29 września 2009, 01:38:16
Ściągnąć Kazika
- Jak ci się podoba nowa płyta Kazika?
- Nie wiem, jeszcze nie ściągnąłem.
Tak można (z lekką nutką ironii) podsumować ostatnie wydarzenia wokół osoby Kazika i jego najnowszej płyty "Hurra!", która dostała się do sieci na dwa tygodnie przed premierą.
Płyta jest oficjalnie dostępna w sprzedaży od 28 września. Ale wcześniej Kazik wylał całe wiadro (i to nie jedno) pomyj na wszystkich, którzy choć raz ściągnęli muzykę z sieci. Przy czym "złodziej" to naprawdę najłagodniejsze określenie amatorów ściągania.
Przez ponad tydzień wszędzie (a zwłaszcza w darmowej wersji Gazety Wyborczej - Metrze) był to temat numer jeden. Ściągnięcie utworu z sieci jest stawiane na równi z włamaniem do mieszkania czy samochodu.
Szanuję Kazika, ale tym razem trochę przesadził. Oczywiście zgadzam się, że osoba, która wpuściła płytę do sieci złamała prawo. Tu żadnych wątpliwości nie ma, że powinno jej się oberwać. Ale nie toleruję mieszania z błotem internautów, którzy pobierają muzykę z Internetu. Nie tędy droga.
A może Kazik zapomniał, że 20 lat temu jego utwory chodziły w drugim obiegu? Że swoją popularność prawdopodobnie zawdzięcza także właśnie "dwukaseciakom" i kolejnym kopiom jego kaset? Kaset nierzadko kopiowanych po kilka razy do momentu aż n-ta kopia nie nadawała się do niczego. Nie twierdzę, że wszyscy kopiowali. W mojej bibliotece znajduje się więcej oryginalnych kaset niż tych przegrywanych od znajomych. Ale "ósmą kopię" Kazika czy Kultu bym pewnie jeszcze wygrzebał. 
Wtedy nie byliśmy złodziejami a termin piractwo w tym kontekście w ogóle nie istniał. Byliśmy fanami. Wymienialiśmy się muzyką w obrębie podwórkowej społeczności. "Daj mi Kazika a ja ci za to przegram IRĘ". Chleb powszedni, można by rzec.
Dzisiaj wiele polskich artystów i osób związanych z branżą muzyczną nie przebiera w słowach. Ten, kto ściąga muzykę jest złodziejem, przestępcą czy "k...ą marną" jak to malowniczo ujął Kazik. Podczas gdy na Zachodzie artyści rozpowszechniają swoją muzykę za darmo w sieci i zarabiają na koncertach i gadżetach my wolimy tkwić w naszym polskim grajdołku i pluć na każdego, kto ściąga, bo nam się nie chce ruszyć czterech liter i zrobić kroku do przodu razem z postępem.
Panowie artyści! Zamiast wyrażać się kwieciście na temat Waszych potencjalnych klientów rozważcie różnicę pomiędzy "okraść" a "nie dać zarobić". Jeśli okradam Was ściągając muzykę z sieci to również jestem złodziejem zbierając grzyby w lesie zamiast kupić je w sklepie, okradam hydraulika kiedy sam wymienię zużytą uszczelkę, a rolnicy mnie powinni na widłach wynieść jeśli w przydomowym ogródku mam własną uprawę. Już nie wspomnę o komunikacji miejskiej, która powinna pozywać każdego, kto woli przejść 2-3 przystanki na piechotę (stały pobyt w areszcie mam zapewniony).
Ktoś w jednym z artykułów w Metrze wpadł na świetny pomysł: niech Kazik udostępni numer konta. Jeśli banda kretynów małolatów jest w stanie płacić po kilka, kilkanaście złotych za durne gąbki, kwiatki, serduszka i inne pierdoły czemuż by nie mieli przelać tych paru złotych na konto swojego ulubionego artysty? Kazik ma siłę przebicia i jestem pewien, że zyskałby tym o wiele więcej niż wylewaniem swoich żali w prasie i odgrażaniem się, że skończy karierę. A ja się pierwszy ustawię w kolejce do wykonania przelewu. 
