Nieruchomości - kupno, sprzedaż, wynajem. Citymark

yano78@jabber.org

15 sierpnia 2009, 21:06:08

W święta nieczynne

Z racji święta obchodzonego przez jakieś 50-60% grupy, do której na siłę (lub ze wstydu) zalicza się około 90% społeczeństwa, w dniu dzisiejszym większość sklepów jest pozamykana. Nie przeszkadza to oczywiście zrobić zakupy w osiedlowym sklepiku, bo zakaz dotyczy najwyraźniej tych większych, którzy perfidnie wykorzystują ludzi do pracy w tak istotne święta zamiast dać im rozmyślać nad sensem istnienia w zaciszu domowym.

Dzisiejszy spacer z rodziną, oprócz wizyty na placu zabaw, był również poszukiwaniem otwartego sklepiku, w którym można by zrobić jakiekolwiek zakupy. Oczywiście problemów wielkich z tym nie było - po drodze, kpiąc sobie z rozporządzenia, Żabka pracowała pełną parą. Pełną, bo tylko w ciągu tych 15 minut spędzonych w środku przez sklep przewinęło się przynajmniej kilkanaście osób. A i liczba obecnych na dzisiejszym koncercie Madonny wyraźnie wskazuje, że społeczeństwo nie jest zbyt zainteresowane obchodzeniem tego święta. Zresztą części z nich zapewne zupełnie nie przeszkadza fakt bycia na koncercie z uczestnictwem w obrządkach religijnych.

Na pewno z zakazu cieszą się więc małe sklepiki, gdzie właściciel może spokojnie liczyć na całkiem spory obrót tego dnia. Ale nie w tym jest problem. Pytanie brzmi dlaczego ktoś, kto z miłościwie panującą nam religią państwową nie ma nic wspólnego musi tego dnia zrobić sobie wolne? Dlaczego państwo, z definicji mające być oddzielone całkowicie od kościoła, zmusza ludzi do celebrowania (chociażby przez dzień wolny) świąt przynależnych do konkretnego wyznania?

Staram się być dość tolerancyjny

Nie pluję się na widok symboli religijnych wiszących w miejscach świeckich (choć moim zdaniem powinny stamtąd zniknąć). Nie dzwonię do proboszcza z pretensją o dzwony kościelne robiące pobudkę o 8 rano kiedy chcę odpocząć po ciężkiej nocy. Nie robię zamachów na stacje radiowe i telewizyjne, gdy pod koniec roku jedynym tematem przewodnim są kolędy. O świątecznych dekoracjach w sklepach już nawet nie wspominam, choć te mają akurat mało wspólnego z doznaniami religijnymi a obliczone są na czysty zysk.

Ale...

...moja tolerancja ma swoje granice. Jeśli zmusza się mnie do stylu życia, który definitywnie moim stylem nie jest, a na dodatek jest stylem dość wąskiej grupy osób najgłościej krzyczących, to nóż się człowiekowi w kieszeni otwiera. Jeśli wierzysz sobie w cokolwiek - w porządku. Jeśli chcesz ze mną porozmawiać na temat tego w co wierzysz - proszę bardzo, możemy podjąć kulturalną dyskusję. Ale jeśli chcesz ograniczyć moją wolność z tego powodu to nie licz na jakąkolwiek litość. Bo w tym momencie jesteś mi wrogiem, agresorem, najeźdźcą mojego miru domowego, spokoju mojego sumienia i wolności mojego wyboru.

I nie ważne jest, czy ja sam jestem osobą wierzącą czy nie. Nic Tobie do tego w co ja wierzę, jakie mam poglądy czy z kim śpię. To jest tylko i wyłącznie moja prywatna sprawa. Tak samo jak Twoje poglądy, wyznania czy preferencje są Twoją prywatną sprawą. Jak wspomniałem - możemy na ten temat podyskutować, ale nikt z nas nie ma prawa narzucać swoich poglądów drugiej osobie.

I na koniec kilka słów wyjaśnienia - nie musicie się ze mną zgadzać w każdym punkcie. Wiem, że niektórzy twierdzą, że takie święta jak Wielkanoc czy Gwiazdka przestały być religijne a stały się elementem tradycji. Jednak nadal jest to tradycja wywodząca się z jakiejś religii (ci bardziej wnikliwi dokopią się zapewne do pogańskich źródeł) i nadal są osoby, które mogą tej tradycji nie akceptować.

I liczę na to, że dożyję czasów, kiedy nikt nikogo do niczego nie będzie zmuszał a w szczególności do obchodzenia cudzych świąt.

Poprzedni wpis:
Wirówka Ockhama
Następny wpis:
Ściągnąć Kazika

Ostatni odwiedzający:

Komentarze do notki W święta nieczynne

  1. unnami powiedział(a):

    Podpisuję się pod tym wszystkimi rękoma i nogoma jakie mam ;p

  2. quest powiedział(a):

    Szczęściarz z ciebie. U mnie wszystkie sklepy były pozamykane. Żabka była co prawda czynna (od 13 do 21), aczkolwiek problemem jest to, że wódka, papierosy i czipsy Lays to nie jest skład mojego śniadania.

    Eh, jak to możliwe, że w świeckim państwie obchodzimy Katolickie święta? Ci wszyscy ludzie powinni pracować! Właściwie to powinniśmy pracować jak np. strażacy. Dla przeciętnego obywatela wolne dni powinny wypadać wyłącznie w weekend i jakieś święta państwowe. Nie widzę żadnego powodu, dla którego nie mamy pracować w Wigilię lub nowy rok.

