<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"><channel><title>Dziennik Yano</title><link>http://blog.yano.ws/</link><description>Wpisy z dziennika internetowego Jogger, wspomaganego przez Jabbera</description><lastBuildDate>Mon, 06 Feb 2012 02:57:39 +0100</lastBuildDate><generator>JoggerPL</generator><item><title>Z wizytą w Termach Maltańskich</title><link>http://blog.yano.ws/2011/12/12/z-wizyta-w-termach-maltanskich/</link><description>&lt;p&gt;O poznańskich &lt;a href=&quot;http://www.termymaltanskie.com.pl/&quot;&gt;Termach&lt;/a&gt; mówiło się wiele. Najczęściej w temacie braku pieniędzy na ich budowę. Koniec końców pieniądze się jednak znalazły i obok jeziora zaporowego powstał całkiem spory obiekt sportowo rekreacyjny.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Po otwarciu było również głośno - a to niedoróbki, a to jakiś bęcwał (wybacz stary, ale zdrowy rozsądek jednak przede wszystkim) postanowił sprawdzić maksymalną prędkość na zjeżdżalni (okazało się, że była odwrotnie proporcjonalna do inteligencji sprawdzającego) i takie tam.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A dziś była okazja przekonać się samemu jakież to atrakcje czekają na małego ludka chcącego trochę odpocząć po tygodniu pracy.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Wejście&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Pierwszy zonk czeka już przy samej kasie bo &lt;a href=&quot;http://www.termymaltanskie.com.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;task=view&amp;amp;id=475&amp;amp;Itemid=264&quot; title=&quot;Cennik Term Maltańskich&quot;&gt;ceny są dość kosmiczne&lt;/a&gt;. Podam przykład dla czteroosobowej familii - dwójka zmęczonych rodziców/opiekunów i progenitura sztuk dwie próbująca skręcić sobie kark na każdej możliwej atrakcji.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Otóż: całodobowy bilet rodzinny kosztuje w dni powszednie &lt;strong&gt;120zł&lt;/strong&gt;. W weekendy - &lt;strong&gt;140zł&lt;/strong&gt;. No jasne, przecież przeciętna 4-osobowa rodzina z pewnością znajdzie czas aby popędzić we wtorek na całodzienne baraszkowanie w basenie więc w weekend policzmy im ekstra. Ale żeby nie było tak miętowo to warto dodać, że &lt;em&gt;bilet rodzinny obejmuje dwie osoby dorosłe i jedno dziecko&lt;/em&gt; lub jedną osobę dorosłą i dwójkę dzieci. Za drugie (i każde następne dziecię) należy się dopłata 25zł (albo 20 jakby jednak znaleźli czas w środku tygodnia). Tak więc jeśli chcemy wejść na cały dzień musimy zabulić na start 165zł.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wybraliśmy pobyt 3-godzinny w cenie 90zł (jedyne 10zł droższy od opcji 'w tygodniu'). Dopłata za 'nadmiarowy bagaż' oczywiście musi być - 18zł. Czyli koszt wejścia to w sumie 108zł.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Przebieramy się&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;W środku całkiem znośnie. Szatnia koedukacyjna z szafkami zamykanymi elektronicznie i kabinami do przebierania. Całkiem sporo szafek ma przyklejoną kartkę o awarii co nie wygląda za dobrze. Ale na jednej widziałem informację, że nie została prawidłowo zamknięta i proszą klienta o kontakt z obsługą w celu jej odbezpieczenia. To akurat na plus - zadbali o bezpieczeństwo czyichś spodni. ;)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W kabinach nie polecam patrzenia w górę, jeśli nie chcemy się stresować &lt;strong&gt;widocznością kamer&lt;/strong&gt;. Tak moi drodzy - kamery, gdyby tylko obsługa sobie tego zażyczyła, bez problemu podejrzą wdzięki przebierających się w kabinach klientów. Wprawdzie skierowane są w inną stronę (na tyle, na ile mogłem dojrzeć przez czarną kopułę obudowy) ale jakoś człowiekowi jednak nieswojo. :/&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Prysznice już są oddzielne dla pań i panów a i kamer nie stwierdziłem. Choć przyznam, że sprawdzałem tylko w męskiej części. ;)&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Pierwsze wrażenie&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Sam kompleks prezentuje się dość okazale - brodzik z ciepłą wodą dla maluchów, spory basen ze sztucznymi falami, wodospadem i czymś na kształt jaskini, 'koniczyna' z biczami wodnymi, rzeką, kurtyną wodną i wyjściem na basen zewnętrzny, zjeżdżalnie, jacuzzi, statek piracki, ścianka wspinaczkowa (tak!), leżaki etc. Generalnie jest gdzie spędzić 3 godziny a i zapewne cały dzień. Zresztą polecam obejrzeć &lt;a href=&quot;http://www.termymaltanskie.com.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;task=view&amp;amp;id=292&amp;amp;Itemid=236&quot;&gt;zdjęcia na stronie&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Węszymy&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Fala zgarnia większość ludzi. I bywa całkiem spora, więc zabawa jest. Jednak dwukrotnie zostałem 'wygwizdany' przez ratownika i wygoniony z basenu. Dopiero po wnikliwym wypytaniu ratowniczki dowiedziałem się, że trzymacie 6-latka na własnych plecach za niebieską linią podczas sztucznej fali jest niedozwolone. Nawet jeśli ja mam grunt pod nogami a sześciolatek uśmiech od ucha do ucha. No ale polecenia ratownika należy wykonywać. Szkoda tylko, że żadnej informacji na ten temat nie znalazłem nigdzie w pobliżu basenu czy przy kasach. &lt;em&gt;(Notabene kilka chwil później miałem okazję zaobserwować kobietę beztrosko falującą z berbeciem na ramionach na głębokości 2m. Hmm...)&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na niektórych elementach można się uszkodzić, więc trzeba uważać. Szczególnie na tych szorstkich mających na celu zabezpieczyć nas przed poślizgiem. Cóż, ja się poślizgnąłem właśnie a na szorstkiej części zostawiłem kawałek dłoni. ;)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ogólnie bardzo brakuje jakichkolwiek informacji, drogowskazów itp. O wszystko się trzeba dopytywać albo błądzić tudzież stać jak ta sierota rozglądając się, skąd też ludziska biorą te pontony?!&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Część atrakcji jest włączana okresowo i cholernie mi brakowało informacji, kiedy można się spodziewać rzeki, kurtyny, biczów czy też bąbelków w tych podwodnych leżakach, na których za żadne skarby nie mogłem się utrzymać. Ech, Archimedesie, Ty i te Twoje prawo wyporu!&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Tfu tfu, słona woda!&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Ciekawą atrakcją jest basen ze słoną wodą. Wprawdzie na próżno oczekiwać wyporności jak na Morzu Martwym ale słona woda jest i można skorzystać. Choć przydałby się jakiś natrysk gdzieś przy wejściu/wyjściu bo człowiek naprawdę ma ochotę czym prędzej chociaż opłukać usta, bo woda słona wybitnie. No i nie polecam tam wchodzić, jeśli wcześniej na którejś atrakcji zdarliście sobie nieco naskórka... Sssss...&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;W świetle grudniowego księżyca&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Korzystając z okazji chwilowego braku małoletnich pod moją opieką wymknąłem się na kilka chwil popływać na otwartych basenach. Woda dość ciepła i naprawdę nie przeszkadzało te -1°C w powietrzu. Pływało się więc w delikatnej mgiełce parującej z basenu wody. Nawet dało się przejść do drugiego otwartego basenu bez zbytniej utraty ciepła choć w stopy było jednak ciut zimno.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A grudniowy zachód słońca nad Jeziorem Maltańskim podczas pływania w podgrzewanym basenie wygląda naprawdę pięknie! Kto pożyczy wodoodporny aparat na następny raz?&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;To już koniec?&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;3 godziny dość szybko mijają i trzeba się jednak w końcu zbierać do wyjścia. Tym bardziej, że (jak właśnie doczytałem) za bilet rodzinny płaci się, owszem, raz za wszystkich ale czas za przekroczenie jest naliczany osobno dla każdej osoby i to ponad dwukrotnie drożej niż dla samotników (66gr za minutę vs. 30gr za bilet normalny).&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Om nom nom&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Na terenie obiektu jest restauracja do której można wejść prosto z basenu albo próbować się do niej dostać już po wyjściu. Polecam pierwszą metodę, bo drogowskazów z głównego holu nie uświadczycie za grosz. Minusem wielkim jest to, że wchodząc na cały dzień na basen należy zabrać ze sobą kartę lub gotówkę, bo w restauracji nie zapłacimy przy pomocy posiadanej bransoletki choć za saunę taka forma płatności istnieje. A szkoda, bo wolałbym zapłacić za wszystko już przy wyjściu niż bujać się z portfelem po basenie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Restauracja też się ceni. Wprawdzie nigdy w takich obiektach nie oczekiwałem niczego więcej niż zapiekanki ale np. obiad dla wspomnianej 4-osobowej rodziny to wydatek rzędu 100zł. Nie powiem - de Volaille był całkiem spory i bardzo smaczny, ale podany na jednorazowym plastykowym talerzyku trochę tracił. A jego koszt (z frytkami i surówką) to 18zł. Doliczmy kawę/herbatę/soczek i ćwierć setki leci.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Fakt, nie trzeba się tam stołować i przychodząc na 3 godziny można później w tej cenie zapewne zjeść solidny dwudaniowy obiad na mieście, ale w przypadku pobytu całodniowego jest to jedyne miejsce, gdzie można znaleźć coś konkretnego na ciepło.