałym kontynencie leżącym po drugiej stronie Atlantyku nie postawił nawet stopy - na podstawie kretyńskiego amerykańskiego prawa. Przywykłem, że Amerykanie traktują cały świat jako swoje podwórko i, choć się z tym nie zgadzam, nie jestem w stanie nic z tym faktem zrobić. Dziwi mnie tylko, że o tym, czy dany fragment mieści się w granicach dozwolonego użytku nie decydują przepisy, prawo czy sąd ale właściciel praw autorskich. I to na zasadach “nie podoba mi się/nie rozumiem znaczy nie(z)godne”.
Twórcy Shreka pojechali po postaciach disneyowskich, za co Disney się obraził i podał sprawę do sądu. Przegrał, bo sąd stwierdził, że ukazana w Shreku królewna Śnieżka jest parodią, a ta w Stanach zabroniona nie jest (czy jakoś tak, grunt, że Disney umoczył). Mi do Dreamworks daleko, ale wydawać by się mogło, że 30 sekund to dużo mniej niż było Śnieżki w Shreku, a jednak. YouTube (czyli Google za nim stojące) oczywiście musiało wleźć w rzyć korporacji i filmik usunęło. I kij im w oko. Następnym razem pójdę gdzie indziej.
Zastanawia mnie tylko jedno: czy jeśli swoją własną kamerą nakręcę swojego własnego kota w swoim własnym mieszkaniu wpatrującego się w mój własny telewizor na którym będzie leciał jaki debilny amerykański serial a następnie wrzucę ten filmik na YouTube, to mam spodziewać się podobnego w treści emaila od jakiegoś kretyna z Google, bo jakiś inny kretyn z Fox, MGM itp. dopatrzył się naruszenia prawa?
Tagi: dozwolony użytek parodia prawo autorskie prison break youtube
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz lub umieścić trackback ze swojej strony.
Cybersquatting w nazwa.pl? Następny wpis:
“Jožin z bažin”, czyli jeszcze o prawie autorskim

02 marca 2008 o 23:35:25
Wcale bym się nie zdziwił. Zażądaliby pewnie tantiem/zgody na to, żeby Twój kot mógł oglądać wybrany materiał.
Livio powiedział(a):
02 marca 2008 o 23:41:00
Mam pomysła! Zróbmy polski serwis z wideo. Niech się nazywa… TyTrąbo (credits go to tristan)
.
Dziennik Yano powiedział(a):
03 marca 2008 o 00:40:01
“Jožin z bažin”, czyli jeszcze o prawie autorskim
Idąc za ciosem poprzedniego wpisu chciałem napisać jeszcze o aferze z parodią Jožina z bažin i jej wykorzystaniu przez PiS.
thot22003 powiedział(a):
03 marca 2008 o 09:00:57
Zastanawia mnie tylko jedno: czy jeśli swoją własną kamerą nakręcę swojego własnego kota w swoim własnym mieszkaniu wpatrującego się w mój własny telewizor na którym będzie leciał jaki debilny amerykański serial a następnie wrzucę ten filmik na YouTube, to mam spodziewać się podobnego w treści emaila od jakiegoś kretyna z Google, bo jakiś inny kretyn z Fox, MGM itp. dopatrzył się naruszenia prawa?
nie, dlatego, ze to ty nakrecisz, a teoretycznie kot jest glowna postacia filmu
no ale wiadomo, ze wynik ewentualnego sporu zalezy od humoru sedziego i oskarzyciela. 
podam ci taki przyklad: ierzesz ze znajomym aparat i idziecie w „teren”. on zauwaza ciekawy motyw i robi zdjecie. tobie sie on tez podoba i te robisz zdjecie. niech bedzie, ze sa one identyczne. ale i ciebie i jego chroni prawo autorskie, chocby motyw byl identyczny (albo nawet ten sam). sam pomysl nie jest chorniony prawem, dopiero jego realizacja
03 marca 2008 o 13:17:14
Tak, masz prawo spodziewać się podobnego e-maila w takiej sytuacji. Były już zresztą w USA takie przypadki, że zasądzano tantiemy od sceny z telewizorem pokazującym parę sekund jakiegoś materiału objętego prawem autorskim.
sharnik powiedział(a):
03 marca 2008 o 18:52:18
> Dziwi mnie tylko, że o tym, czy dany fragment mieści się w granicach dozwolonego użytku nie decydują przepisy, prawo czy sąd ale właściciel praw autorskich.
Tu się mylisz, bo przecież wyraźnie Ci napisali iż: „Jeśli właściciel praw autorskich nie zgodzi się z Twoją interpretacją dozwolonego użytku, może zdecydować się na rozstrzygnięcie kwestii spornej w sądzie.”. Czyli decyduje sąd właśnie.
03 marca 2008 o 20:17:07
@Sharnik: W tym problem, że 20th Century Fox nie powołało się na wyrok sądu. Po prostu przesłali żądanie do YT a ci bez słowa usunęli sporny filmik. Nie zażądali ode mnie wyjaśnienia, tylko potraktowali jak potencjalnego złodzieja. Jestem pewien, że nikt nawet nie rozważył kwestii dozwolonego użytku.
Poza tym mam pewne obawy co do ew. wyroku sądu w sprawie ja kontra 20th CF.
@Biały: Czyli jak dobrze rozumiem: jeśli na moim samochodzie namaluję sobie jakiś obrazek i ktoś zrobi zdjęcie, gdzie w tle będzie moje auto to mam prawo domagać się tantiem za moją pracę autorską?
Otóż nie, bo mój wóz nie stanowi tematu utworu a jedynie jego tło co stawia mnie na z góry przegranej pozycji. Podobnie jest gdy moja facjata ukaże się w prasie bo akurat wychodziłem ze sklepu, gdy pstrykano fotę jego szyldu. Taka sama sytuacja ma miejsce w tym przypadku – tematem nagrania jest moje zwierzę domowe z przyległościami a lecący w TV amerykański szajs jest jedynie tłem. Głównym problemem jest to, że ja nie mam kasy na wypasionych prawników a taki 20th CF owszem.
sharnik powiedział(a):
03 marca 2008 o 20:45:13
Yano: Czyli przeszkadza Ci to, że YT uwierzyło dużej firmie (20th..), a nie Tobie. Trudno się im dziwić, przy takiej liczbie użytkowników jaką mają mogą sobie pozwolić na luksus nie przejmowania się pojedynczymi z nich, a otrzymać w zamian spokój od takiej dużej firmy.
Ale o dozwolonym użytku osobistym nadal decydują sądy i przepisy (w tej kolejności). YouTube dał Ci po prostu do zrozumienia, że nie interesuje ich stan prawy tego utworu, ale spokój od rekinów rynku. Jeśli chcesz, możesz go sobie sam hostować.
06 marca 2008 o 23:28:21
thot22003: TAK! Ze wszech miar tak! Masz się tego spodziewać.
Yano: Zawsze masz prawo się czegoś domagać, to czy masz prawo do tego czego się domagasz jest drugożędna i w rozważanym problemie nieistotna, bo tak naprawdę chodzi o to, co sam słusznie zauwazyłeś — FOX ma więcej kasy na prawników.
Przypomina mi to sytuację opisaną w Wolnej kulturze, gdzie to autor opisuje, sytuację, gdy FOX zarządał od niego niebotycznej sumy pieniędzy za to, aby mógł w swoim filmie dokumentalnym wykorzystać kulku(nasto) sekundową scenę, w której w telewizorze w tle wyświetlany jest fragment Simpsonów.