  3. s. powiedział(a):

    A ja myslalem, ze dzis sklepy sa zamkniete, bo obchodzimy Swieto Wojska Polskiego. oO'
    Niemniej, standardowe pytanie: jakie rozwiazanie proponujesz w takim razie? Wywalamy z kalendarza wszystkie czerwone kartki i mamy ustawowo wolne tylko soboty/niedziele, a jak ktos chce swietowac Wielkanoc/Wigilie/Zielone Swiatki/urodziny FSM/etc. to niech sobie zalatwia urlop/L-4/nie idzie do szkoly/na uczelnie/etc.?

  4. quest powiedział(a):

    A co mnie czy pracodawce obchodzą cudze święta czy urodziny?

    Jeśli jesteśmy państwem laickim, to z jakiego tytułu święta katolickie są wolne od pracy?

  5. quest powiedział(a):

    A jeśli Polskę zaleją Muzułmanie, tak jak zalali Francję, to mamy dać im wolne na czas ich modłów?

    A może mamy pozamykać sklepy na miesiąc, gdy będą pościć, aby ich nie nękać?

  6. s. powiedział(a):

    Dlaczego odbierac mozliwosc swietowania ludziom, ktorzy chca swietowac?

  7. quest powiedział(a):

    A dlaczego odbiera się możliwość pracy, tym, którzy chcą pracować? Albo dlaczego odbiera się możliwość kupienia pożywienia tym, którzy są głodni?

    Odpowiedź na poziomie pytania.

    Nikt ludziom wierzącym nie zabrania celebrowania świąt. Nie widziałeś jak setka gorliwych Katolików modliła się do Maryi na koncercie Madonny? To dla nich zostało ustanowione to święto.

  8. Jajcuś powiedział(a):

    Nie ma ustawowo wolnych konkretnych dwóch letnich tygodni, a jednocześnie masa ludzi korzysta z takich dwutygodniowych letnich wakacji.
    Mogę zrozumieć jeszcze ustalone dni wolne od pracy dwa, trzy razy do roku (i nie przeszkadza mi, że to się pokrywa z jakimiś świętami katolickimi), bo to po prostu ułatwia koordynację spotkań rodzinnych… ale mnożenie świąt z byle okazji, to tylko utrudnianie ludziom życia.

  9. s. powiedział(a):

    "Albo dlaczego odbiera się możliwość kupienia pożywienia tym, którzy są głodni?"
    A ja myslalem, ze pozywienie moze kupic kazdy, kto ma odpowiednio duzo pieniedzy. O ile jest towar. Niezaleznie od poziomu glodu, wyksztalcenia czy koloru skory...

  10. quest powiedział(a):

    http://www.kiedynaurlop.pl/

    Ze wszystkich nieweekendowych wolnych dni, święta państwowe to tylko 3 dni, cała reszta to święta Katolickie.

    A ja chciałbym np. świętować święta kościoła scjentologicznego. ;)

  11. quest powiedział(a):

    s.,

    Zarz wezmę cegłę, wybiję szybę w delikatesach. Wezmę towar i zostawię bilon na ladzie.

  12. s. powiedział(a):

    Proponuje jeszcze zniesc 40-godzinny tydzien pracy i pozwolic harowac ludziom po 16h na dobe. Bo za 800zl/mies. wyzyc sie nie da, wiec niech chociaz na nadgodzinach zarobia - skoro maja chec...
    Legalnie.

  13. Jajcuś powiedział(a):

    Ale nie chodzi o to, żeby ludzie nie mieli wolnego, tylko, żeby nie musieli mieć wolnego w dokładnie określonych dniach.
    A legalnie robić na kilku etatach można i teraz. No właśnie, to dość ciekawe… ktoś może, jeśli chce, legalnie pracować 16 godzin dziennie, także w hipermarketach, ale nie może, w tym samym hipermarkecie, popracować sobie 2h np. 15 sierpnia…

  14. s. powiedział(a):

    "ktoś może, jeśli chce, legalnie pracować 16 godzin dziennie, także w hipermarketach"
    Kodeks Pracy, Art. 131 § 1. Tygodniowy czas pracy łącznie z godzinami nadliczbowymi nie może przekraczać przeciętnie 48 godzin w przyjętym okresie rozliczeniowym.

    Tez bylbym za rozwiazaniem, ktore pozwala pracownikowi pracowac w dni tzw. wolne od pracy, jezeli chce. Tyle, ze poki co nie da sie chyba tego zrealizowac, jesli chce sie dodatkowo wykluczyc mobbing.

  15. Anonim powiedział(a):

    A w jednym bardzo nowoczesnym kraju to od 13 w sobotę do końca niedzieli sklepy zawsze są zamknięte i chleb można kupić tylko na stacji benzynowej. Ciekawe.

  16. Ika powiedział(a):

    U jednego pracodawcy. Poza tym możesz pracować u 10 na raz :->

  17. quest powiedział(a):

    s., albo jesteś niepracującym piewcą o prawa socjalne, albo celowo zaniżasz poziom dyskusji, aby doprowadzić do flejma.