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na koniec jeszcze trochę pomarudzę, że:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;brakowało mi sklepiku, gdzie mógłbym zakupić klapki, okularki itp. rzeczy, które się przydają na basenie. Zapewniono mnie, żę będzie od nowego roku. OK, no niech im będzie.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;brakowało automatu z ochraniaczami na obuwie. Wprawdzie stoją przy wejściu do restauracji, ale w głównym holu na próżno szukać.&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;dojście z przystanku tramwajowego jest... no właśnie. Albo go nie ma w ogóle albo prowadzi tak okrężną drogą, że nie potrafiłem ich (i dojścia i tej drogi do niego) znaleźć.&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;Poza tym stwierdzam, że raczej nie będę tam bywał częściej niż raz na kilka miesięcy. Trochę za wysokie ceny a i miałem wrażenie, że kupując bilet rodzinny jestem nieco kopany za to w tyłek - całodniowy bilet rodzinny do warszawskiego &lt;a href=&quot;http://www.wodnypark.com.pl/&quot;&gt;Wodnego Parku&lt;/a&gt; &lt;a href=&quot;http://www.wodnypark.com.pl/cennik,pl&quot; title=&quot;Cennik Wodnego Parku&quot;&gt;kosztuje&lt;/a&gt; 120zł i obejmuje cały dzień zabawy dla dwojga dorosłych opiekunów i do 3 dzieci do lat 12! W Poznaniu, mieście ludzi przysłowiowio oszczędnych, ta sama opcja kosztuje 190zł! A jeśli rozważymy przyjście w ciągu tygodnia to różnica jest ogromna: 85zł w Warszawie i 160zł w Poznaniu! Zgadzam się, Warszawianka oferuje mniej atrakcji, ale w tym wypadku między bajki można włożyć mit o 'tej drogiej Warszawie'.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Podsumowując&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Ogólnie polecam się wybrać choć raz, bo jest na co. Sporo atrakcji, nikt się nie będzie nudził nawet przez cały dzień a ostatecznie można sobie pozjeżdżać z różnym dopływem adrenaliny - to się spodoba pewnie każdemu. ;) Ceny oczywiście mogłyby być zdecydowanie niższe. Z pewnością przyczyniłoby się to do większej ilości klientów i nikt by nie narzekał, że 'Termy nie zarabiają na siebie'. Mimo to całkiem sporo osób dziś było na Termach ale składałbym to raczej na karby 'chodź, zobaczymy, co tam mają' niż rzeczywistej ochoty wydania fortuny na popluskanie się na sto sposobów.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Mon, 12 Dec 2011 00:05:12 +0100</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2011/12/12/z-wizyta-w-termach-maltanskich/</guid><category>Osobiste</category><category>Poznań</category><category>basen</category><category>Termy Maltańskie</category></item><item><title>Nowy pasek nawigacyjny Google</title><link>http://blog.yano.ws/2011/12/04/nowy-pasek-nawigacyjny-google/</link><description>&lt;p&gt;Google co jakiś czas wprowadza zmiany do swojego interfejsu. Niedawno ujrzeliśmy ciemny pasek na górze strony pozwalający na szybki dostęp do podstawowych usług. Teraz szykuje się nowa zmiana. I jak każda zapewne zdobędzie swoich zwolenników jak i przeciwników.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;http://img248.imageshack.us/img248/3001/googlenew.png&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://desmond.imageshack.us/Himg248/scaled.php?server=248&amp;amp;filename=googlenew.png&amp;amp;res=medium&quot; width=&quot;480&quot; alt=&quot;Nowy pasek nawigacyjny Google&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wprawdzie oficjalnie nie podano terminu, ale na stronie &lt;a href=&quot;http://googlesystem.blogspot.com/2011/11/how-to-try-googles-new-navigation-menu.html&quot;&gt;Google Operating System&lt;/a&gt; podano sposób, w jaki już dziś można samemu przetestować nowy pasek Google. Wystarczy w konsoli przeglądarki wpisać poniższy fragment kodu:&lt;/p&gt;
&lt;pre&gt;
document.cookie=&quot;PREF=ID=03fd476a699d6487:U=88e8716486ff1e5d:FF=0:LD=en:CR=2:TM=1322688084:LM=1322688085:S=McEsyvcXKMiVfGds;path=/;domain=.google.com&quot;;window.location.reload();
&lt;/pre&gt;
&lt;p&gt;Konsolę w przeglądarce Chrome otworzymy przy pomocy kombinacji CTRL+SHIFT+J, w Firefoksie - CTRL+SHIFT+K a w IE - klawisza F12 a następnie wybieramy kartę konsoli.&lt;/p&gt;
&lt;h4&gt;Aktualizacja&lt;/h4&gt;
&lt;p&gt;Warto dodać, że wspomniana metoda działa na anglojęzyczną stronę &lt;a href=&quot;http://google.com/&quot;&gt;google.com&lt;/a&gt;. Jeśli Google przekieruje nas na google.pl należy wybrać z dolnego paska odnośnik do &quot;Google.com in English&quot;.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 04 Dec 2011 17:17:19 +0100</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2011/12/04/nowy-pasek-nawigacyjny-google/</guid><category>Internet</category><category>google bar</category></item><item><title>Jedenaste: nie blokuj</title><link>http://blog.yano.ws/2011/04/25/jedenaste-nie-blokuj/</link><description>&lt;p&gt;Ostatnimi czasy rzadko takie coś widuję. To dobrze. Myślałem, że takie praktyki odeszły już do lamusa wraz ze wsparciem stron dla Netscape 4. Niemniej chwilę temu natknąłem się na stronę, która postanowiła chronić swoje treści właśnie w ten sposób - blokując prawy przycisk myszy. Mój przycisk. Mojej myszy. Na moim biurku...&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia technika ta była nagminnie stosowana, żeby zapobiec kopiowaniu treści przez bandy plagiatorów. Całe tabuny domorosłych speców od zabezpieczeń wstawiały tony Javascriptu żeby tylko zabronić odwiedzającym kliknięcie myszą.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Aż tu dziś, w drugiej dekadzie XXI wieku, wchodzę sobie na pewną stronę, wydawałoby się, że idącą z duchem czasu, opartą na społeczności, stawiającą na otwartość, &lt;a href=&quot;http://lyrics.wikia.com/&quot;&gt;Lyric Wiki&lt;/a&gt; i... nie mogę skopiować fragmentu zwrotki, bo jakiś jajogłowy kretyn-idiota na górze stwierdził, że w ten sposób się pozbędą problemu kopiowania. Kurtyna.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tak więc drogi jajogłowy, licencyjny niedojdo, bity po głowie potomku szczotki i sedesu, jeśli to czytasz (a słowa te kieruję do wszystkich tumanów o podobnych zapędach) to wiedz, miej tę świadomość, że zablokowanie mi podstawowych funkcji mojego sprzętu komputerowego, a w szczególności możliwości zaznaczenia fragmentu tekstu, jego skopiowania i podzielenia się nim z kimkolwiek, powoduje u mnie wzrost agresji i chęć wycięcia w pień Twojego drzewa genealogicznego na 10 pokoleń wstecz, jeśli tylko taka technologia kiedykolwiek dostanie się w moje ręce.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Bo jeśli będzie mi bardzo zależeć na &quot;ukradzeniu&quot; tekstu z Twojej, matole, strony, to żadne (serio - naprawdę żadne) dziecinne techniki mnie nie powstrzymają. Ale możesz być pewien, że jedynym efektem Twoich &quot;zabezpieczeń&quot; będzie irytacja normalnych użytkowników, którym w głowie nawet myśl nie postanie o kradnięciu Twoich wypocin, a którzy będą się chcieli podzielić czymś ciekawym znalezionym na Twojej stronie. A może nawet do niej zalinkować (i &lt;strong&gt;zareklamować&lt;/strong&gt; ją w ten sposób!).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Błagam Was, koledzy UI-owcy, wybijcie zawczasu swoim szefom i klientom, ich ciotkom, szwagrom i paszenogom podobne praktyki, postraszcie spadkiem oglądalności, negatywnym PR, wywaleniem z Google, ogniami piekielnymi, ale niech nie idą tą drogą.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Mon, 25 Apr 2011 16:00:48 +0200</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2011/04/25/jedenaste-nie-blokuj/</guid><category>Internet</category><category>komentarze</category><category>Techblog</category><category>webdesign</category><category>html</category><category>js</category><category>webdesign</category></item><item><title>Apocyklipsa</title><link>http://blog.yano.ws/2011/03/02/apocyklipsa/</link><description>&lt;p&gt;&quot;Dziś od rana w całym kraju ludzie poddenerwowani bo cykliści w złą pogodę jadą chodnikami.&quot; Tak by można podsumować komentarze z poniedziałkowej prasy na temat właśnie przegłosowanej (i czekającej tylko na Senat i prezydenta) ustawy o zmianach w Prawie o Ruchu Drogowym a dotyczącej ruchu rowerowego. &lt;a href=&quot;http://www.emetro.pl/emetro/1,88815,9175058,Chodniki_dla_rowerzystow_.html&quot; rel=&quot;external&quot;&gt;Dziennikarze&lt;/a&gt; nie mogą przejść obojętnie obok faktu, że ustawa ta pozwala rowerzystom na jazdę chodnikiem kiedy warunki pogodowe stwarzają zbyt duże niebezpieczeństwo dla rowerzysty przy jeździe po ulicy. Do tej pory cykliści mogli poruszać się chodnikiem jedynie w dwóch przypadkach: 1) kiedy na jezdni była dozwolona prędkość ponad 50km/h i chodnik miał minimum 2 metry szerokości oraz 2) rowerzysta miał pod opieką dziecko do lat 10 (przy czym PoRD nie precyzowało, jak taka opieka miałaby wyglądać - w foteliku? w przyczepce? na drugim rowerze?). I to w sumie wszystko, co większość gazet wymienia w tej sprawie, choć jest tego więcej.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na przykład samochód zmieniający kierunek ruchu ma obowiązek ustąpić pierwszeństwa rowerzyście jadącemu na wprost. Wcześniej PoRD wymagało ustąpienia pierwszeństwa samochodom i pieszym ale rowerzyście już niekoniecznie. Dopuszczono możliwość jazdy dwóch rowerzystów obok siebie a także wolno im wyprzedzać samochody z prawej strony. Usankcjonowano też powstanie tzw. śluz rowerowych, czyli wydzielonej części pasa ruchu przed przejściem dla pieszych a za linią zatrzymania samochodu. A także możliwość jazdy środkiem pasa przez skrzyżowanie, bo rajdowcy w puszkach mieli tendencję do spychania rowerzystów z pasa. Wypada jeszcze wspomnieć o przyczepkach dla dzieci, które do tej pory, choć od jakiegoś czasu obecne, nie były jako takie dozwolone.