Wpis na 0. poziomie
Zdaję sobie sprawę, że tym wpisem kręcę sznur na swoją szyję, ale czytając, jakie rzeczy koledzy uzewnętrzniają na swoich blogach postanowiłem się nie przejmować.
Przed dalszą lekturą proponuję zapoznać się z kolekcją grafik reklamowych nowej Opery.
Marcoos już wcześniej zauważył, że 9. wersja Opery, oprócz nieszczęsnych widżetów (wybaczcie, ale to słowo tak samo kłuje mnie w oczy jak „dżojstik” czy „kartridż”), posiada też nowe twarze reklamowe. Po wcześniejszym Opera Rangers z lekkim dystansem podchodzę do akcji promocyjnych Opery. Tak i tym razem nie przypadła mi ona do gustu.
Jakoś nie przemawiają do mnie te wytapirowane lale, zerkające w lusterko, czy aby koafiura dobrze leży, tudzież pazurki nie stępiły się przy klawiaturze. Również nieogolony facecik w czerwonym obcisłym wdzianku z różańcem na szyi budzi we mnie mieszane emocje. Podobnie bliżej nieokreślonej płci osobnik stylizowany „na matriksa”. Mimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie zrozumieć, co specjaliści od marketingu chcieli nam przekazać. Przeglądarka dla wszystkich? Od prezesa począwszy, poprzez sekretarki, na magazynierze skończywszy? Może ktoś wyjaśni?…
Powiecie zaraz, żem uprzedzony. Że jakby to była kampania Firefoksa, to bym zachwalał ją pod niebiosa. No to Was rozczaruję, bo poprzednie reklamy „ognistego” (te z hasłami „Feel…”, „See…” i „Taste the difference”) także mi się nie podobały. Jedynie kilka amatorskich filmów nadesłanych na niedawny konkurs było wg mnie na tyle dobrych, że zasługiwały na jakąś uwagę.
Zapewne dowiem się też, że nie jestem „targetem” (takie modne słówko nadużywane przez speców od reklamy) i dlatego kampanie reklamowe Opery do mnie nie trafiają. No cóż, trudno. Przyzwyczaiłem się już, że w większości reklam widzę zupełnie co innego, niż było to w zamierzeniach ich twórców.