    Ale mam dla ciebie niespodziankę. Ponieważ święto wypadło w sobotę, a zgodnie z prawem (Kodeksem Pracy?) należy mi się wolne (za co mi, ateiście, się należy?), ja oraz cały zakład dostaliśmy wolne w ten piątek. Chyba 40 ludzi przyszło do kierownika i zapytało czy może przyjść w piątek do pracy, ale pozwolenie dostało tylko z 10 osób.

    Pracuję w systemie trójzmianowym, i w tym tygodniu pracowałem od 14 do 22. W piątek przyszedłem na 8 i pracowałem do 16. Natomiast była osoba, która pracowała przez noc (od 22 w czwartek do 6 rano w piątek). Zdecydowała się pracować w piątek od 6 do 14 czyli zobowiązała się pracować już 16 godzin. A najlepsze jest to, że praca się wydłużyła o 2 i pół godziny, więc pracował blisko 19 godzin. I wszystko to dobrowolnie, za porozumieniem z kierownikiem. Mógł spokojnie pójść do domu, przespać się, bo na jego miejsce mógł wskoczyć inny, wypoczęty pracownik, ale on wolał "harować" 19 godzin. Z tej pracy nie ma żadnych bonusów oprócz przesunięcia dnia wolnego na inny termin i te 3 godzin nadgodzin do wybrania. A zarabia prawie 2,5 raza więcej niż podałeś. Kierownik jest w porządku, i można było to załatwić bez tej harówy.

  18. Yano powiedział(a):

    Ale czemu nie wprowadzić dodatkowej kategorii urlopu? Mamy urlop wypoczynkowy (w zależności od stażu do 26 dni w roku), mamy urlop okolicznościowy (np. w razie śmierci kogoś bliskiego, bodajże 1-2 dni). Czemu nie może być dodatkowe np. 6 dni urlopu wyznaniowego? Tylko wtedy zgłaszałoby się taki urlop np. na początku roku i każdy by te 6 dni rozdysponował według własnego widzimisię. Katolicy brali by w swoje święta, prawosławni w swoje a niewierzący/ateiści mogliby spokojnie obchodzić sobie rocznicę urodzin, ślubu, czegokolwiek bez strachu, że pracodawca ich przytrzyma do 21.
    No i oczywiście warunek, że te dni, raz zadeklarowane, są "nie do ruszenia" przez pracodawcę.
    Proste? Raczej tak.

  19. quest powiedział(a):

    A tak w ogóle, to co ty tu robisz? Dano ci dzień wolny na modlenie się do Maryi, więc chyba powinieneś to robić od 6 do północy, a nie komentować wpisy na joggerze. ;)

  20. Anonim powiedział(a):

    Właściwie to po co wolne dni od pracy!

  21. quest powiedział(a):

    Abyś mógł pieprzyć żonę. :P

  22. Cynthia powiedział(a):

    Te dni wyznaniowe to dobra myśl. Tylko ja bym to inaczej rozwiązała. Dodać do normalnego urlopu, jak katolik chce, to sobie bierze w święta katolickie, a jak nie to nie. Ja bym brała na inne cele.
    Dzwoni teściowa:"Jutro jest święto" Ja: "Jak dla kogo".
    Mam dość tego, że dla państwa, dla mediów i większość starszych ludzi wszyscy defaultowo jesteśmy katolikami.

  23. tdudkowski powiedział(a):

    Yano: doskonaly pomysl, ale mam dwie poprawki. Ze wzgledow organizacyjnych "poczatek roku" to za pozno, trzeba by je zglaszac do np do konca listopada poprzedniego roku. No i powinna byc mozliwosc rezygnacji z nich i dolaczenia do dni urlopowych planowanych w normalnym trybie.

  24. Kasia powiedział(a):

    w Toruniu był dziś np. otwarty sklep z piernikami - nie firmowy, ale taki trochę lewy, najdroższy, nastawiony na turystów z zagranicy, którzy pójdą tam, bo nie ma kolejek, a nie zauważą, że jest 20% drożej. ciekawe, czy to małe rodzinne przedsięwzięcie było, czy co;)

  25. Krupier powiedział(a):

    Bo sklepy mogą być otwarte jak sprzedaje właściciel ew. osoby zatrudnione na umowę-zlecenie. Ciekawi mnie tylko jak to wczoraj rozwiązali w przygranicznym McDonaldzie, w którym pracowników zatrudnia się na umowę o pracę, a mimo tego restauracja była otwarta pełną gębą.

  26. Kasia powiedział(a):

    restauracje wszedzie były otwarte.

  27. Jajcuś powiedział(a):

    Krupier: Jeszcze tak w tym kraju nie ocipieli, żeby ludziom jeść w święta zabraniać. ;-) Zakaz dotyczy sklepów, nie restauracji.

  28. Zal powiedział(a):

    @Yano: Twój tekst otrzymuje „Zal’s Seal of Approval”.

    @s.: Płaca minimalna to też coś, co jest BE. Cały Kodeks Pracy to zaszłość z czasów PRL-u, w którym to pracodawca jest pozbawiony niemal wszystkich praw. Miałem cały semestr zajęć z tego z sędzią specjalizującym się w KP. Też się z tego śmiał i z nadużyć, jakie np. pojawiają się ze strony kobiet w ciąży.

    I dlatego wielu pracodawcom opłaca się zatrudniać ludzi na czarno.