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ale wróćmy do biednych pieszych. Co się dla nich zmieni? Czy teraz chodniki zostaną opanowane przez żądnych krwi rowerzystów pędzących na złamanie karku? Otóż nie, bo przepis jasno mówi o złych warunkach atmosferycznych. I choć nie definiuje czym one są to można dość łatwo to ocenić, choć panikarze na forach już rozpływają się w domysłach. Zwracam też uwagę na fakt, że jakiekolwiek załamanie pogody (czyli np. opady deszczu) w 99% przypadków wypłoszą chodnikowych szaleńców a pozostawią tych, którzy roweru używają jako środka transportu, czyli bardziej świadomych rowerzystów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czego mi jednak nadal brakuje, to egzekwowania przepisów. Piesi się skarżą, że rowerzyści im zajmują chodniki, ale jakoś nie rusza ich sumienie gdy całą rodziną urządzają sobie spacer po ścieżce rowerowej. I o ile widziałem policjanta wręczającego mandat za jazdę po chodniku to jeszcze nigdy nie widziałem, żeby choć zwrócono uwagę pieszym, że mają nie zajmować ścieżek.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czy się cieszę ze zmian? Oczywiście! Nie jest to jeszcze to, czego bym oczekiwał, ale idzie w dobrą stronę. Warto wspomnieć, że tzw. &lt;a href=&quot;http://pl.wikipedia.org/wiki/Konwencja_wiede%C5%84ska_o_ruchu_drogowym&quot; rel=&quot;external&quot;&gt;Konwencja wiedeńska o ruchu drogowym&lt;/a&gt; określa prawa rowerzystów tylko ustawa PoRD nie jest do niej dostosowana, choć sam dokument został ratyfikowany przez Polskę w... 1988 roku! Oraz na koniec ciekawostka (za Wikipedią):&lt;/p&gt;
&lt;blockquote&gt;
&lt;p&gt;Należy zauważyć, że w Polsce, biorąc pod uwagę stan prawny na dzień 10 kwietnia 2008 r., w przypadku kolizji przepisów ustawy &quot;Prawo o ruchu drogowym&quot; i Konwencji wiedeńskiej, pierwszeństwo mają przepisy zawarte w Konwencji.&lt;/p&gt;
&lt;/blockquote&gt;
</description><pubDate>Wed, 02 Mar 2011 11:10:07 +0100</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2011/03/02/apocyklipsa/</guid><category>Prawo</category><category>Rower</category></item><item><title>52 książki</title><link>http://blog.yano.ws/2010/02/07/52-ksiazki/</link><description>&lt;p&gt;Od jakiegoś czasu na wszystkich możliwych serwisach społecznościowych jestem atakowany wręcz przez zwolenników akcji &lt;a href=&quot;http://52ksiazki.pl/&quot;&gt;52 książki&lt;/a&gt;. Oczywiście nie mam nic przeciwko zwiększeniu czytelnictwa w Polsce, ale zastanawiam się, czy sposób jest dobry.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Osobiście czytam sporo. Mniej, niż bym chciał, ale zdecydowanie wybijam się ponad średnią krajową. Swoją własną akcję &lt;i&gt;52 książki&lt;/i&gt; zacząłem &lt;a href=&quot;/2005/07/27/moja-czytelnia/&quot;&gt;5 lat temu&lt;/a&gt; spisując te, które przeczytałem, czytam lub przeczytać mam zamiar. Niestety zapału na prowadzenie listy (bo nadal czytam średnio 40 tytułów w roku) starczyło na 2 lata, ale cel jest nadal ten sam - przynajmniej jedna książka na tydzień.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Nie oszukuj&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Daleki jestem od osiągania celu za wszelką cenę, jak to proponuje &lt;a href=&quot;http://webfan.pl/&quot;&gt;Paweł&lt;/a&gt;:&lt;/p&gt;
&lt;blockquote&gt;
&lt;p&gt;Znajdź sobie już na początku kilka “ksiażek ratunkowych”. Kiedy zbliża się koniec tygodni a Ty właśnie zacząłeś czytać powieść, która ma tysiąc stron, złap szybko jakąś nowelkę albo inną książkę na jeden wieczór i szybko ją przeczytaj. A od jutra możesz spokojnie wrócić do swojej powieści. Powiesz, że to kantowanie?&lt;/p&gt;
&lt;a href=&quot;http://webfan.pl/52-ksiazki.html&quot;&gt;webfan.pl&lt;/a&gt;&lt;/blockquote&gt;
&lt;p&gt;Kantowanie? Chyba tylko samego siebie. Coś jak dodawanie sobie komentarzy pod wpisem czy nabijanie statystyk, żeby tylko pokazać innym jacy to jesteśmy fajni, bo nas czytają i odwiedzają.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Książka książce nierówna. Inaczej się czyta Pratchetta, którego potrafię pochłonąć w 2 dni, inaczej Kinga. Więcej czasu zajmie mi przeczytanie pozycji spod pióra Igora Nowikowa czy Michio Kaku niż np. Cobena. Książkę Anny Brzezińskiej przeczytam w tydzień podczas gdy 700-stronicowe wodolejstwo J.K.Rowling zajmie mi 3 tygodnie (choć oba tomy „Filarów ziemi” Folleta przeczytałem w nieco ponad tydzień). Inaczej czytamy beletrystykę, inaczej książki popularno-naukowe. Tomik wierszy będzie z pewnością łatwiejszy do przebrnięcia od rozważań na temat kierunku rozwoju wszechświata i teorii strun.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dlatego zamiast oszukiwać siebie tylko po to, żeby wyrobić normę 1 książki tygodniowo (a tak niektórzy pewnie będą odbierać akcję &lt;i&gt;52 książki&lt;/i&gt;) lepiej postawić sobie inny cel. Niech to będzie np. 10-20 stron lub godzina dziennie (większość nie powinna mieć problemu w czasie 30-minutowych podróży do/z pracy). Ważne jest, żeby ciągle mieć coś do czytania oraz żeby codziennie przeczytać chociaż kilka, kilkanaście stron. Systematycznie. Może nie zostaniemy pionierami akcji ale na pewno wyrobimy sobie nawyk czytania.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Suma sumarum&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Czy popieram akcję? I tak, i nie. Nie, bo nie wierzę, żeby dzięki niej czytelnictwo w Polsce wzrosło wykładniczo. Do tego trzeba nie tylko kilku wpisów na Blipie czy Facebooku, ale systematycznego zachęcania ludzi do czytania. Ktoś, kto nie lubi czytać nie zacznie tego robić tylko dlatego, że ktoś mu tak napisał w Śledziku. Dzieci nie zachęcimy do czytania, jeśli polonistka ograniczy się do szablonowego odwalenia lektur, a wręcz przeciwnie - wyrośnie kolejne pokolenie czytelniczych analfabetów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Rozumiem szeroko zakrojoną akcję promocyjną, ale powoli urasta to do tego, że będę się bał otworzyć przysłowiową lodówkę, co automatycznie kieruje mój wzrok w kierunku przycisku opisanego jako &lt;b&gt;SPAM&lt;/b&gt;, a chyba nie taki jest cel.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A popieram dlatego, że mam nadzieję, iż chociaż kilka osób sięgnie po książkę częściej, niż to wynika ze średniej krajowej, która jest tragiczna. Dokładnych danych nie podam, ale wynik jest ponoć do pokazania na jednej ręce nieudolnego stolarza. &lt;a href=&quot;http://bn.org.pl/download/document/1237800509.doc&quot;&gt;Raport czytelnictwa za 2008 rok&lt;/a&gt; można pobrać ze stron &lt;a href=&quot;http://bn.org.pl/&quot;&gt;Biblioteki Narodowej&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jeśli więc do akcji przyłączy się więcej osób i instytucji (bez solidnego wsparcia może być ciężko), jeśli faktycznie nieczytającym (przynajmniej niektórym) zrobi się wstyd na widok zaczytanego osobnika w tramwaju, jeśli część osób wyrobi sobie nawyk czytania przynajmniej jednej książki miesięcznie to będzie to naprawdę duży sukces.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czego sobie, organizatorom oraz wszystkim czytającym, a przede wszystkim nieczytającym, życzę.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 07 Feb 2010 21:43:30 +0100</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2010/02/07/52-ksiazki/</guid><category>komentarze</category><category>Książki</category><category>52książki</category><category>czytelnictwo</category></item><item><title>Z Pocztą Polską w nowe tysiąclecie.</title><link>http://blog.yano.ws/2010/01/15/z-poczta-polska-w-nowe-tysiaclecie/</link><description>&lt;p&gt;W dobie Internetu, kiedy przesyłka dociera do adresata w ciągu kilkudziesięciu sekund, bez znaczenia, gdzie aktualnie się on znajduje, pod warunkiem, że ma urządzenie z dostępem do sieci, istnienie takiego tworu jak tradycyjna poczta wciąż jest niestety konieczne. Jeszcze nie posiadamy (i wątpię, czy w najbliższym czasie będziemy w posiadaniu) technologii, pozwalającej na natychmiastowy transfer nie tylko idei ubranych w słowa czy liczby ale i fizycznych przedmiotów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jeszcze niedawno słyszałem narzekania listonoszy, że Internet zabija tradycyjną pocztę, że coraz mniej listów jest wysyłanych, bo ludzie wolą wysłać e-mail czy SMS zamiast korzystać z formy papierowej. Jednak zamiast zachęcić klientów do korzystania z jej usług, Poczta Polska robi wszystko, żeby sprawiać wrażenie, iż jest dinozaurem czekającym na wymarcie. Nieliczne akcje promocyjne organizowane w okolicach świąt czy innych okazji przypominają raczej chwytanie się brzytwy niż chęć poprawy wizerunku.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A jest on gorzej niż marny. Np. u mnie notorycznie się zdarza, że przesyłki nie dochodzą. Albo dochodzą z dużym opóźnieniem (np. list wysłany z instytucji 2 przystanki tramwajowe dalej dotarł po 2 tygodniach!).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Innym wkurzającym elementem mojej poczty są terminy doręczania przesyłek. Przez 10 lat, jak mieszkam w okolicy, &lt;strong&gt;ani razu&lt;/strong&gt; nie zdarzyło się, żeby list polecony, mniejsza paczka itp. została dostarczona w godzinach, gdy normalni ludzie zdążyli już wrócić po pracy do domu. Nie. Listonosz zwykle usiłuje mnie zastać między godziną 12 a 14. Oczywiście kończy się na zostawieniu awiza w skrzynce a ja muszę biegać na pocztę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przez 20 lat, które spędziłem w Warszawie, listonosz chodził 2-krotnie - raz wcześnie rano, w okolicach godziny 7, roznosząc przesyłki wrzucane tradycyjnie do skrzynek, a drugi raz po 16, kiedy musiał przesyłkę doręczyć. Tu, w Poznaniu, listonosze są z innej bajki, bo notorycznie odwalają swoją robotę w godzinach południowych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dziś po raz kolejny w skrzynce znalazłem awizo, bo jaśnie pan nie-będę-pracował-po-godzinie-16 się uparł, że o 14:35 ktoś będzie w domu. A akurat mi zależało, żeby ta przesyłka dotarła do mnie przed weekendem. Niestety, poczta (a właściwie jej filia) czynna jest do godziny 19 (w domu byłem 10 minut później) a w soboty nikt tam nie pracuje, bo niby po co?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A może on się mnie boi? Bo autentycznie mam ochotę facetowi obić co nieco a przynajmniej wygarnąć mu zdrowo od serca co myślę o jego nastawieniu do pracy. Bo:&lt;/p&gt;