PS: Uprzedzając pytania - nie ściągałem najnowszej płyty Kazika, choć przyznam, że mnie korciło. Poczekam, aż będę mógł jej legalnie posłuchać chociażby w Last.fm.
Tagi: kazik kult mp3 muzyka piractwo ściąganie
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz lub umieścić trackback ze swojej strony.
W święta nieczynne Następny wpis:
Łam prawo, byle nie pod okiem kamer

Adrianer powiedział(a):
29 września 2009 o 02:32:05
Yano, coprawda rozumie Twoja postawe, ale nie tedy droga.
Pobieranie z sieci rzeczy, na ktorych pobieranie tworca nie wyrazil zgody, jest przestepstwem. Rozpowszechnianie tym bardziej.
Przyznaje, duzo czasu mi zajelo zrozumienie tego, ale obecnie gdy slysze ludzi chcacych platnych rzeczy za darmo, choc istnieja DARMOWE ALTERNATYWY, to naprawde jest mi trudno sie powstrzymac od uzycia moich piesci!
To samo dotyczy ludzi lamiacych licencje Free Software, Free Documentation badz CC - tych scigam az ich dopadna odpowiedni ludzie.
Nie masz pieniedzy na Windowsa? Wez Linuksa!
Nie masz pieniedzy na MS Office? Wez OpenOffice!
Nie masz pieniedzy na nowa gre? Kup i zagraj w stara!
Nie masz pieniedzy na muzyke? Sluchaj radia (i/lub je nagrywaj)!
Powyzszych zasad trzymam sie juz od dobrych kilku lat i jestem calkiem zadowolony - prawdziwa frajde przynosi grac w gre porzadnie, a nie dzien dwa i brac znowu nowa.
Muzyke w radiu mam taka jaka chce, gdyz jest tysiace stacji - jak i software'u nagrywajacego legalnie te stacje. A jak cos naprawde chce, to kupuje.
Wezcie to sobie do serca, bo gdy zapukaja wam do drzwi, to bedzie za pozno. Znam osobiscie kilka przypadkow gdzie tak sie stalo...
Adrianer powiedział(a):
29 września 2009 o 02:42:44
Ah. Co do tego jak zrozumialem:
Wyobraz sobie, ze zrobisz np. zdjecia, wrzucisz je do Internetu na licencji CC wymagajacej praktycznie jedynie podania zrodla jak i autora przy kopiowaniu - i nawet tego osobnicy nie zrobia! Dostaja cos za darmo, z jedynym ograniczeniem, aby podac skad to maja. To sie nazywa dranstwo...
Dlatego mowienie, "jakby bylo taniej to bym kupil legalnie", jest sterta bzdur - dopoki nie rozdaja za darmo, to nie kupia. A jak rozdaja za darmo - to nawet nie powiedza symbolicznego "dziekuje".
29 września 2009 o 04:57:30
"Pobieranie z sieci rzeczy, na ktorych pobieranie tworca nie wyrazil zgody, jest przestepstwem."
W przypadku muzyki nie jest (tzw. własny użytek - jak nagrywanie z radia)
jk powiedział(a):
29 września 2009 o 09:11:44
Zgadzam się całkowicie z autorem.
29 września 2009 o 10:32:16
czyli jeżeli udostępnię otwarte auto na ulicy to znaczy ze spokojnie możesz mnie okraść bo jest dostępne?
Jeżeli pracowałbyś nad płytą X lat to chyba byś ją na dworcu za darmo rozdawał bo zarobisz na koncercie i koszulkach.
jk powiedział(a):
29 września 2009 o 10:34:14
Kompletnie złe porównanie. Nie chodzi o zabranie auta, ale skopiowanie go. Zrobienie drugiego identycznego. Nikt auta nie traci, po prostu z jednego robią się dwa.