  29. Krupier powiedział(a):

    Jajcuś: oj nie koniecznie, niektóre były pozamykane. Multikino w szczecińskim centrum handlowym też nie było otwarte (nie wiem czy akurat 15go sierpnia, ale w inny taki ustawowy dzień).

  30. Jajcuś powiedział(a):

    Krupier: Niektóre pewnie były… zamknąć swój interes przecież każdy może kiedy chce. Chodziło mi o to, że nie ma prawnego zakazu zamykania restauracji, czy kin w święta (bo to było by już zupełnie bez sensu)… nie zmienia to faktu, że czasem właściciele są zmuszeni do ich zamykania pośrednio… po co ma być czynna knajpa w centrum handlowym, jeśli centrum puste ze względu na brak kupujących?
    W Gliwicach Cinema-City w centrum handlowym było czynne i jedna lodziarnia poza kinem, ale w tym samym centrum handlowym, też.

  31. Hoppke powiedział(a):

    IMO Cynthia najzgrabniej podeszła do problemu -- zlikwidować dni "religijne", dać pracownikowi uniwersalną pulę urlopową. Założę się, że wielka część pracowników zrezygnowałaby wtedy z obchodzenia pojedynczych świąt rozsianych po całym roku, by zamiast tego wziąć np. ciągły tydzień wolnego w dogodnym dla nich terminie.

  32. Hoppke powiedział(a):

    BTW, nie jestem specjalnie zorientowany w regulacjach dotyczących urlopu, więc czy ktoś mógłby mi potwierdzić/zaprzeczyć, czy:

    1) Są przepisy mówiące ile minimalnie/maksymalnie można mieć płatnego urlopu w roku (pomijam tu urlopy wymuszone chorobą, macierzyńskie etc.)?

    2) Długość urlopu jest uzależniona bezpośrednio od stażu pracy (w sensie: co roku dochodzi kolejne X urlopu, wymuszone na pracodawcy ustawowo...)?

    3) Powyższy staż pracy na potrzeby urlopu sumuje się pracownikowi z wszystkich poprzednich miejsc pracy?

    4) Przy zmianie pracodawcy urlop niewykorzystany w danym roku "przechodzi" z pracownikiem do nowego miejsca pracy?

  33. Cynthia powiedział(a):

    1)tak
    2)tak, ale nie co roku i do pewnej granicy (26 dni)
    3)tak
    4)nie jestem pewna, bo nie zmieniałam nigdy pracy, ale chyba trzeba wykorzystać proporcjonalnie do przepracowanych miesięcy albo wziąć pieniądze za te dni.

  34. Ika powiedział(a):

    4. Można wykorzystać na okresie wypowiedzenia, albo dostać ekwiwalent za niewykorzystany urlop. Proporcjonalnie do przepracowanych miesięcy. Jest jeszcze opcja, że przenosi się urlop do nowego pracodawcy, ale to zdaje się wyższa szkoła jazdy i tu już trzeba się jakoś umawiać.

  35. thot22003 powiedział(a):

    chcecie nowoczesnego panstwa, a tymczasem w niemczech jest nie do pomyslenia pracowac w niedziele albo w sobote po poludniu. ludzie sobie cenia czas wolny. i nauczyli sie robic zakupy do poludnia w soboty, a po maja czas wolny. weekend jest czasem dla rodziny, rozrywki, spotkan z przyjaciomi. u nas tego nie ma. w soboty sklepy sa pootwierane do pozna, w niedziee do popoludnia, a ile razy juz byla w markecie (spozywczym) to swieci pustkami a za kasa siedza znudzone kasjerki. dlatego uwazam, ze w niedziele powinny byc otwarte jak osiedlowe sklepiki. i tak przegrywaja z marketami, wiec niech sobie chociaz w niedziele dorobia jesli juz maja byc otwarte.
    jesliby wyrzucic wolne do podczas swiat katolickich to bedzie tak jak w zakladzie pracy mojej kuzynki. praca na zmiany w swieta i wszyscy - obojetnie czy katolicy czy nie wzieli urlopy na ten dzien. i byla niemal bitwa o to kto bedzie miec dyzur... ;) no wiec o co z tym wszystkim chodzi? pierwszenstwo powinni miec katolicy, prawda? ;)

  36. Hoppke powiedział(a):

    "tymczasem w niemczech jest nie do pomyslenia pracowac w niedziele albo w sobote po poludniu"

    Tymczasem w Polsce zamiast "ludzie sobie cenią czas wolny" możesz mieć "nie, bo Biblia nie pozwala". Efekt niby ten sam, ale otwiera drzwi do państwa wyznaniowego jeszcze szerzej. Aż w którymś momencie będę mógł zbić fortunę na przemycie pigułek antykoncepcyjnych i prezerwatyw do Polski (gdy KK je zdelegalizuje ;)

    "i byla niemal bitwa o to kto bedzie miec dyzur"

    Byłem niedawno na urlopie w Portugalii. Widziałem tam jedną restaurację zamkniętą w środku tygodnia, a kartka wywiesiona na szybie mówiła coś w stylu "Zamknięte, bo dziś Seal daje koncert (hurra!) i wielu pracowników chciało go obejrzeć.".

    Problem nie tkwi w instytucji płatnego urlopu, lecz niekompetencji pracodawców. Może trzeba w końcu dać im dorosnąć?