&lt;ul&gt;
&lt;li&gt;mam dość latania na pocztę, kiedy przesyłka powinna dotrzeć do mnie a nie ja do niej,&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;mam dość znajdywania kolejnych informacji, że o godzinie 13 listonosz nie zastał nikogo w domu (większość ludzi wtedy pracuje, choć tym razem akurat ktoś był w domu, kretynie!),&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;mam dość pomiętych listów, pogniecionej prenumeraty, naderwanych kopert i ton ulotek najwyraźniej wrzucanych nie tylko przez małolatów chcących dorobić ale i przez rzeczonych doręczycieli (o czym świadczy chociażby to, że ulotki są &lt;em&gt;pomiędzy&lt;/em&gt; kopertami),&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;mam dość wystawania w kilometrowej kolejce na poczcie, gdzie czynne jest jedno okienko zablokowane na dodatek przez jakiegoś ułomnego niedojdę, który nie radzi sobie z wypełnieniem druczku nadania,&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;mam dość brania dnia wolnego tylko po to, żeby czekać cały dzień na darmozjada z torbą i z bardzo-ważną-przesyłką,&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;mam dość otrzymywania w tym dniu awiza informującego, że nie było mnie w domu, kiedy warowałem przy drzwiach jak pies,&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;mam dość wysłuchiwania informacji przez telefon, że przesyłka była ponadwymiarowa i listonosz nie brał jej ze sobą i stąd to awizo,&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;mam dość wysłuchiwania informacji w okienku, że owa ponadwymiarowa przesyłka nadal jest u listonosza (sic!), który jeszcze nie wrócił z terenu (o godzinie 18!),&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;mam dość poczty czynnej w godzinach, kiedy nic się nie da załatwić, bo większość ludzi wraca wtedy z pracy i czekanie w kolejce jest ewidentną stratą czasu,&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;mam dość czekania do poniedziałku na przesyłkę, która miała dla mnie ogromne znaczenie pod warunkiem, że otrzymałbym ją przed weekendem,&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;i wreszcie mam dość tej instytucji mającej głęboko w otworze swoich klientów, tego monopolisty zawszonego, zmuszającego mnie do wyciągania metalowego złomu ze skrzynki i kosztującego mnie tyle nerwów. Bodajbyś sczezł!&lt;/li&gt;
&lt;/ul&gt;
&lt;p&gt;Wszystkie powyższe &quot;mam dość&quot; opisują tylko niewielką część z tego, czym raczy mnie moja poczta. O innych mi się nawet pisać nie chce, bo niewielu z Was by uwierzyło w to, że listonosz ponadwymiarową przesyłkę (dwie sporawe książki w jednej dużej kopercie) umieścił w starej skrzynce tak, że jedna książka była w skrzynce adresata a druga w mojej (podkreślam, że obie były w jednej kopercie!). Ale jestem pewien, że przynajmniej część z Was ma podobne doświadczenia z monopolem na dostarczanie przesyłek...&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;PS: Jeśli na ten wpis przypadkiem trafi jakiś listonosz z Poznania to niech się czuje ostrzeżony, bo ja jego niekompetencji płazem puszczać nie będę. Niniejszym sezon na doręczycieli uważam za otwarty.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 15 Jan 2010 20:45:14 +0100</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2010/01/15/z-poczta-polska-w-nowe-tysiaclecie/</guid><category>komentarze</category><category>Osobiste</category><category>Poznań</category><category>poczta</category><category>listonosz</category><category>przesyłka</category><category>priorytet</category><category>awizo</category></item><item><title>Jak cię znajdą, tak cię znają...</title><link>http://blog.yano.ws/2009/12/16/jak-cie-znajda-tak-cie-znaja/</link><description>&lt;p&gt;O anonimowości w Internecie można pisać równie dużo co błędnie. Smarkateria jest przekonana, że ich to nikt nie znajdzie i czują się bezkarni. Inni paranoicznie unikają publikowania jakichkolwiek danych na swój temat i z obawy przed utratą prywatności trzymają się z dala od wszelkich serwisów społecznościowych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ci bardziej świadomi doskonale zdają sobie sprawę, że anonimowość w sieci to mrzonka. Wystarczy chwila nieuwagi a Google już pięknie prezentuje nawet takie dane jak nasz adres czy telefon:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;img src=&quot;http://lh3.ggpht.com/_8w9fAI7eojU/SyVKoN8VCAI/AAAAAAAAErk/0FOLbxeKL64/s400/prywatnosc1.jpg&quot; alt=&quot;Dane personalne w sieci&quot;&gt;&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;A kto mnie będzie szukał?&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Ktokolwiek. Kolega z klasy, sąsiad, współpracownik czy tez potencjalny pracodawca. Dlatego tak ważne jest zwracać pilną uwagę na swoje wypowiedzi w sieci, bo dojście po nitce do kłębka wcale nie jest takie trudne jakby się to niektórym wydawało. Przykład? A proszę bardzo.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Szukamy pracy&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Niedawno stanąłem przed problemem znalezienia pracy i wysłałem kilka (dokładnie 5) swoich CV. Mniej więcej w tym samym czasie zanotowałem 30 unikalnych wejść na blog, gdzie słowami kluczowymi były moje imię i nazwisko. Można więc przyjąć, że w każdej firmie, do której trafiło moje CV, 6 osób zainteresowało się moim profilem w sieci. A to tylko wejścia na ten blog!&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie będę się oszukiwał - posiadając konta na kilku serwisach społecznościowych jestem przekonany, że tam również zostałem precyzyjnie prześwietlony a zaproszenie na rozmowę (w sumie 4 :) ) to tylko uściślenie zebranych informacji i spotkanie człowieka &quot;na żywo&quot;. :)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nieco bardziej wnikliwa analiza po mojej stronie dostarczyła, tym razem mi, precyzyjnych danych przynajmniej o tym, która z firm (i kiedy) prowadziła poszukiwania a w jednym przypadku trafiłem nawet na konkretną osobę z działu HR, z którą miałem przyjemność osobiście się spotkać na rozmowie kwalifikacyjnej (pozdrawiam serdecznie panią z QXL :) ). I to tylko przy pomocy zwykłych statystyk, wyszukiwarki i umiejętnego kojarzenia faktów!&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dodam też, że wiem dokładnie, który z moich obecnych kolegów firmowych (i kiedy) poszukiwał informacji na mój temat. ;) To wcale nie jest takie trudne jak się ma odpowiednie elementy układanki.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Uważaj na swoje wypowiedzi&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Dlatego publikując cokolwiek w sieci bądź przygotowany na to, że prędzej czy później ktoś trafi w ten czy inny sposób na Twoje wypowiedzi. Czy jesteś przekonany, że te informacje wpłyną pozytywnie na Twoją ocenę u potencjalnego pracodawcy? Czy narzekając na blogu czy mikroblogu na współpracę z byłym klientem możesz liczyć na dodatkowe plusy u następnego? A może masz nieodpartą chęć napisania kilku słów pod adresem swojego szefa? Jesteś pewien, że on się o tym nie dowie?&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Myśl &lt;strong&gt;zanim&lt;/strong&gt; wyślesz&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Tak więc zastanów się przed wciśnięciem przycisku wyślij - jak oceniłbyś autora tej (własnej) wypowiedzi gdyby przyszło Ci go zatrudnić w swojej firmie lub nawiązać współpracę? Bo usunięcie treści po ich opublikowaniu może nie być już tak łatwe, a pierwsze wrażenie można wywrzeć tylko raz.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Gorzej mają chyba tylko osoby mieszkające w Stanach Zjednoczonych, ale o tym, co (i gdzie) można znaleźć będzie później.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;PS: Załączony na zrzucie odnośnik z Google zawiera dokładne informacje o adresach zamieszkania i telefonach kilku znanych mi osób. Forum, na którym te dane się znalazły, było dostępne tylko po zalogowaniu się (widać przez krótki moment nie tylko, skoro Google zdążyło skopiować zawartość) a obecnie cały wątek został usunięty. Co z tego, jak Google przechowuje kopię strony w pamięci podręcznej i jeszcze sporo czasu upłynie, zanim te dane stamtąd znikną a w międzyczasie każdy, kto wpisze imię i nazwisko trafi dokładnie na ten wynik. Google, jak na monopolistę przystało, poinformowane 2 tygodnie temu o zaistniałej sytuacji wcale nie kwapi się do usunięcia wyniku.