03 marca 2008, 00:39:45
“Jožin z bažin”, czyli jeszcze o prawie autorskim
Idąc za ciosem poprzedniego wpisu chciałem napisać jeszcze o aferze z parodią Jožina z bažin i jej wykorzystaniu przez PiS.
Różne osobistości, w tym ceniony przeze mnie i podziwiany za swój wkład Vagla, rozpisywały się o tym, jak to Kabaret pod Wyrwigroszem chce pozwać PiS, bo ten wykorzystał ich przeróbkę (aż się ciśnie w tym miejscu słowo “parodię”) piosenki Ivana Mládka (bez jego zgody), notabene która zyskała ostatnio popularność dzięki internetowemu piractwu. Wiemy, że PiS bezskutecznie zwracał się do Kabaretu o prawo wykorzystania ich parodii. Zgodę taką podobno otrzymał od ZAiKS-u, choć wbrew członkom grupy (to zupełnie inny temat, też wart szerszej dyskusji).
Mogłoby się wydawać, że trąci tu hipokryzją, bo chwilę temu narzekałem na usunięcie mojego filmiku. Ale nie o wykorzystaniu utworu przez PiS chcę pisać (choć można by się zastanowić: skoro kabaret nie miał praw do piosenki (a więc ich wersja jest niejako piracka) to czy PiS mógł ją wykorzystać w swoich materiałach a ZAiKS udzielić praw do jej wykorzystania?). Chcę oddać swój głos za kabaretem. Czemu?
Jakoś nie przypominam sobie, żeby Perfekt czy inna grupa muzyczna wystąpiła z wnioskiem do sądu przeciwko kabaretowi OT.TO, który to swojego czasu czerpał garściami z klasyków polskiej muzyki rozrywkowej i wykorzystywał jej (czasem całkiem obszerne i nieprzerobione) fragmenty w swoich skeczach i piosenkach. Nie kojarzę, żeby artysta rozśmieszający pasażerów warszawskiego Metra przy wejściach na perony stacji Centrum od strony Rotundy był ścigany za dość swobodne interpretacje szlagierów dawnych lat. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że weselne kapele mają pisemną zgodę na wykonywanie śpiewanych przez siebie utworów. A niewątpliwie każda z wymienionych grup/osób jakoś na swojej twórczości zarabia.
Wg mnie Kabaret pod Wyrwigroszem dopuścił się parodii znanego utworu w oparciu o obecną sytuację polityczną w Polsce (czyli praktycznie dokładnie to samo, co ja zrobiłem z fragmentem PB i przemówieniem byłego premiera). Ale była to ich autorska przeróbka i to oni zarządzają prawami do niej.
Czy żyjemy obecnie w czasach, kiedy to musimy mieć zgodę na każdy użyty przez nas cytat? Czy opowiadając film na przystanku lub nucąc pod nosem znaną piosenkę możemy oczekiwać zatrzaskujących się bransoletek na rękach? Czy wreszcie urządzając sobie ze znajomymi wieczór filmowy w domu muszę posiadać filmy z prawem do publicznego odtwarzania? A jak pracuję przy samochodzie, przy głośniej nastawionym radiu, to też muszę mieć umowę ze stacją?
Niestety, coraz bardziej jestem przekonany, że żyjemy w czasach, gdzie wielkie korporacje i znane osobistości mają prawo do wszystkiego a my, szare społeczeństwo, mamy tylko jedno prawo: milczeć, bo wszystko co powiemy może być (i z pewnością kiedyś będzie) wykorzystane przeciwko nam.
Tagi: Donald marzy Jožin z Bažin ZAiKS kabaret parodia prawo autorskie
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz lub umieścić trackback ze swojej strony.
Naruszono prawo, tylko czyje? Następny wpis:
Pcim się burzy zamiast skorzystać z okazji

error777 powiedział(a):
03 marca 2008 o 07:20:35
Oddaliśmy tzw. „władzę” mafii politycznej a jako społeczeństwo mamy też możliwość zmiany tego systemu, ale to też mamy to w dupie…
03 marca 2008 o 08:22:32
Żyjemy w czasach, w których świadomi jesteśmy terminu „własność intelektualna”.
Jak ktoś chce się przejechać moim autem, to musi się mnie zapytać o zgodę, bo to jest moje auto. W przeciwnym wypadku mogę dzwonić na policję i zgłosić kradzież. Podobnie jest z rzeczami niematerialnymi, jak np. oprogramowaniem. Coś, co napiszę pozostaje moją własnością i to ja decyduję, na co inni mogą sobie pozwolić. A pisząc licencję po prostu mogę być mniej lub bardziej restrykcyjny.
error777 powiedział(a):
03 marca 2008 o 08:26:32
@sad: a co ze świadomością terminu „własność”? jak dobrze pomyślisz to nawet Twoje ciało nie jest twoje… bo ci licencja wygasnie za X czasu :-D