    Wierzę głęboko, że wolni ludzie na wolnym rynku zawsze dadzą radę się dogadać. Problemy się zaczynają, gdy zaczyna się odgórnie mnożyć zakazy i nakazy. Ludzie przestają ze sobą rozmawiać i negocjować, oddają własną inicjatywę Państwu. Niech Państwo za mnie załatwi, mnie obroni. Mi się nie chce palcem ruszyć. Zanika układ partnerski... (dlatego też IMO pracownicy są tak poniżani przez pracodawców, bo nigdy nie muszą z nimi wchodzić w układy partnerskie -- interakcje ograniczone do minimum, wszystko jest załatwione przez Państwo...)

    Mam do wzięcia 30 dni urlopu w tym roku, przy naprawdę niewielkim stażu zawodowym, bez żadnego nakazu prawnego, bo po prostu takie kontrakty konstruuje mój obecny pracodawca (mógłby mi dać np. tylko 20 dni, ale najwidoczniej opłaca mu się dawać więcej...). Anarchiści mają sporo racji -- ludzie mogą naprawdę być szczęśliwsi bez ciągłego nadzoru i regulacji.

    "pierwszenstwo powinni miec katolicy, prawda? ;)"

    Prawda, ale kto jest katolikiem? Nie mamy podatku wyznaniowego jak Niemcy... (świetny sposób weryfikowania, czy ktoś jest wierzący)

  37. quest powiedział(a):

    Olaboga, kolejny liberał, który pisze o nakładaniu podatków, tylko dlatego, że go nie dotyczą.

  38. Hoppke powiedział(a):

    quest: możesz podkręcić jasność wypowiedzi?

  39. quest powiedział(a):

    A co jest w tym niejasnego? Najpierw piszesz o Wolnym Rynku a potem o nakładaniu zbędnych podatków.

  40. Yano powiedział(a):

    O ile wiem (a oczywiście mogę się mylić) to nie jest to dodatkowy podatek tylko forma deklaracji na którą instytucję religijną ma iść podatek, który płacę normalnie jako obywatel. W Polsce mogłoby to przyjąć podobną formę jak obecny 1% - po prostu deklarujesz, że jesteś miłośnikiem ojca dyrektora i chcesz ciężko zarobione swoje pieniądze przekazać na kolejny nadajnik. ;) Bo obecnie jest tak, że państwo szasta pieniędzmi podatników wg własnego (polityków) widzimisię a ja, jako osoba niezwiązana z naczelną religią państwową (sic!), mogę tylko sobie pozgrzytać zębami w zaciszu domowym kiedy KK kombinuje jakie by tu muzeum zrobić w nowej świątyni żeby tylko uszczknąć fragment podatkowego tortu dla siebie.

  41. quest powiedział(a):

    To fajna idea, ale nie do zrealizowania. Taka dyskusja toczyła się już na wykop.pl, i z przeciwnej strony usłyszałem "no to ja nie chcę płacić na drogi bo nie jeżdżę samochodem", "to ja nie chcę płacić na teatry bo nie oglądam sztuk" itd.

  42. Karol „Zal” Zalewski powiedział(a):

    @quest: Sądzisz, że drogi nie powstawałyby bez udziału państwa oraz pieniędzy pobiernych od wszystkich? Podobnie teatry?

  43. quest powiedział(a):

    Sądzę, że by powstały. Klony płatnych, jednopasmowych autostrad A4, wiecznie w remoncie, wiecznie z zawyżoną ceną.

    A teatry? Pewnie, że by powstały. Jeden w Warszawie, Jeden we Wrocławiu, może ze dwa w GOP-ie.

  44. Karol „Zal” Zalewski powiedział(a):

    @quest: Nie wierzysz w ludzi ;] Tj. wierzysz, ale raczej w ich "złą" stronę. Z drugiej zaś strony - oczywiście, przy usunięciu państwa jako takiego i przy założenu ceteris paribus, całość wyglądałaby tak, jak to opisujesz.

  45. Hoppke powiedział(a):

    quest, a w jaki inny sposób chciałbyś zweryfikować liczbę wierzących (np. na potrzeby urlopu wyznaniowego)? Przypomnę, że w Polsce dominuje tzw. "wierzący niepraktykujący", a przez teoretyczną mnogość takich "wierzących" Kościół otrzymuje sporą dźwignię pozwalającą mieszać się do zasad prowadzenia państwa, czy wręcz ciągnąć forsę na jakieś obiekty kultu.

    Podatku wyznaniowy jest świetny, bo pomaga rozjaśnić obrót pieniędzmi/dobrami wykonywany przez KK i przybliża go do warunków w jakich muszą operować organizacje świeckie. Znika instytucja tacy itp. Zyskują wszyscy, poza Watykanem.

    ...a o drogach lepiej nie gadać, Polacy nie umieją ich budować i tyle. Na dobre autostrady mamy szansę chyba tylko jeśli nas Niemcy znowu najadą.

  46. quest powiedział(a):

    Nie znasz mnie dlatego piszesz bzdury. Jestem minarchistą i wierzę w ludzi. Natomiast z dnia na dzień coraz trudniej mi uwierzyć w Polaków.

  47. quest powiedział(a):

    Hoppke, olałbym ich. Zwyczajnie zlikwidowałbym święta Katolickie i wprowadził Muzułmańskie. Cały miesiąc wolnego!

