12 grudnia 2011, 00:05:12
Z wizytą w Termach Maltańskich
O poznańskich Termach mówiło się wiele. Najczęściej w temacie braku pieniędzy na ich budowę. Koniec końców pieniądze się jednak znalazły i obok jeziora zaporowego powstał całkiem spory obiekt sportowo rekreacyjny.
Po otwarciu było również głośno - a to niedoróbki, a to jakiś bęcwał (wybacz stary, ale zdrowy rozsądek jednak przede wszystkim) postanowił sprawdzić maksymalną prędkość na zjeżdżalni (okazało się, że była odwrotnie proporcjonalna do inteligencji sprawdzającego) i takie tam.
A dziś była okazja przekonać się samemu jakież to atrakcje czekają na małego ludka chcącego trochę odpocząć po tygodniu pracy.
Wejście
Pierwszy zonk czeka już przy samej kasie bo ceny są dość kosmiczne. Podam przykład dla czteroosobowej familii - dwójka zmęczonych rodziców/opiekunów i progenitura sztuk dwie próbująca skręcić sobie kark na każdej możliwej atrakcji.
Otóż: całodobowy bilet rodzinny kosztuje w dni powszednie 120zł. W weekendy - 140zł. No jasne, przecież przeciętna 4-osobowa rodzina z pewnością znajdzie czas aby popędzić we wtorek na całodzienne baraszkowanie w basenie więc w weekend policzmy im ekstra. Ale żeby nie było tak miętowo to warto dodać, że bilet rodzinny obejmuje dwie osoby dorosłe i jedno dziecko lub jedną osobę dorosłą i dwójkę dzieci. Za drugie (i każde następne dziecię) należy się dopłata 25zł (albo 20 jakby jednak znaleźli czas w środku tygodnia). Tak więc jeśli chcemy wejść na cały dzień musimy zabulić na start 165zł.
Wybraliśmy pobyt 3-godzinny w cenie 90zł (jedyne 10zł droższy od opcji 'w tygodniu'). Dopłata za 'nadmiarowy bagaż' oczywiście musi być - 18zł. Czyli koszt wejścia to w sumie 108zł.
Przebieramy się
W środku całkiem znośnie. Szatnia koedukacyjna z szafkami zamykanymi elektronicznie i kabinami do przebierania. Całkiem sporo szafek ma przyklejoną kartkę o awarii co nie wygląda za dobrze. Ale na jednej widziałem informację, że nie została prawidłowo zamknięta i proszą klienta o kontakt z obsługą w celu jej odbezpieczenia. To akurat na plus - zadbali o bezpieczeństwo czyichś spodni. 
W kabinach nie polecam patrzenia w górę, jeśli nie chcemy się stresować widocznością kamer. Tak moi drodzy - kamery, gdyby tylko obsługa sobie tego zażyczyła, bez problemu podejrzą wdzięki przebierających się w kabinach klientów. Wprawdzie skierowane są w inną stronę (na tyle, na ile mogłem dojrzeć przez czarną kopułę obudowy) ale jakoś człowiekowi jednak nieswojo. :/
Prysznice już są oddzielne dla pań i panów a i kamer nie stwierdziłem. Choć przyznam, że sprawdzałem tylko w męskiej części. 
Pierwsze wrażenie
Sam kompleks prezentuje się dość okazale - brodzik z ciepłą wodą dla maluchów, spory basen ze sztucznymi falami, wodospadem i czymś na kształt jaskini, 'koniczyna' z biczami wodnymi, rzeką, kurtyną wodną i wyjściem na basen zewnętrzny, zjeżdżalnie, jacuzzi, statek piracki, ścianka wspinaczkowa (tak!), leżaki etc. Generalnie jest gdzie spędzić 3 godziny a i zapewne cały dzień. Zresztą polecam obejrzeć zdjęcia na stronie.
Węszymy
Fala zgarnia większość ludzi. I bywa całkiem spora, więc zabawa jest. Jednak dwukrotnie zostałem 'wygwizdany' przez ratownika i wygoniony z basenu. Dopiero po wnikliwym wypytaniu ratowniczki dowiedziałem się, że trzymacie 6-latka na własnych plecach za niebieską linią podczas sztucznej fali jest niedozwolone. Nawet jeśli ja mam grunt pod nogami a sześciolatek uśmiech od ucha do ucha. No ale polecenia ratownika należy wykonywać. Szkoda tylko, że żadnej informacji na ten temat nie znalazłem nigdzie w pobliżu basenu czy przy kasach. (Notabene kilka chwil później miałem okazję zaobserwować kobietę beztrosko falującą z berbeciem na ramionach na głębokości 2m. Hmm...)
Na niektórych elementach można się uszkodzić, więc trzeba uważać. Szczególnie na tych szorstkich mających na celu zabezpieczyć nas przed poślizgiem. Cóż, ja się poślizgnąłem właśnie a na szorstkiej części zostawiłem kawałek dłoni. 
Ogólnie bardzo brakuje jakichkolwiek informacji, drogowskazów itp. O wszystko się trzeba dopytywać albo błądzić tudzież stać jak ta sierota rozglądając się, skąd też ludziska biorą te pontony?!
Część atrakcji jest włączana okresowo i cholernie mi brakowało informacji, kiedy można się spodziewać rzeki, kurtyny, biczów czy też bąbelków w tych podwodnych leżakach, na których za żadne skarby nie mogłem się utrzymać. Ech, Archimedesie, Ty i te Twoje prawo wyporu!