Tylko, że akurat w świecie cyfrowym jest to dziecinnie proste. Taka rzeczywistość.
29 września 2009 o 10:41:05
a czym jest w tym wypadku kopia jak nie kradzieżą?
jk powiedział(a):
29 września 2009 o 10:43:56
Kradzież (art. 278 kk) to zabór cudzej rzeczy w celu przywłaszczenia.
Czyli opierając się na porównaniu z samochodem nie ma kradzieży. Właściciel nadal posiada swój samochód, nikt go nie przywłaszczył.
29 września 2009 o 10:44:43
a czym jest w tym wypadku plagiat?
jk powiedział(a):
29 września 2009 o 10:46:31
Plagiat by był gdyby ktoś zrobił idealną kopię i twierdził, że sam zaprojektował ten samochód.
29 września 2009 o 10:55:52
art 278 kk
§ 2. „Tej samej karze podlega, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.”
jaką masz korzyść majątkową? Nie zapłaciłeś za płytę.
No i jeszcze mamy prawa autorskie (ale tak to nie istnieje bo nie ukradłem rzeczy tylko cyfrowy zapis mojej pracy).
29 września 2009 o 10:58:41
Płyta CD nie jest programem komputerowym.
jk powiedział(a):
29 września 2009 o 11:01:45
Widzisz... Może pod wpisem o muzyce (płytach, koncertach) porozmawiamy o muzyce a nie o motoryzacji czy programach komputerowych? :-)
Myślę, że autor odpowiedział na Twoje pytanie w treści wpisu. Po prostu czasy się zmieniają usiłowanie utrzymania poprzedniego stanu nie ma najmniejszego sensu. Skoro skopiowanie dowolnego tworu cyfrowego nie stanowi problemu, to trzeba szukać zarobku gdzie indziej. Czyli np. koncerty. A nawet jak autor sugeruje dobrowolne wpłaty. Na jamendo dla przykładutaki system się zaczyna sprawdzać.
A inna sprawa, że Kazik sam zaistniał poprzez "dwukaseciaki" różnica jest tylko w jakości kopii. A na starość wszyscy się robią leniwi i zaczynają sprzedawać ideały za karty kredytowe.
29 września 2009 o 11:06:07
W każdym razie, wypowiedź Kazika zasługuje na potępienie. Ale może o to mu chodziło? O zaistnienie w mediach? Ja nawet nie wiedziałbym, że taka płyta będzie i że wyciekła, gdyby nie ta sprawa.
Bo przestępstwa dopuścił się przede wszystkim osobnik który doprowadził do wycieku i to jego powinien Kazik zwyzywać, a nie internautów.
abec powiedział(a):
29 września 2009 o 11:59:46
no właśnie...
W polskim prawie ściąganie muzyki na własny użytek nie jest przestępstwem.
Teoretycznie można pozwać Kazika - jestem internautą i czuję się obrażony.
A z drugiej strony - Kazik akurat ma taką markę, że mógłby płytę udostępnić za dobrowolne wpłaty. To nie jest sezonowa gwiazdeczka - swoje by zarobił.
29 września 2009 o 12:24:13
Och, jak pięknie wytłumaczone piractwo. Więc piratujmy moi mili, bo kara żadna was nie spotka.
http://news.torrent.pl/old/prawo/legalnosc_sciagania_muzyki_i_filmow.html
jk powiedział(a):
29 września 2009 o 12:25:19
a coś ad rem?
29 września 2009 o 14:05:58
tutaj chodzi o podejście
1/ płyty w PL są drogie, na zachodzie przeliczając na chleb wychodzi dużo taniej - czemu u nas jest tak drogo? - pośrednicy
2/ nie lubie kupować płyt na których podoba mi się 3 z 14 kawałków ....