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 16 Dec 2009 00:43:16 +0100</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2009/12/16/jak-cie-znajda-tak-cie-znaja/</guid><category>Internet</category><category>Osobiste</category><category>google</category><category>prywatność</category><category>anonimowość</category></item><item><title>Ciekawostki od Google</title><link>http://blog.yano.ws/2009/12/13/ciekawostki-od-google/</link><description>&lt;p&gt;Wszyscy wiedzą, że Google lubi wrzucać do swoich produktów ukryte funkcje (tzw. Easter Eggs). Niedawno pojawiła się kolejna ukryta funkcja.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Google Counter&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Jeśli ciekawi Cię, ile jeszcze czasu zostało do końca roku to wejdź na stronę główną Google i skorzystaj z przycisku &quot;Szczęśliwy traf&quot; (I'm feeling lucky). Tylko jedna uwaga - u mnie ta funkcja działała tylko na anglojęzycznej stronie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;img src=&quot;http://lh6.ggpht.com/_8w9fAI7eojU/SyUHVYm7uNI/AAAAAAAAEqw/sopp__Agl8U/s400/GoogleCounter.jpg&quot; alt=&quot;Google Counter&quot;&gt;&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;HTML 5&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;HTML 5 to wschodzący standard jeśli chodzi o pisanie kodu stron. Większość znanych mi firm podchodzi do tego typu nowinek jak do jeża tłumacząc to tym, że klienci nie będą mogli skorzystać z tak napisanych stron. A tu proszę - od jakiegoś czasu główna strona najpopularniejszej wyszukiwarki (z której zapewne korzystają także Twoi klienci) jest napisana w tej właśnie wersji języka.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wprawdzie jeśli chodzi o trzymanie się standardu to można by napisać całkiem spory artykuł to jednak sam fakt, że gigant poszedł w tę stronę o czymś świadczy. Warto też wspomnieć, że jeszcze nie tak dawno główna strona Google była zbudowana w oparciu o... tabelki!&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Czysta strona&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Trzecią zmianę z pewnością każdy już zauważył - po wejściu na stronę główną ukazuje nam się tylko i wyłącznie logo Google i niezbędne elementy formularza. Dopiero po przesunięciu kursora myszy nad oknem pojawiają się dodatkowe elementy nawigacyjne. Ja bym poszedł o krok dalej i resztę interfejsu pokazał po bardziej świadomej akcji użytkownika.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 13 Dec 2009 16:45:58 +0100</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2009/12/13/ciekawostki-od-google/</guid><category>Ciekawostki</category><category>google</category><category>easter eggs</category><category>tricks</category><category>html5</category></item><item><title>Łam prawo, byle nie pod okiem kamer</title><link>http://blog.yano.ws/2009/10/15/lam-prawo-byle-nie-pod-okiem-kamer/</link><description>&lt;p&gt;Jesteś na zakupach. Wchodzisz między regały. Rozglądasz się uważnie - świetnie! - jak staniesz przy filarze, to kamera Cię nie złapie. Z półki ściągasz czekoladę (czy inny ulubiony produkt), zjadasz, papierek rzucasz za regał (znajdą po roku) i wychodzisz z pustym koszykiem. Nagle okazuje się, że ukryta kamera przemysłowa zarejestrowała Twój wybryk i przy wyjściu czeka smutny pan z propozycją nie do odrzucenia. Co robisz?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zgodnie z moimi obserwacjami wydarzeń ostatnich dni powinieneś wszcząć raban, że to niekonstytucyjne tak z ukrycia filmować jak łamiesz prawo, że właściciel sklepu to cham nastawiony jedynie na zarobek a nie dobro i bezpieczeństwo klientów i w ogóle podły padalec i prostak. A Szanowny Pan Prezydent powinien zakazać monitoringu w sklepach.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Brzmi znajomo? Nie? To może inaczej: jedziesz sobie samochodem. Jest ograniczenie do 50 ale Ty wiesz lepiej i prujesz swoje 90. Za 2 tygodnie z poczty odbierasz smutną przesyłkę ze zdjęciem zrobionym &lt;a href=&quot;http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7139108,Policja_chowa_sie_w_smietniku_dla_tysiecy_zlotych.html&quot;&gt;aparatem ukrytym w koszu na śmieci&lt;/a&gt; i kwitkiem na okrągłą sumkę. Do zapłaty. Z Twojej kieszeni.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;No jak tak można? Człowiek sobie spokojnie łamie prawo drogowe a tu mu znienacka robią zdjęcie i mandat wlepiają. Przecież to nieludzkie, niekonstytucyjne i w ogóle! No i jeszcze mamy &lt;a href=&quot;http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6555042,Konstytucjonalista__ustawa_radarowa_przewiduje_drakonskie.html&quot;&gt;wstawiennictwo głowy naszego państwa&lt;/a&gt;, że niby kary drakońskie. Jeśli nie płacę za mieszkanie to mnie z niego wywalają. Jeśli nie płacę rat za TV/lodówkę/cokolwiek to też przyjdą i mi sprzęt zabiorą. Dlaczego niby samochód ma być traktowany inaczej?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Problem polega na tym, że kierowcy to chyba jedyna grupa, której nagminne łamanie prawa uchodzi na sucho tylko dlatego, że starają się go nie łamać wtedy, gdy ktoś patrzy. I jeszcze mają czelność się skarżyć, że ktoś ich z ukrycia przyłapał. A co gorsza, media (w tym cytowana Gazeta) sprawiają wrażenie, że trzymają stronę kierowców:&lt;/p&gt;
&lt;blockquote cite=&quot;http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7139108,Policja_chowa_sie_w_smietniku_dla_tysiecy_zlotych.html&quot;&gt;
&lt;p&gt;O to jak ukryty fotoradar ma odstraszać od przekraczania prędkości zapytaliśmy lubelską policję?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;i&gt;(pisownia oryginalna)&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;
&lt;/blockquote&gt;
&lt;p&gt;Jak ma odstraszać? Po prostu - może następnym razem szanowny pan &quot;kierowca bombowca&quot; raczy się zastanowić zanim zignoruje jakiś zakaz, bo nigdy nie wiadomo, co kryje się w przydrożnym koszu na śmieci.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Mógłbym jeszcze wspomnieć o sensie udostępniania do publicznej wiadomości informacji o aktywnych fotoradarach, ale to chyba walka z wiatrakami. Analogicznie można ogłosić, gdzie danego dnia znajdują się patrole policyjne (może jakiś GPS + Google Location?) żeby było wiadomo, które rejony miasta są wolne od tych przebrzydłych darmozjadów czyhających na spokojnych przestępców.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Tak więc drogi obywatelu/obywatelko: jeśli kiedykolwiek przyjdzie Ci ochota na łamanie prawa to rób to wzorem polskich kierowców - poza okiem czujnych kamer. Przecież skoro nikt nie widział to nic się nie stało, prawda?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;PS: Podobny wpis można przeczytać tu: &lt;a href=&quot;http://betenoire.jogger.pl/2009/10/13/fotoradar-w-smietniku/&quot;&gt;Fotoradar w śmietniku&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Thu, 15 Oct 2009 00:05:57 +0200</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2009/10/15/lam-prawo-byle-nie-pod-okiem-kamer/</guid><category>komentarze</category><category>Prawo</category><category>radar</category><category>fotoradar</category><category>kierowcy</category><category>policja</category><category>prawo drogowe</category></item><item><title>Ściągnąć Kazika</title><link>http://blog.yano.ws/2009/09/29/sciagnac-kazika/</link><description>&lt;blockquote&gt;
&lt;p&gt;- Jak ci się podoba nowa płyta Kazika?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;- Nie wiem, jeszcze nie ściągnąłem.&lt;/p&gt;
&lt;/blockquote&gt;
&lt;p&gt;Tak można (z lekką nutką ironii) podsumować ostatnie wydarzenia wokół osoby Kazika i jego najnowszej płyty &quot;Hurra!&quot;, która dostała się do sieci na dwa tygodnie przed premierą.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Płyta jest oficjalnie dostępna w sprzedaży od 28 września. Ale wcześniej Kazik wylał całe wiadro (i to nie jedno) pomyj na wszystkich, którzy choć raz ściągnęli muzykę z sieci. Przy czym &quot;złodziej&quot; to naprawdę najłagodniejsze określenie amatorów ściągania.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przez ponad tydzień wszędzie (a zwłaszcza w darmowej wersji Gazety Wyborczej - Metrze) był to temat numer jeden. Ściągnięcie utworu z sieci jest stawiane na równi z włamaniem do mieszkania czy samochodu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Szanuję Kazika, ale tym razem trochę przesadził. Oczywiście zgadzam się, że osoba, która wpuściła płytę do sieci złamała prawo. Tu żadnych wątpliwości nie ma, że powinno jej się oberwać. Ale nie toleruję mieszania z błotem internautów, którzy pobierają muzykę z Internetu. Nie tędy droga.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A może Kazik zapomniał, że 20 lat temu jego utwory chodziły w drugim obiegu? Że swoją popularność prawdopodobnie zawdzięcza także właśnie &quot;dwukaseciakom&quot; i kolejnym kopiom jego kaset? Kaset nierzadko kopiowanych po kilka razy do momentu aż n-ta kopia nie nadawała się do niczego. Nie twierdzę, że wszyscy kopiowali. W mojej bibliotece znajduje się więcej oryginalnych kaset niż tych przegrywanych od znajomych. Ale &quot;ósmą kopię&quot; Kazika czy Kultu bym pewnie jeszcze wygrzebał. ;)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wtedy nie byliśmy złodziejami a termin piractwo w tym kontekście w ogóle nie istniał. Byliśmy fanami. Wymienialiśmy się muzyką w obrębie podwórkowej społeczności. &quot;Daj mi Kazika a ja ci za to przegram IRĘ&quot;. Chleb powszedni, można by rzec.