    A bardziej poważnie. Nie przeszkadza mi to (bardzo). I polecę teraz z dygresją. Powiem więcej. Podziwiam takich ludzi jak Rydzyk czy Jankowski. Gdyby nasi politycy mieli taką smykałkę do prowadzenia interesów, to - zgodnie z anglosaskim sposobem myślenia - byłbym spokojny o publiczne finanse (bo ktoś kto nie potrafi zadbać o swój majątek, majątek państwowy zmarnotrawi). Watykan czy oddolne inicjatywy polskiego kościółka to jedyny przejaw prawidłowego działania przedsiębiorczych jednostek na prawie Wolnym Rynku. Dla mnie taki Rydzyk niczym się odróżnia się od bankiera czy marketingowca/pijarowca, który wciska chłam z 2x wyższą ceną przez prowizję.
    Nie zabijajmy przedsiębiorczości podatkami.

    A to czy ktoś jest wierzący czy wierzący-niepraktykujący (co za bzdurny termin dla pasożytów) czy niewierzący - nie obchodzi mnie to. Te wolne nigdy się nikomu nie należało.

  48. Hoppke powiedział(a):

    Dokładnie. Tyle, że mówiąc "Dla mnie taki Rydzyk niczym się odróżnia się od bankiera czy marketingowca" nie masz niestety racji -- ze względu na sutannę Rydzyk otrzymuje fory w świecie biznesu. Od bankiera Rydzyk różni się tym, że sutanna daje mu praktycznie całkowity immunitet, niemożliwy do osiągnięcia przez "cywili".

    "A to czy ktoś jest wierzący czy wierzący-niepraktykujący (co za bzdurny termin dla pasożytów) czy niewierzący - nie obchodzi mnie to."

    IMO to błąd, bo właśnie powołując się na fakt "98% Polaków żyje wg. nauk Papieża" prokościelni politycy/urzędnicy mogą ostatecznie przepchnąć coś naprawdę głupiego (chrzanić zakaz pracy w święta, co będzie gdy uda im się np. zakazać sprzedaży antykoncepcji nieletnim, albo usunąć ślady edukacji seksualnej ze szkół?).

  49. quest powiedział(a):

    Olaboga, olaboga! Co z ciebie za liberał? :>

    Podam dwa przykłady:
    InVitro - nie jestem za zakazem (właściwie to mnie to nie obchodzi), ale dzięki prokościelnym politykom zapadła decyzja o stworzeniu zaporowych warunków, tak że NFZ nie sfinansuje zabiegu.
    Jestem zadowolony z tej decyzji, bo uważam, że finansowanie invtro z podatków to błąd.

    Zakaz sprzedaży antykoncepcji nieletnim? A po co im w ogóle sprzedawać? Problemem jest to, że dzieci w ogóle uprawiają seks, i po doświadczeniach Wielkiej Brytanii, widzimy, że rozdawanie prezerwatyw i edukacja seksualna nie wypaliła (chociaż to może być przypadłość typowo narodowa, ale pytam ponownie - po co dzieci mają uprawiać seks?)

    W ogóle edukacja seksualna to jakiś ponury żart. Z dwóch powodów:
    - ta edukacja należy do rodzica, a tworzenie tego przedmiotu to postępująca socjalizacja i nieusamodzielnianie człowieka (to wyjdzie za max. 3 pokolenia)
    - nie ma pieniędzy dla obecnych nauczycieli, którzy w większości wypadków mają w dupie edukację dzieci, a ci sprawni intelektualnie, drogo sobie liczą swoje usługi. Nie ma pieniędzy na nic. Na programy, na komputery, na odnowę szkół, na kompetentną kadrę, a ty chcesz nowego przedmiotu?

    Poza tym, patrząc po obecnych wynikach naszego zacnego systemu edukacji, który stwarza kolejnych wtórnych analfabetów, matematyczny gamoni i ogólnych tępaków - nie chcę, aby ten sam system brał się za edukację seksualną dzieci. Pozostańmy na poziomie obecnych zabobonów, które można łatwo rozwiać, wchodząc na byle jakie forum erotyczno-dyskusyjne.

  50. quest powiedział(a):

    Tak to jest, że istnieją świnie równe i równiejsze.

    Ja przekroczę prędkość, dostanę mandat. Polityk nie.
    Chcę rozpropagować Open Source w edukacji. Nic z tego nie wyjdzie, bo Microsoft jest uprzywilejowany już na poziomie przetargów.
    Syn kierownika dostaje lepszą płacę za tę samą pracę, bo jest synem kierownika.
    Rydzyk jest w lepszej pozycji, bo coś tam...

    Takie życie. Obecny status quo nie jest na tyle uciążliwy, aby go nie tolerować i zmieniać.