29 września 2009 o 14:13:39
@irider:
ad. 1. Prawda, dlatego ja czekam, aż coś pojawi się w radiu i to nagrywam, tudzież chodzę na tanie/darmowe koncerty, tudzież szukam tanich wydań, tudzież wchodzę na e-bay/allegro, tudzież wyszukuję ludzi którzy się chcą wymienić, tudzież w końcu raz na miesiąc, albo i dwa można kupić sobie jeden album.
ad. 2. Dlatego stworzono iTunes, czy inne sklepy, gdzie możesz kupić pojedyncze kawałki.
29 września 2009 o 14:46:17
Generalnie wszyscy mówią, że "gdyby było taniej to by kupili". A ja mam czyste sumienie, bo faktycznie, jeśli np. widziałem przecenę płyty z 50 zł na 25 to kupiłem. Ale niestety ceny płyt zagranicznych artystów w Polsce to jest jakiś kosmos! A i polskie płyty - ponad 30 zł za nowy album? O nie, wolę ściągnąć.
29 września 2009 o 15:34:06
Gwoli wyjaśnienia: za piractwem nie jestem, choć zdarza mi się coś ściągać z sieci. Zwykle płyta ściągniętego artysty ląduje później u mnie na półce i to najczęściej w wersji limitowanej czy rozszerzonej. Dociera coś do tych marketingowych głów? Ściągnąłem, poznałem, spodobało mi się - kupuję. Jeśli nie - co jakiś czas kilku artystów podziwia wnętrze kosza w moim komputerze. Poza tym ostatnio namiętnie słucham radia Last.fm, które w naszym kraju (co muszę zaznaczyć) jest płatne. A skoro płacę to chyba jestem w porządku, nie?
Nie chodzi mi o akceptację piractwa tylko o zmianę podejścia artystów (a zwłaszcza polskich) do zamieszczania treści w sieci. Dlaczego za granicą można dać coś w sieci za darmo a u nas się to nie opłaca? Wyciągnijcie rękę do internautów a nie bijcie ich po wyciągniętych rękach.
A teraz mała dygresja: znacie serwis Sellaband? Otóż w zeszłym roku polska piosenkarka, Julia Marcell, wydała przy jego pomocy płytę (która nota bene leży u mnie na półce). A właściwie przy pomocy internautów, bo każdy mógł wykupić za $10 cegiełkę i po uzbieraniu kwoty 50 tys. dolarów artysta wchodził do studia. Można? Można. Wystarczy chcieć. Problem w tym, że naszym (uwaga! generalizuję) artystom się najwyraźniej nie chce. Oni najchętniej usiedliby w fotelu i odcinali kupony po nagraniu płyty.
No i pozostaje jeszcze kwestia ceny. Polskie zarobki są o wiele niższe natomiast ceny płyt stoją na (a jakże!) światowym poziomie. Przy czym z tej kwoty artysta dostaje jedynie ułamek. Resztę pochłaniają koszty produkcji i prowizja (spora!) wydawcy. A Kazik kiedyś śpiewał, kim tak naprawdę jest wydawca.
Minio (niezalogowany) powiedział(a):
29 września 2009 o 16:24:35
Ktoś pisał że ludzie i tak będą ściągać płyty nawet jeśli będą tańsze, a ja mam takie samo zdanie co Trobin -- to zależy od ceny. Najświeższy przykład który dotknął mnie osobiście -- debiut BiFF kosztuje w EMPiK-u 42 zł. I jeszcze mają czelność pisać że to przecena z 45! Ta sama płyta na Allegro kosztuje 35 zł, ale do tego dochodzi koszt przesyłki. Tymczasem ja jestem przyzwyczajony że polskie albumy kosztują po 30 zł i taką kwotę jestem w stanie wydać bez mrugnięcia okiem (co udowadnia moja półka z płytami). Ale gdy ktoś te 30 zł przekracza, to zastanawiam się kilka razy nim sięgnę po portfel. Bo oryginały kupuję chętnie, ale banknotami się nie podcieram.