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dzisiaj wiele polskich artystów i osób związanych z branżą muzyczną nie przebiera w słowach. Ten, kto ściąga muzykę jest złodziejem, przestępcą czy &quot;k...ą marną&quot; jak to malowniczo ujął Kazik. Podczas gdy na Zachodzie artyści rozpowszechniają swoją muzykę za darmo w sieci i zarabiają na koncertach i gadżetach my wolimy tkwić w naszym polskim grajdołku i pluć na każdego, kto ściąga, bo nam się nie chce ruszyć czterech liter i zrobić kroku do przodu razem z postępem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Panowie artyści! Zamiast wyrażać się kwieciście na temat Waszych potencjalnych klientów rozważcie różnicę pomiędzy &quot;okraść&quot; a &quot;nie dać zarobić&quot;. Jeśli &lt;strong&gt;okradam&lt;/strong&gt; Was ściągając muzykę z sieci to również jestem złodziejem zbierając grzyby w lesie zamiast kupić je w sklepie, okradam hydraulika kiedy sam wymienię zużytą uszczelkę, a rolnicy mnie powinni na widłach wynieść jeśli w przydomowym ogródku mam własną uprawę. Już nie wspomnę o komunikacji miejskiej, która powinna pozywać każdego, kto woli przejść 2-3 przystanki na piechotę (stały pobyt w areszcie mam zapewniony).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ktoś w jednym z artykułów w Metrze wpadł na świetny pomysł: niech Kazik udostępni numer konta. Jeśli banda &lt;del&gt;kretynów&lt;/del&gt; małolatów jest w stanie płacić po kilka, kilkanaście złotych za durne gąbki, kwiatki, serduszka i inne pierdoły czemuż by nie mieli przelać tych paru złotych na konto swojego ulubionego artysty? Kazik ma siłę przebicia i jestem pewien, że zyskałby tym o wiele więcej niż wylewaniem swoich żali w prasie i odgrażaniem się, że skończy karierę. A ja się pierwszy ustawię w kolejce do wykonania przelewu. :)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;PS: Uprzedzając pytania - nie ściągałem najnowszej płyty Kazika, choć przyznam, że mnie korciło. Poczekam, aż będę mógł jej legalnie posłuchać chociażby w &lt;a href=&quot;http://last.fm&quot;&gt;Last.fm&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 29 Sep 2009 01:38:16 +0200</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2009/09/29/sciagnac-kazika/</guid><category>komentarze</category><category>kazik</category><category>kult</category><category>muzyka</category><category>piractwo</category><category>ściąganie</category><category>mp3</category></item><item><title>W święta nieczynne</title><link>http://blog.yano.ws/2009/08/15/w-swieta-nieczynne/</link><description>&lt;p&gt;Z racji święta obchodzonego przez jakieś 50-60% grupy, do której na siłę (lub ze wstydu) zalicza się około 90% społeczeństwa, w dniu dzisiejszym większość sklepów jest pozamykana. Nie przeszkadza to oczywiście zrobić zakupy w osiedlowym sklepiku, bo zakaz dotyczy najwyraźniej tych większych, którzy perfidnie wykorzystują ludzi do pracy w tak istotne święta zamiast dać im rozmyślać nad sensem istnienia w zaciszu domowym.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dzisiejszy spacer z rodziną, oprócz wizyty na placu zabaw, był również poszukiwaniem otwartego sklepiku, w którym można by zrobić jakiekolwiek zakupy. Oczywiście problemów wielkich z tym nie było - po drodze, kpiąc sobie z rozporządzenia, Żabka pracowała pełną parą. Pełną, bo tylko w ciągu tych 15 minut spędzonych w środku przez sklep przewinęło się przynajmniej kilkanaście osób. A i liczba obecnych na dzisiejszym koncercie Madonny wyraźnie wskazuje, że społeczeństwo nie jest zbyt zainteresowane obchodzeniem tego święta. Zresztą części z nich zapewne zupełnie nie przeszkadza fakt bycia na koncercie z uczestnictwem w obrządkach religijnych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Na pewno z zakazu cieszą się więc małe sklepiki, gdzie właściciel może spokojnie liczyć na całkiem spory obrót tego dnia. Ale nie w tym jest problem. Pytanie brzmi dlaczego ktoś, kto z miłościwie panującą nam religią państwową nie ma nic wspólnego musi tego dnia zrobić sobie wolne? Dlaczego państwo, z definicji mające być oddzielone całkowicie od kościoła, zmusza ludzi do celebrowania (chociażby przez dzień wolny) świąt przynależnych do konkretnego wyznania?&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Staram się być dość tolerancyjny&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;Nie pluję się na widok symboli religijnych wiszących w miejscach świeckich (choć moim zdaniem powinny stamtąd zniknąć). Nie dzwonię do proboszcza z pretensją o dzwony kościelne robiące pobudkę o 8 rano kiedy chcę odpocząć po ciężkiej nocy. Nie robię zamachów na stacje radiowe i telewizyjne, gdy pod koniec roku jedynym tematem przewodnim są kolędy. O świątecznych dekoracjach w sklepach już nawet nie wspominam, choć te mają akurat mało wspólnego z doznaniami religijnymi a obliczone są na czysty zysk.&lt;/p&gt;
&lt;h3&gt;Ale...&lt;/h3&gt;
&lt;p&gt;...moja tolerancja ma swoje granice. Jeśli zmusza się mnie do stylu życia, który definitywnie moim stylem nie jest, a na dodatek jest stylem dość wąskiej grupy osób najgłościej krzyczących, to nóż się człowiekowi w kieszeni otwiera. Jeśli wierzysz sobie w cokolwiek - w porządku. Jeśli chcesz ze mną porozmawiać na temat tego w co wierzysz - proszę bardzo, możemy podjąć kulturalną dyskusję. Ale jeśli chcesz ograniczyć moją wolność z tego powodu to nie licz na jakąkolwiek litość. Bo w tym momencie jesteś mi wrogiem, agresorem, najeźdźcą mojego miru domowego, spokoju mojego sumienia i wolności mojego wyboru.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I nie ważne jest, czy ja sam jestem osobą wierzącą czy nie. Nic Tobie do tego w co ja wierzę, jakie mam poglądy czy z kim śpię. To jest tylko i wyłącznie moja prywatna sprawa. Tak samo jak Twoje poglądy, wyznania czy preferencje są Twoją prywatną sprawą. Jak wspomniałem - możemy na ten temat podyskutować, ale nikt z nas nie ma prawa narzucać swoich poglądów drugiej osobie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I na koniec kilka słów wyjaśnienia - nie musicie się ze mną zgadzać w każdym punkcie. Wiem, że niektórzy twierdzą, że takie święta jak Wielkanoc czy Gwiazdka przestały być religijne a stały się elementem tradycji. Jednak nadal jest to tradycja wywodząca się z jakiejś religii (ci bardziej wnikliwi dokopią się zapewne do pogańskich źródeł) i nadal są osoby, które mogą tej tradycji nie akceptować.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I liczę na to, że dożyję czasów, kiedy nikt nikogo do niczego nie będzie zmuszał a w szczególności do obchodzenia cudzych świąt.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sat, 15 Aug 2009 21:06:08 +0200</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2009/08/15/w-swieta-nieczynne/</guid><category>komentarze</category><category>Osobiste</category><category>święta</category><category>religia</category><category>wiara</category><category>wyznanie</category><category>wolność</category><category>tolerancja</category><category>15 sierpnia</category></item><item><title>Wirówka Ockhama</title><link>http://blog.yano.ws/2009/08/10/wirowka-ockhama/</link><description>&lt;p&gt;Na ilu serwisach masz konto? Jednym? Dwóch? Pięciu? Więcej? Część z nich posiada zapewne możliwość wysyłania krótkich wiadomości, dzięki czemu możemy na bieżąco dzielić się ze znajomymi naszym obecnym stanem ducha, ciała czy umysłu. Niestety, część znajomych najwyraźniej nie dba o jakość tych wiadomości ale o ilość. I bynajmniej nie chodzi tu o nadprodukcję tzw. statusów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;q&gt;To był ciężki dzień, wreszcie mogę wracać do domu&lt;/q&gt; - informuje posiadacz konta na &lt;a href=&quot;http://www.blip.pl/&quot;&gt;Blipie&lt;/a&gt;. Za chwilę &lt;a href=&quot;http://www.flaker.pl/&quot;&gt;Flaker&lt;/a&gt; (swojego rodzaju agregator takich serwisów) relacjonuje: &lt;q&gt;To był ciężki dzień, wreszcie mogę wracać do domu&lt;/q&gt;. Nie musimy długo czekać a na &lt;a href=&quot;http://www.facebook.com/&quot;&gt;Facebooku&lt;/a&gt; pojawia się reblip (dzięki &lt;a href=&quot;http://www.facebook.com/apps/application.php?id=53755443191&amp;amp;ref=nf&quot;&gt;odpowiedniej aplikacji&lt;/a&gt;): &lt;q&gt;To był ciężki dzień, wreszcie mogę wracać do domu&lt;/q&gt;. Kroku tej trójce stara się dotrzymać &lt;a href=&quot;http://twitter.com&quot;&gt;Twitter&lt;/a&gt;: &lt;q&gt;To by&amp;amp;#322; ci&amp;amp;#281;&amp;amp;#380;ki dzie&amp;amp;#324;, wreszcie mog&amp;amp;#281; wraca&amp;amp;#263; do domu&lt;/q&gt; (bo aplikacja rozsyłająca statusy do różnych serwisów ma kłopoty z kodowaniem). Do tego dołączają się powiadomienia na komunikatory (GG i Jabber), jeśli ktoś życzy sobie je otrzymywać.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Niestety jeden z drugim nie zastanowi się, że spośród znajomych na każdym serwisie można wyłączyć całkiem sporą część wspólną. Część wspólną, która za każdym razem, kiedy pan Wylewny wyśle status, otrzyma 2, 3, 5 lub więcej powiadomień (w zależności od tego, ile serwisów współdzieli z delikwentem).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czy to jest naprawdę konieczne? Pół biedy, gdy ktoś umieszcza jeden, dwa statusy dziennie, ale są osoby, które nie poprzestają na kilku na godzinę przez co kokpit jakiegokolwiek serwisu staje się trudnym do ogarnięcia śmietnikiem statusów.