  51. Yano powiedział(a):

    @quest: A teraz pomyśl - chciałbyś, aby Twój nieletni syn pod Twoją nieobecność przesiadywał na takich forach? Bo ja akurat mam poważne zastrzeżenia. Co więcej - już niedługo problem będzie dotyczył mnie bezpośrednio, kiedy małolat odkryje, że komputer na biurku to tylko wierzchołek nieskończenie wielkiej góry lodowej. Nie, nie chcę edukacji seksualnej przez wynaturzonych (generalizując, co podkreślam) zboczeńców obecnych w sieci. Nie chcę też edukacji seksualnej na poziomie, jaki reprezentuje obecnie nasze szkolnictwo. Wolę sam porozmawiać ze swoimi dziećmi i choć może to nie będzie łatwa rozmowa to przynajmniej będę miał chociaż namiastkę kontroli nad tym, czego się będzie uczyć moje dziecko.
    Niech edukacją seksualną zajmą się rodzice, bo to jest kwestia wychowania. Co najwyżej wprowadziłbym kursy dla tych mniej odważnych, żeby nie bali się rozmawiać "o tych rzeczach" z dziećmi. Tak samo inną edukacją, religijną, niech się zajmą odpowiednie instytucje w odpowiednich miejscach. Przez to, że 90% społeczeństwa zostało oblanych wodą (bo trudno to nazywać sakramentem przy takich pobudkach) "bo to wstyd przed rodziną" mamy teraz lekcje religii w świeckich (!) szkołach.
    Podobnie kwestie in vitro, aborcji itp. Osobiście nie widzę nic przeciwko in vitro, ale aborcji sam nie pochwalam (to już inny temat). Tylko niech decyzję w tym temacie podejmują osoby bezpośrednio zainteresowane a nie władze świeckie/kościelne. Jeśli KK ma problem z wiernymi w kwestii aborcji czy in vitro to jest to problem KK i jego wiernych - tak sobie ich wychował, więc niech teraz ich doedukuje ale nie przez nakazywanie całemu społeczeństwu co jest wg niego dobre a co nie.

  52. thot22003 powiedział(a):

    Hoppke:
    "Tymczasem w Polsce zamiast "ludzie sobie cenią czas wolny" możesz mieć "nie, bo Biblia nie pozwala"."

    a powiedz mi kto sie przejmuje tym? z tych "wierzacych nie praktykujacych"? jesli nie ma koniecznosci to sie nie pracuje. :) taki strazak, lekarz, policjant to co innego. ale sprzedawczyni w sklepie spozywczym? zycie jest zbyt drogie. zarobki w stosunku do cen w sklepach sa za male.
    w niemczech zarabiajac 2500 euro ide sobie do sklepu i kupuje bluzke za 4,99.
    w polsce, jak dobrze idzie i dostane 1500 zl ta sama bluzke zaplace 75 przed obnizka, 49 po. :)
    ja sie po czesci nie dziwie, ze ludzie chca isc w weekend do pracy, kiedys stawka jest 2x wieksza. ale z drugiej strony jezeli maja rodziny to kiedy jest ten czas zeby pobyc razem. juz pomijam fakt wychowywania dzieci.

  53. quest powiedział(a):

    Yano, to co mówisz jest szlachetne, popieram z całego serca i jest... odwrotne od tego, o czym pisałeś kilkanaście miesięcy temu o zasiłkach (na IRC-u) ;) Fajnie jest sobie dywagować za komputerem, w poczuciu bezpieczeństwa i w pewności braku jakiejkolwiek odpowiedzialności za reformy. Ja wyznaję zasadę "tylko wolność i niezbędne minimum państwa". Niestety to co wy prezentujecie to "zamordyzm" z popuszczaniem smyczy. Zdaje się, że Wy byście chcieli wolności (dla siebie), i ograniczania jej tam, gdzie ludzkie działania są niezgodne z waszymi poglądami.

    Ja np. zgadzam się na aborcję nawet w ósmym miesiącu ciąży, ale niech aborcja nie będzie finansowana z podatków bo to niszczenie podstaw społeczeństwa (a w ogóle to mamy/grozi nam niż demograficzny i zalew obcej kultury).

    Niech będzie edukacja seksualna w państwowej szkole, ale niech będzie do wyboru jako opcjonalny przedmiot, jak religia. Albo niech w ogóle to (zamordystyczne) państwo da możliwość nauki w domu (home schooling) z opcją zdawania państwowych egzaminów.

    Poszlibyście na taki układ? Wy pewnie tak, ale politycy nie. Przecież szkoła nie jest od edukowania tylko do wpajania schematów, i od tworzenia następnych pokoleń wyrobników, którzy myślą jednakowo. ;)

    A odpowiadając na pierwsze pytanie. Dlaczego by nie? Może dowiedziałby się czegoś ciekawego, czego ja nie wiem? Moim "wychowanie seksualnym" nie zajął się nikt, a to co obecnie wiem, to wiedza zdobyta przez google, wikipedię i tak nielubiane przez ciebie forum erotyczno-**dyskusyjne**.

    Pałasz po prostu jakimiś dziwnymi emocjami nazywając tamtych forumowiczów zboczeńcami. Oni po prostu lubią seks i o tym dyskutować (i dzielić się wiedzą). Równie dobrze można powiedzieć, że Internet to nie miejsce do zdobywania wiedzy o IT, bo na forach siedzi mnóstwo odszczepieńców, którzy są introwertykami, mającymi zaburzenia osobowości.

  54. Yano powiedział(a):

    Ej, wyraźnie napisałem, że generalizuję. :) Nie twierdzę, że wszyscy w Internecie to zboczeńcy, ale zdecydowanie łatwiej tu o wywrotowca ukrywającego się za mgiełką anonimowości niż w normalnym świecie.