W odpowiedzi na to że zagraniczne albumy są drogie ktoś może powiedzieć że część z nich jest dostępna w serii "Zagraniczny album -- polska cena". Tak? Szkoda że za polską ceną idzie gorsza jakość -- zamiast porządnej wkładki ("książeczki") dostajemy czterostronicową jej namiastkę, a płyta nie jest tłoczona a wypalana (!). Kupiłem jeden taki album i więcej nie mam zamiaru -- mając świadomość że dostaję niepełnowartościowy produkt, wolę już płytę pobrać z Internetu -- bo i tak większość kupowanych dzisiaj płyt jest ripowana do formatu stratnej kompresji i odkładana na półkę.
29 września 2009 o 16:33:43
Tacy ludzie jak Kazik, nie zrozumieją nigdy tego, że Internet to prawie pewne źródło ich zarobków. I rozumiem po części Yano, który chce Wam dać do zrozumienia, że nie chce dokonać zakupów w ciemno; posłużę tu porównaniem do aut, chcesz kupić dobre auto, to najpierw dokonasz testu auta, dopiero potem dochodzi do pełnej transakcji.
Ci wykonawcy tego nie potrafią zrozumieć - gdyby pozwolili na wersje demo, to skala piractwa z pewnością byłaby mniejsza. Poza tym Ja nie chce kupić całej płyty, a tylko poszczególne utwory znajdujące się na niej. Też nikt o tym nie pomyślał.
Dlatego wolę audycje radiowe, nadawane przez radiostacje w Necie a robię tylko wyjątki, kupując całą płytotekę Niemena.
29 września 2009 o 18:33:05
@atol: zamiast zadawać ileś tam pytań z rzędu, przeczytaj dokładnie treść Ustawy o Ochronie Praw Autorskich. Jest wyraźne rozróżnienie pomiędzy ochroną utworu muzycznego czy filmu, a ochroną oprogramowania (oraz możliwością powielania jednego i drugiego). Generalnie przedpiścy mają rację; w dużym skrócie (podkreślam: w dużym skrócie) wygląda to tak, że muzykę czy film możesz sobie od kolegi/brata skopiować, program już nie. Publicznie rozpowszechniać (nie posiadając odpowiednich zezwoleń) już nie możesz.
BeteNoire powiedział(a):
30 września 2009 o 09:54:04
Yano, Twoje analogie są - lekko ujmując - mało trafne. Ja bym sytuację przyrównał raczej do takiej np.: gdy dostawca chleba zostawia skrzynki na otwartym samochodzie, w tym czasie niosąc jedną do sklepu. Ty podczas jego nieobecności podchodzisz, bierzesz sobie bochenek czy dwa i uciekasz. Złodziejstwo? Czy jesteś po prostu biednym, głodnym dzieckiem?
Czasy się zmieniły, do epoki kaset już na siłę nie wrócisz. Kazik się dorobił (sławy, pieniędzy) - teraz może wymagać, by szanować jego pracę. Tak? Nie?
jk powiedział(a):
30 września 2009 o 10:00:16
@BetaNoire: popełniasz ten sam błąd co Atol. Nikt tu chleba nie zabiera. W tej sytuacji to by wyglądało tak, że widząc skrzynki chleba postanawiasz sobie upiec własny o identycznym składzie i smaku. Chleb ze skrzynki nie znika tylko się multiplikuje.
BeteNoire powiedział(a):
30 września 2009 o 10:01:52
Upiekłeś sobie własny chleb - nagrałeś sobie własną płytę... Kazika.
jk powiedział(a):
30 września 2009 o 10:05:19
Dokładnie. I o to chodzi. Nie można udawać, że nagranie płyty to jakieś wielkie halo (chodzi mi o sam process technologiczny a nie twórczy). I o to się właśnie rozchodzi, że model biznesowy opierający się na tym, że płytkę może wytłoczyć jedynie wielka wytwórnia nie przystaje do dzisiejszej rzeczywistości. A reszta została już napisana.