Tfu tfu, słona woda!
Ciekawą atrakcją jest basen ze słoną wodą. Wprawdzie na próżno oczekiwać wyporności jak na Morzu Martwym ale słona woda jest i można skorzystać. Choć przydałby się jakiś natrysk gdzieś przy wejściu/wyjściu bo człowiek naprawdę ma ochotę czym prędzej chociaż opłukać usta, bo woda słona wybitnie. No i nie polecam tam wchodzić, jeśli wcześniej na którejś atrakcji zdarliście sobie nieco naskórka... Sssss...W świetle grudniowego księżyca
Korzystając z okazji chwilowego braku małoletnich pod moją opieką wymknąłem się na kilka chwil popływać na otwartych basenach. Woda dość ciepła i naprawdę nie przeszkadzało te -1°C w powietrzu. Pływało się więc w delikatnej mgiełce parującej z basenu wody. Nawet dało się przejść do drugiego otwartego basenu bez zbytniej utraty ciepła choć w stopy było jednak ciut zimno.
A grudniowy zachód słońca nad Jeziorem Maltańskim podczas pływania w podgrzewanym basenie wygląda naprawdę pięknie! Kto pożyczy wodoodporny aparat na następny raz?
To już koniec?
3 godziny dość szybko mijają i trzeba się jednak w końcu zbierać do wyjścia. Tym bardziej, że (jak właśnie doczytałem) za bilet rodzinny płaci się, owszem, raz za wszystkich ale czas za przekroczenie jest naliczany osobno dla każdej osoby i to ponad dwukrotnie drożej niż dla samotników (66gr za minutę vs. 30gr za bilet normalny).
Om nom nom
Na terenie obiektu jest restauracja do której można wejść prosto z basenu albo próbować się do niej dostać już po wyjściu. Polecam pierwszą metodę, bo drogowskazów z głównego holu nie uświadczycie za grosz. Minusem wielkim jest to, że wchodząc na cały dzień na basen należy zabrać ze sobą kartę lub gotówkę, bo w restauracji nie zapłacimy przy pomocy posiadanej bransoletki choć za saunę taka forma płatności istnieje. A szkoda, bo wolałbym zapłacić za wszystko już przy wyjściu niż bujać się z portfelem po basenie.
Restauracja też się ceni. Wprawdzie nigdy w takich obiektach nie oczekiwałem niczego więcej niż zapiekanki ale np. obiad dla wspomnianej 4-osobowej rodziny to wydatek rzędu 100zł. Nie powiem - de Volaille był całkiem spory i bardzo smaczny, ale podany na jednorazowym plastykowym talerzyku trochę tracił. A jego koszt (z frytkami i surówką) to 18zł. Doliczmy kawę/herbatę/soczek i ćwierć setki leci.
Fakt, nie trzeba się tam stołować i przychodząc na 3 godziny można później w tej cenie zapewne zjeść solidny dwudaniowy obiad na mieście, ale w przypadku pobytu całodniowego jest to jedyne miejsce, gdzie można znaleźć coś konkretnego na ciepło.
Na koniec jeszcze trochę pomarudzę, że:
- brakowało mi sklepiku, gdzie mógłbym zakupić klapki, okularki itp. rzeczy, które się przydają na basenie. Zapewniono mnie, żę będzie od nowego roku. OK, no niech im będzie.
- brakowało automatu z ochraniaczami na obuwie. Wprawdzie stoją przy wejściu do restauracji, ale w głównym holu na próżno szukać.
- dojście z przystanku tramwajowego jest... no właśnie. Albo go nie ma w ogóle albo prowadzi tak okrężną drogą, że nie potrafiłem ich (i dojścia i tej drogi do niego) znaleźć.
Poza tym stwierdzam, że raczej nie będę tam bywał częściej niż raz na kilka miesięcy. Trochę za wysokie ceny a i miałem wrażenie, że kupując bilet rodzinny jestem nieco kopany za to w tyłek - całodniowy bilet rodzinny do warszawskiego Wodnego Parku kosztuje 120zł i obejmuje cały dzień zabawy dla dwojga dorosłych opiekunów i do 3 dzieci do lat 12! W Poznaniu, mieście ludzi przysłowiowio oszczędnych, ta sama opcja kosztuje 190zł! A jeśli rozważymy przyjście w ciągu tygodnia to różnica jest ogromna: 85zł w Warszawie i 160zł w Poznaniu! Zgadzam się, Warszawianka oferuje mniej atrakcji, ale w tym wypadku między bajki można włożyć mit o 'tej drogiej Warszawie'.
Podsumowując
Ogólnie polecam się wybrać choć raz, bo jest na co. Sporo atrakcji, nikt się nie będzie nudził nawet przez cały dzień a ostatecznie można sobie pozjeżdżać z różnym dopływem adrenaliny - to się spodoba pewnie każdemu.
Ceny oczywiście mogłyby być zdecydowanie niższe. Z pewnością przyczyniłoby się to do większej ilości klientów i nikt by nie narzekał, że 'Termy nie zarabiają na siebie'. Mimo to całkiem sporo osób dziś było na Termach ale składałbym to raczej na karby 'chodź, zobaczymy, co tam mają' niż rzeczywistej ochoty wydania fortuny na popluskanie się na sto sposobów.
Tagi: Poznań Termy Maltańskie basen
Możesz przejść na koniec i zostawić komentarz lub umieścić trackback ze swojej strony.
Nowy pasek nawigacyjny Google