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Programiści na pewno znają zasadę DRY (&lt;span lang=&quot;en&quot;&gt;Don't Repeat Yourself&lt;/span&gt; - Nie Powtarzaj Się). Myślę, że nadszedł najwyższy czas, aby wyszła ona poza ramy środowiska IT i zagnieździła się w umysłach tych wszystkich, którzy posiadają więcej niż jedno konto w serwisach typu Blip, Twitter czy Facebook - &lt;strong&gt;nie zwiększajcie (i tak już potwornego) szumu informacyjnego zbędnym duplikowaniem tych samych wiadomości&lt;/strong&gt;! Podzielcie swoje konta tematycznie i publikujcie informacje zgodnie z przyjętym przez siebie podziałem. Komu będzie zależało i tak będzie Was obserwował w każdym z możliwych serwisów a przynajmniej ich nie zanudzicie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A o co chodzi z tytułową wirówką? &lt;a href=&quot;http://pl.wikipedia.org/wiki/William_Ockham&quot;&gt;William Ockham&lt;/a&gt; był autorem zasady znanej jako &lt;a href=&quot;http://pl.wikipedia.org/wiki/Brzytwa_Ockhama&quot;&gt;Brzytwa Ockhama&lt;/a&gt;, która brzmiała dokładnie tak: &lt;em&gt;Non sunt multiplicanda entia sine necessitate&lt;/em&gt; co tłumaczy się na &lt;em&gt;istnień nie należy mnożyć ponad potrzebę&lt;/em&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Gdyby pan Ockham przekręcał się w grobie z każdym zduplikowanym statusem to obecnie przypominałby całkiem wydajną turbinę, czego ani jemu, ani sobie, ani Wam serdecznie &lt;strong&gt;nie&lt;/strong&gt; życzę.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Mon, 10 Aug 2009 16:16:54 +0200</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2009/08/10/wirowka-ockhama/</guid><category>Internet</category><category>komentarze</category><category>blip</category><category>twitter</category><category>facebook</category><category>flaker</category><category>brzytwa ockhama</category></item><item><title>Nowa reklama Heyah</title><link>http://blog.yano.ws/2009/05/31/nowa-reklama-heyah/</link><description>&lt;p&gt;Kota Simona przedstawiać nie trzeba – jakiś czas temu filmiki z jego udziałem robiły furorę. Żeby przypomnieć tylko pierwszy:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/w0ffwDYo00Q&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x006699&amp;amp;color2=0x54abd6&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/w0ffwDYo00Q&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x006699&amp;amp;color2=0x54abd6&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dzisiaj ktoś na &lt;a href=&quot;http://www.blip.pl/&quot;&gt;Blipie&lt;/a&gt; podrzucił nową &lt;strong&gt;reklamę sieci Heyah&lt;/strong&gt; – &lt;em&gt;„No to sru!”&lt;/em&gt;:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/1n9SYRimpR4&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x006699&amp;amp;color2=0x54abd6&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/1n9SYRimpR4&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x006699&amp;amp;color2=0x54abd6&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pierwsze moje skojarzenie było oczywiste – kot z reklamy to ten sam co z filmików Simona. Chociaż po przyjrzeniu się to jednak są niewielkie różnice (np. kot Heyah jest pręgowany a Simona nie).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sama reklama jest wg mnie świetna i wpasowuje się w schemat innych reklam tej sieci (choć wcześniej &lt;a href=&quot;/2005/08/11/czerwony-kapturek/&quot;&gt;krytykowałem ich za Czerwonego Kapturka&lt;/a&gt;). Ale pozostaje sobie zadać pytanie: czy Heyah ma jakąś umowę z autorem na wykorzystanie wizerunku kotka? Bo jeśli nie, to możemy chyba w tym wypadku mówić o plagiacie, bo jak na inspirację to chyba jest zbyt wiele podobieństw.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dla porównania 2 pozostałe filmiki z sympatycznym kociakiem:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/4rb8aOzy9t4&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x006699&amp;amp;color2=0x54abd6&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/4rb8aOzy9t4&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x006699&amp;amp;color2=0x54abd6&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;br&gt;
&lt;object width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;param name=&quot;movie&quot; value=&quot;http://www.youtube.com/v/s13dLaTIHSg&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x006699&amp;amp;color2=0x54abd6&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowFullScreen&quot; value=&quot;true&quot;&gt;
&lt;param name=&quot;allowscriptaccess&quot; value=&quot;always&quot;&gt;
&lt;embed src=&quot;http://www.youtube.com/v/s13dLaTIHSg&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x006699&amp;amp;color2=0x54abd6&quot; type=&quot;application/x-shockwave-flash&quot; allowscriptaccess=&quot;always&quot; allowfullscreen=&quot;true&quot; width=&quot;425&quot; height=&quot;344&quot;&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jak uważacie? Plagiat czy daleko posunięta inspiracja?&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Sun, 31 May 2009 23:33:35 +0200</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2009/05/31/nowa-reklama-heyah/</guid><category>Ciekawostki</category><category>komentarze</category><category>Koty</category><category>Na wesoło</category><category>reklama</category><category>kot</category><category>heyah</category><category>plagiat</category></item><item><title>EMPiK się spoufala</title><link>http://blog.yano.ws/2009/05/19/empik-sie-spoufala/</link><description>&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6626185,Empik___Dziekuje_panie_Krzysztofie_za_zakupy_.html&quot;&gt;Jak podaje Gazeta.pl&lt;/a&gt;, &lt;a href=&quot;http://www.empik.com/&quot;&gt;EMPiK&lt;/a&gt; ostatnio przyjął nową strategię walki o klienta wykorzystując dane osobowe z kart do zadzierzgnięcia bliższej więzi z kupującymi.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Żeby zacytować kluczowy fragment:&lt;/p&gt;
&lt;blockquote&gt;
&lt;p&gt;– Robiliśmy z mamą zakupy w Empiku w Arkadii i kiedy w kasie wręczyliśmy kartę płatniczą, pracownik zwrócił się do mamy tak: &quot;A teraz, pani Krystyno, proszę o kod pin&quot;. Okazuje się, że to nowy model ocieplania relacji z klientami.&lt;/p&gt;
&lt;/blockquote&gt;
&lt;p&gt;O ile jestem stałym klientem w jakimś miejscu (niech to nawet będzie salon EMPiK) i mam to szczęście trafiać na te same osoby, to jeszcze pół biedy. Ale jak w obcym miejscu ktoś mi pojedzie z formułką „poproszę PIN, panie Jacku” to autentycznie nie wytrzymam. Wprawdzie niegrzecznym być nie wypada, ale jak już się tak koniecznie chcą spoufalać to może ja też będę bardziej bezpośredni w kontakach?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ciekawe jak taka pani kasjerka (bo raczej do nich ograniczę „cieplejsze” kontakty ;) ) zareaguje, jak jej w odpowiedzi zaproponuję, że poczekam na nią po pracy? Albo zaproszę na kawę w przerwie? Odpowiedź z pewnością będzie negatywna, ale jak więcej osób zacznie się w ten sposób „odgryzać” to może pójdzie w górę sygnał, że nie warto się narzucać klientom?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zdaję sobie oczywiście sprawę, że to odgórne zalecenie (choć słowo „rozkaz” byłoby bardziej adekwatne, patrząc na dalszy ciąg artykułu) i biedne kasjerki (i kasjerzy) nie są tu niczego winne, ale skoro opinie pojedynczych klientów nie robią wrażenia na marketoidiotach to może bardziej masowa akcja zwróci ich uwagę?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie lubimy nachalnych banerów, ulotek w skrzynkach i pod drzwami, więc zaprotestujmy przeciwko takiemu spoufalaniu się. Jestem pewien, że za którymś razem dotrze do tych tępych głów, że pewnych granic się nie przekracza. Szczególnie jak niepozorny kasjer odbierze dwuznaczną propozycję od właśnie poznanego pana Krzysztofa w skórzanej, ćwiekowanej odzieży. ;)&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 19 May 2009 20:42:58 +0200</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2009/05/19/empik-sie-spoufala/</guid><category>komentarze</category><category>empik</category><category>klient</category><category>karta</category><category>imię</category></item><item><title>Nie strzelać do listonosza!</title><link>http://blog.yano.ws/2009/03/20/nie-strzelac-do-listonosza/</link><description>&lt;p&gt;Czy chciałeś kiedyś cofnąć właśnie wysłany e-mail? Nie da się. Po kliknięciu &quot;Wyślij&quot; wiadomość najczęściej ląduje w kolejce na serwerze skąd jest przekazywana dalej. Praktycznie w tej samej chwili. A co, jeśli by się dało?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;img src=&quot;http://img13.imageshack.us/img13/5891/gmailundo.gif&quot; alt=&quot;Undo send on GMail&quot;&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Google wprowadziło do swojej poczty GMail wtyczkę, która właśnie to umożliwia. Mamy wprawdzie tylko kilka sekund na podjęcie decyzji, ale najczęściej to właśnie w ciągu tych pierwszych sekund po wysłaniu przypominamy sobie brak załącznika czy zauważamy błąd w treści wiadomości.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wtyczka dostępna jest dla użytkowników angielskiej wersji. Wystarczy w ustawieniach przejść do karty Labs i odszukać &quot;Undo Send&quot;. Po zapisaniu ustawień będziemy mieli możliwość zatrzymania wysłanej przed chwilą wiadomości i jej poprawienie lub uzupełnienie.