    Co do minimum państwa - osobiście nie wierzę, że społeczeństwo będzie potrafiło się samo rządzić bez nakazów i zakazów ustalonych (narzuconych?) odgórnie. No nie ma bata. Choćby dlatego, że w 40mln. kraju na pewno znajdzie się ekipa, która stwierdzi, że jest równiejsza i za pomocą terroru będzie rządzić resztą. Dlatego państwo powinno stać na straży społeczeństwa i dokonywać niezbędnych regulacji tego mechanizmu. Przy czym pisząc o regulacji mam na myśli sporadyczne i wyważone pokręcenie śrubokrętem a nie pieprznięcie 5kg młotkiem. ;)

    A co do seksu... nie ulega wątpliwości, że ostatnimi laty następuje jakieś zezwierzęcenie ludzkości sprowadzając kontakty międzyludzkie do tego kto, z kim, gdzie i ile razy (uwaga na nisko przelatujące kwantyfikatory ;) ). Nie muszę się z tym zgadzać i pozwolisz, że pozostanę przy swoich, może i staroświeckich trochę, poglądach. Ale przyznasz, że odpowiednia edukacja seksualna z pewnością rozwiązałaby (przynajmniej częściowo) problem aborcji, czyż nie? :)

  55. quest powiedział(a):

    Muszę się tutaj powołać na klasyka :)

    "Obiektywnie socjaldemokracja jest umiarkowanym skrzydłem faszyzmu"

    Czy to nie groteskowe, że w lęku przed wyłonieniem się silnej grupy mogącej terroryzować głupie społeczeństwo, wyłania się z tegoż społeczeństwa, grupę, której nadaje się nadzwyczajne przywileje, immunitety, pieniądze i władzę, a która to terroryzuje swoich ziomków wysokimi podatkami i aparatami przymusu?

    Razi mnie, gdy używasz słowa "państwo" w kontekście aparatu urzędniczego. Zawsze myślałem, że państwo to ja ty, Hoppke i jakieś 46 mln innych ludzi na tym terenie, a nie urzędnik z mocą wsadzenia każdego z nas do więzienia za niezapłacone podatki czy prokatolicki politykier, który zabroni czyjejś żonie spłodzić dziecko metodą invitro. Oczywiście to wszystko dla naszego dobra, bo jesteśmy tylko głupimi ludźmi.

    Mam propozycję. Jeśli myślisz, że nie potrafisz wziąć odpowiedzialności za swoje życie, ja ją wezmę (powiedzmy, a nawet jeśli coś spieprzę, co z tego? Mam immunitet). Jeśli już tak bardzo chcesz być trzymany za mordę, czy tam, chcesz, aby dokręcano cię śrubokrętem, to ja chcę być trzymającym/dokręcającym i chcę rozdawać karty.

    Może gdybyś nauczył się szacunku i wiary w drugiego człowieka, nie musiałbyś wierzyć w umiarkowanie faszystowskie państwo, które wszystkich nas ogranicza dla wspólnego dobra.

    "Odpowiednia edukacja" to słowo zaklęcie. Odpowiednie wychowanie sprawi, że nie będziemy potrzebowali wychowania seksualnego. Nie wiem w jakich krajach ta edukacja się sprawdza, ale z wyczytanych artykułów wiem, że na w skutek edukacji w WB, liczba ciąż i aborcji nie spadła, a w Szwecji/Norwegii wzrosła liczba kopulujących niepełnoletnich. W Danii chyba aborcja jest szeroko dozwolona, ale świadomość jest na tak wysokim poziomie, że aborcji jest bardzo mało. Podobno.

  56. quest powiedział(a):

    Yano, mam nadzieję, ze już to czytałeś. ;]

    http://www.wykop.pl/link/224375/co-chlopak-moze-zrobic-z-m-m-sami-w-kinie

  57. Yano powiedział(a):

    Przekręcasz moje słowa i naginasz je do swoich potrzeb.
    Jasne, że wolałbym, aby rząd nie miał takich uprawnień (a w ogóle po co rząd?) ale wybacz - brak straszaka na niepokornych spowoduje totalną anarchię, sytuację, gdzie prawo pięści będzie tym podstawowym. I tu nie o szacunek czy wiarę w ludzi chodzi. Po prostu w tej kwestii jestem realistą. Uważasz, że jak się ustali zbiór zasad (np. nie okradamy innych) to wszyscy będą tego przestrzegać? Że niby społeczeństwo dopilnuje? Wymierzy stosowną karę w razie złamania zasady? O, wtedy tylko czekać na fałszywe oskarżenia i nadużycia (tak w skrócie ujmując).

    Nie, nie to społeczeństwo, nie ten czas. Może kiedyś...

    A link, który podałeś? Wg mnie prowokacja jakich wiele. Albo właśnie wynik braku odpowiedniej edukacji tudzież głupota. Mogę jeszcze postawić na zbyt łatwy dostęp do materiałów, do których niektórzy dostępu mieć nie powinni ale to można także pod głupotę podpiąć.

    A, właśnie - edukacja. Powtórzę, bo może nie załapałeś tego fragmentu: to rodzice są odpowiedzialni za świadomość pewnych spraw a nie szkoła i koledzy z ławki. Edukacja owszem, ale na poziomie świadomości. Ale to materiał na zupełnie inny artykuł i inną dyskusję.

Zostaw komentarz

Komentarze nie mające związku z tematem wpisu mogą (ale nie muszą) zostać usunięte. Bezwzględnie będą usuwane komentarze obraźliwe, wulgarne czy reklamowe (także w stylu onet.blog).

W komentarzach możesz korzystać z Textile.

yano is proudly powered by Jogger | RSS | Design by Ian Main, ported by Patryk Zawadzki.