BeteNoire powiedział(a):
30 września 2009 o 10:08:03
Co to za bełkot? Ty chyba nie rozumiesz czym są prawa autorskie, a już na pewno nie chwytasz ironii. Nagraj sobie płytę z własną muzyką to będziesz miał swój chleb.
jk powiedział(a):
30 września 2009 o 10:09:44
Co? Czyżby brak argumentów ad rem? Nie dyskutuję o tym czy ktokolwiek złamał prawo czy nie.
30 września 2009 o 11:20:53
Ależ oczywiście, że dyskutujesz. Próbujesz usprawiedliwić swoje postępowanie i nadać mu miano prawego. A tak się nie da. Prawo jest jakie jest, ale wyraźnie mówi o tym co jest, a co nie jest przestępstwem podczas kopiowania płyty. Nie sam proceder ściągania utworów jest przestępstwem, lecz ich słuchanie bez uiszczenia opłaty za możliwość ich odsłuchania.
jk powiedział(a):
30 września 2009 o 11:26:10
Po pierwsze nie mówię o swoim postępowaniu. Po drugie nie kwestionuję tego czy aktualne prawo zostało złamane bo od tego na szczęście są sądy.
Twierdzę, że porównanie kopiowania płyty audio do kradzieży samochodu czy bochenka chleba jest kompletnie nieadekwatne. Myślę też, że świat zmienił się na tyle, że na muzyce trzeba zarabiać w inny sposób niż poprzez sprzedawanie płyt.
BeteNoire powiedział(a):
30 września 2009 o 14:21:05
Jk, z natury rzeczy nie mogę mieć żadnych argumentów ad rem wobec kogoś, kto unika pewnych oczywistych stwierdzeń (nielegalne pozyskanie i słuchanie muzyki, za które nie zapłaciłeś). Co więcej - kogoś, kto przedefiniował pewne pojęcia na swoją korzyść, by było mu wygodnie - to przecież nie kradzież, bo TRZEBA zarabiać w inny sposób.
jk powiedział(a):
30 września 2009 o 14:31:08
BetaNoire, ja niczego nie przedefiniowuję. Porównanie do auta i chleba jest błędne co wcześniej udowodniłem. Nie ma co udawać, że kopiowanie jest tym samym co zabieranie.
Pozyskiwanie muzyki płatnej bez płacenia jest nielegalne, czy kiedykolwiek to kwestionowałem? Realia są takie, że coraz mniej będzie można zarobić na płytach bez znaczenia czy będziemy z tym walczyć czy nie.
A może to jest droga:
"Siódmy album studyjny Radiohead, In Rainbows, został wydany 10 października 2007 roku za pomocą dystrybucji elektronicznej, gdzie każdy użytkownik samodzielnie dla siebie ustalał cenę albumu. Pierwszego dnia po ukazaniu się płyty odnotowano liczbę 1.2 miliona sprzedanych kopii. Dochody Radiohead z tego albumu prześcignęły dochody ze sprzedaży elektronicznej wszystkich pozostałych albumów razem wziętych."
Czy trzeba czy nie trzeba to czas pokaże. Wg mnie im wcześniej zainteresowani zdadzą sobie z tego sprawę tym dla nich lepiej.
Myślę, że na razie wszystko zostało powiedziane.
BeteNoire powiedział(a):
30 września 2009 o 14:32:15
Jeszcze tylko naucz się poprawnie czytać/pisać nicki, bo 2x pod rząd to nie literówka.
jk powiedział(a):
30 września 2009 o 14:34:14
Wybacz BeteNoire nie chciałem Cię urazić.
BeteNoire powiedział(a):
30 września 2009 o 14:44:17
Spoko.
A co do drogi, to stoimy najwyżej na jej początku. Póki co artysta ma prawo dochodzić swoich roszczeń, jeśli ktoś ukradł jego pracę. I ma też prawo złościć się, jeśli praca wyciekła w świat drogą elektroniczną - na tego, kto rozpowszechnił i na tego, kto z tego skorzystał.
A że Kazik znany jest z ostrzejszych stwierdzeń... Cóż, wg mnie zareagował po swojemu.