05 czerwca 2008, 22:52:50
Kocie żarcie
Kocie żarcie kojarzy się głównie z przereklamowanymi karmami typu Whiskas czy Kitekat (nie mylić z batonami Kit Kat, które są całkiem całkiem). Taka karma zawiera wiele rzeczy, z czego większości nikt przy zdrowych zmysłach by nie jadł na codzień
Weźmy na przykład takiego Whiskasa Juniora. Etykieta głosi:
mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (kurczak min. 4%), oleje i tłuszcze, roślinne ekstrakty białkowe, substancje mineralne
Nie będę wnikał w te “produkty pochodzenia zwierzęcego”, ale zawartość procentowa mówi chyba sama za siebie. Inne reklamowane kocie karmy mają podobne proporcje. I ponoć są najlepsze dla Waszego kota. Akurat.
Dziś dostałem w swoje łapki (a koty w swoje miseczki) próbki karmy, których skład przedstawia się następująco:
chicken breast 75%, chicken broth 24%, rice 1%
czyli pierś kurczaka 75%, bulion drobiowy 24%, ryż 1%
Oraz:
chicken 70%, shaked pumpkin 5%, chicken broth 24%, rice 1%
czyli: kurczak 70%, dynia 5%, bulion drobiowy 24%, ryż 1%
Natomiast na jutro została im porcja, której skład brzmi tak:
tuna 55%, shrimps 20%, cooking water 24%, rice 1%
po naszemu: tuńczyk 55%, krewetki 20%, przegotowana woda 24%, ryż 1%
Cóż to za specjał? Almo Nature, produkcji bodajże włoskiej. A te konkretne próbki to: Chicken Breast, Chicken with Pumpkin oraz with Tuna and Shrimps. Mankament? Puszeczka 70g to koszt około 5zł.
Chyba nie trzeba dodawać, że koty karmę zjadły z chęcią. Ba, większość z Was pewnie by się przerzuciła na takie kocie żarcie, prawda? Sam bym się skusił, gdyby nie dwa ogony kategorycznie domagające się zawartości puszek. Mi pozostał bliżej nieokreślony pasztet po 2zł za 100g. Tani, “bo z Biedronki”.
Smacznego.
Tagi: almo-nature cat food karma kot koty
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz lub umieścić trackback ze swojej strony.
Okradziono mnie, czyli ile kosztuje zgłoszenie przestępstwa Następny wpis:
Pomóżmy naszym... wrócić do domu.

05 czerwca 2008 o 23:59:59
Jeszcze ciekawiej jest jak się człowiek dowie czym są „roślinne ekstrakty białkowe”. Otóż są to resztki poprodukcyjne z chmielu, które mają na celu uzależnienie kotów od karmy.
Skutki takiego składu Whiskasów i Kitekatów są takie, że później weterynarz po katastrofalnym stanie narządów wewnętrznych zwierzaka, głównie wątroby, jest w stanie rozpoznać, że kot jadł te właśnie karmy.
06 czerwca 2008 o 07:28:33
W suchym jest znacznie więcej mięsa w porównaniu do puszek.
YaaL powiedział(a):
06 czerwca 2008 o 11:58:47
Lepsze jakościowo karmy nie dość, że są zdrowsze, to na dodatek koszt wychodzi porównywalny albo wręcz niższy – bo zwierzaki wcześniej się nią najadają, więc droższa paczka wystarcza na dłużej.
@Yano
Kup kotom http://animalia.pl/sklep.php?firma=Leonardo&kat=37
Mojej jedna 200g puszka wystarcza na trzy porządne obiady.
@AdamK
Zależy w którym. Popatrz sobie na skład suchego whiskasa, to się przerazisz.
TSD, jak otwieram foremki Animonda Von Feinsten albo Miamor, to one wyglądają lepiej, niż większość „ludzkich” pasztetów: wyraźnie widać, że w środku jest mięso, a nie jakaś jednolita paciaja, w której równie dobrze może być pies zmielony razem z budą.
YaaL powiedział(a):
06 czerwca 2008 o 12:02:00
Aha, na ostatniej wystawie w Warszawie dałam się skusić na promocyjne opakowanie http://animalia.pl/sklep.php?firma=Bozita&kat=37 – daje radę. Kotu smakowało bardzo, a w dodatku te pudełka się sprytnie zamykają, więc nie trzeba przekładać z puszki do pojemnika (nie przechowuję otwartej karmy w puszce).
Godryk powiedział(a):
06 czerwca 2008 o 23:19:56
Teoretycznie tych „produktów pochodzenia zwierzęcego” powinno być węcej, niż reszty – bo z zasady podaje się składniki w kolejności malejącego udziało (wagowo). Tyle że to mogą być np. skórki i podroby, a nie mięso.
Co do pasztetu, jakiś czas temu (jeszcze w poprzednim miejscu pracy, czyli pewnie koło pół roku temu albo wiecej) przyjrzałem się, jak wyglada skład „pasztetu z dziczyzny”, takiego w plastikowym blisterku. Otóż faktycznie, jest tam jakieś 4-7% dziczyzny. Matomiast większość (60-70%) stanowią – w alternatywnej kolejności, zależnie od producenta – skórki wieprzowe i mięso z indyka oddzielane mechanicznie. A reszta to bodajże smalec. Ech, wziałbym pałę...
Godryk powiedział(a):
06 czerwca 2008 o 23:21:03
Oho, czas iść spać, nie trafiam w klawisze… :-P
08 czerwca 2008 o 19:58:38
@Yaal: Leonardo, jak się okazuje, jest znane w naszych włościach. Z małym wyjątkiem – nasze duże „kocię” traktuje puszkę 200g jako przekąskę i musi dopchać suchą karmą. Tak więc teoria o trzech obiadach upada.
15 czerwca 2008 o 09:01:55
Psia mać. Twoje koty jedzą lepiej ode mnie. Ostatnio kupiłem kotlety w Kauflandzie. Składniki: mięso wołowe: 30%. W smaku nijakie, a zadziałały jak tabletki przeczyszczające.
YaaL powiedział(a):
23 czerwca 2008 o 15:55:04
@yano
Zawsze jeszcze możesz po prostu bydlątko karmić po prostu mięsem, koszt wychodzi porównywalny, jeśli raz w tygodniu kupujesz dużą porcję, rozdrabniasz i zamrażasz, a potem tylko wyjmujesz z zamrażarki i odtajałe wrzucasz prosto do kocich mordek (do miski możesz nie zdążyć).