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Fri, 20 Mar 2009 10:45:35 +0100</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2009/03/20/nie-strzelac-do-listonosza/</guid><category>Internet</category><category>gmail</category><category>undo</category></item><item><title>Awaria poczty Gmail</title><link>http://blog.yano.ws/2009/02/24/awaria-poczty-gmail/</link><description>&lt;p&gt;Dziś Google zaliczyło dośc poważną awarię swojej poczty. Przez kilkadziesiąt minut wszelkie próby wejścia na stronę &lt;a href=&quot;http://www.gmail.com&quot;&gt;gmail.com&lt;/a&gt; były skazane na porażkę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;img src=&quot;http://farm4.static.flickr.com/3488/3305711147_4dc488037d_o.png&quot; width=&quot;521&quot; height=&quot;55&quot; alt=&quot;Google Error&quot;&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Oczywiście wszystkie większe serwisy odnotowały incydent a użytkownicy Gmaila podnieśli larum na blogach. Ba! Awaria skłoniła niektórych do przemyślenia zmiany dostawcy usług pocztowych albo przynajmniej do zgrania poczty na dysk lokalny.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z Gmaila korzysta całkiem sporo użytkowników. Wiele firm a nawet znanych portali przeniosło tam swoją pocztę w ramach usługi Google Apps. Dostępu do swoich wiadomości nie miała więc całkiem spora liczba użytkowników, co w przypadku firm można już pewnie przeliczać na konkretne straty. No ale cóż - awaria może zdarzyć się nawet najlepszym.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Co ciekawe, poczta Google nadal funkcjonowała bez zarzutów przy użyciu protokołu IMAP. Jeśli ktoś wcześniej włączył stosowną opcję w ustawieniach konta mógł nadal cieszyć się działającą usługą, mimo że miliony użytkowników bezskutecznie odświeżały stronę Gmaila.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jak włączyć dostęp do Gmail przez IMAP jak również konfigurację popularnych klientów pocztowych można znaleźć w &lt;a href=&quot;http://mail.google.com/support/bin/topic.py?topic=12806&quot; title=&quot;Ogólne informacje o IMAP w Gmailu &quot;&gt;pomocy Google&lt;/a&gt;. A same ustawienia są dostępne pod &lt;a href=&quot;http://mail.google.com/support/bin/answer.py?answer=78799&quot; title=&quot;Ustawienia poczty IMAP dla innych klientów pocztowych&quot;&gt;tym adresem&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 24 Feb 2009 13:58:01 +0100</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2009/02/24/awaria-poczty-gmail/</guid><category>Internet</category><category>Ogólne</category><category>google</category><category>gmail</category><category>poczta</category><category>error</category></item><item><title>Szpecjaliści od tłumoczeń</title><link>http://blog.yano.ws/2009/02/10/szpecjalisci-od-tlumoczen/</link><description>&lt;p&gt;Po opłaceniu faktury czekałem niecierpliwie na informacje o przesyłce. I o to są - dziś otrzymałem mail od firmy UPS, w którym znalazłem taki oto kwiatek:&lt;/p&gt;
&lt;blockquote&gt;
&lt;p&gt;Użytkownik International Data Group Poland SA zażądał wysłania tej wiadomości w celu powiadomienia o przesłaniu do firmy UPS poniższych informacji o przesyłce elektronicznej. Wysyłka fizycznych paczek mogła faktycznie nie zostać zlecona firmie UPS. Aby sprawdzić aktualny status transportu przesyłki, kliknij poniższy link umożliwiający monitorowanie lub skontaktuj się bezpośrednio z firmą International Data Group Poland SA.&lt;/p&gt;
&lt;/blockquote&gt;
&lt;p&gt;Zaraz, jaka przesyłka elektroniczna? Przecież paczka miała być całkiem realna! I niby z jakiej racji UPS monitoruje przesyłkę, która “mogła faktycznie nie zostać zlecona firmie UPS”?! Już chciałem faktycznie się skontaktować z IDG gdy moją uwagę przykuł zdawałoby się ten sam tekst tyle że w języku Szekspira:&lt;/p&gt;
&lt;blockquote lang=&quot;en_US&quot;&gt;
&lt;p&gt;This message was sent to you at the request of International Data Group Poland SA to notify you that the electronic shipment information below has been transmitted to UPS. The physical package(s) may or may not have actually been tendered to UPS for shipment. To verify the actual transit status of your shipment, click on the tracking link below or contact International Data Group Poland SA directly.&lt;/p&gt;
&lt;/blockquote&gt;
&lt;p&gt;No i wszystko jasne! Nie &lt;em&gt;przesyłka elektroniczna&lt;/em&gt; tylko &lt;em&gt;elektroniczna informacja o przesyłce&lt;/em&gt; oraz wysyłka nie &lt;em&gt;“nie została zlecona firmie UPS”&lt;/em&gt; tylko fizycznie paczki mogły nie zostać jeszcze przekazane firmie w celu dostarczenia.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czy naprawdę tak ciężko firmie takiej jak UPS zlecić tłumaczenie osobie kompetentnej a nie kuzynowi szefa? A może ten polski tekst jest całkiem w porządku tylko to ja mam jakieś lingwistyczne zboczenie?&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Tue, 10 Feb 2009 23:55:15 +0100</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2009/02/10/szpecjalisci-od-tlumoczen/</guid><category>Ogólne</category><category>idg</category><category>ups</category><category>tłumaczenia</category></item><item><title>Nasza-Klasa a prywatność</title><link>http://blog.yano.ws/2009/01/12/nasza-klasa-a-prywatnosc/</link><description>&lt;p&gt;Wydawałoby się, że w tym temacie nie pozostało nic więcej do powiedzenia. A jednak co jakiś czas wychodzą kolejne problemy. Tym razem mogą się zdziwić ci, co w tajemnicy przed swoim obecnym partnerem podsyłają prezenty swoim przyszłym partnerom. ;)&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Prezent możemy wysłać na 3 sposoby:&lt;/p&gt;
&lt;ol&gt;
&lt;li&gt;publicznie – wtedy wszyscy widzą prezent, nadawcę i treść wiadomośći&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;prywatnie – prezent widoczny dla wszystkich, nadawcę i treść wiadomości tylko adresat&lt;/li&gt;
&lt;li&gt;anonimowo – prezent widzą wszyscy, wiadomość tylko adresat a nadawcy nikt&lt;/li&gt;
&lt;/ol&gt;
&lt;p&gt;Jednak nie do końca. Dziś przeglądając powiadomienia zobaczyłem taki obrazek:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;a title=&quot;NK - Prezent 1&quot; href=&quot;http://www.flickr.com/photos/62977510@N00/3189842452/&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://static.flickr.com/3300/3189842452_5b2c523539_d.jpg&quot; border=&quot;0&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W sumie nic ciekawego. Ot, wspomógł. Jak tysiące innych osób w tym czasie. Jednak po kliknięciu w serduszko dostajemy takie informacje:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;a title=&quot;NK - Prezent 2&quot; href=&quot;http://www.flickr.com/photos/62977510@N00/3189842576/&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://static.flickr.com/3510/3189842576_b9f369f119_d.jpg&quot; border=&quot;0&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A klikając w imię i nazwisko osoby obdarowanej, wchodzimy na jej profil, gdzie widzimy takie coś:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;a title=&quot;NK - Prezent 3&quot; href=&quot;http://www.flickr.com/photos/62977510@N00/3189842910/&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://static.flickr.com/3454/3189842910_1a8a515f35_d.jpg&quot; border=&quot;0&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czyli jednak nie tak bardzo prywatny. Wystarczy nie wyłączać powiadomień i mieć obdarowującego w znajomych, żeby wiedzieć komu i co wysłał.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wcześniej nie zwróciłem uwagi na powiadomienia o prezentach. Być może to miało miejsce tylko przy okazji &lt;abbr title=&quot;Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy&quot;&gt;WOŚP&lt;/abbr&gt;. Nie mniej jest to dość beztroskie podejście do kwestii prywatności, bo łatwo sobie wyobrazić sytuację z początku wpisu, gdzie ktoś widzi powiadomienie, iż jego partner obdarowuje serduszkami obce osoby a być może konkurencję. A wytłumaczyć się z „nieporozumienia” może być już ciężko… ;)&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Mon, 12 Jan 2009 02:05:08 +0100</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2009/01/12/nasza-klasa-a-prywatnosc/</guid><category>Ciekawostki</category><category>Internet</category><category>nasza-klasa</category><category>prywatność</category><category>bezpieczeństwo</category><category>security</category><category>fail</category></item><item><title>Jak zniszczyć komuś życie?</title><link>http://blog.yano.ws/2008/12/24/jak-zniszczyc-komus-zycie/</link><description>&lt;p&gt;Kilka dni temu przez polską blogosferę przeszła jak burza &lt;a href=&quot;http://ludwik.org/rafal-rula/&quot;&gt;pewna akcja&lt;/a&gt;. &lt;a href=&quot;http://www.wykop.pl/link/124504/rafal-rula-mistrz-plagiatu&quot;&gt;Odbiła się echem&lt;/a&gt; na &lt;a href=&quot;http://www.wykop.pl&quot;&gt;Wykopie&lt;/a&gt; oraz była powtarzana &lt;a href=&quot;http://webfan.pl/rafal-rula.html&quot;&gt;raz&lt;/a&gt; &lt;a href=&quot;&quot;&gt;po&lt;/a&gt; &lt;a href=&quot;http://pawelsmykla.pl/jak-latwo-utracic-wiarygodnosc-i-twarz-w-sieci-rafal-rula&quot;&gt;raz&lt;/a&gt; w &lt;a href=&quot;http://blog.hinok.net/o-plagiatach-w-internecie-slow-kilka/&quot;&gt;wielu&lt;/a&gt; &lt;a href=&quot;http://ja.rafi.pl/2008/12/22/rafal-rula-kradnie/&quot;&gt;miejscach&lt;/a&gt;. Dorobiła się nawet &lt;a href=&quot;http://www.blip.pl/tags/rularules&quot;&gt;własnego tagu&lt;/a&gt; na &lt;a href=&quot;http://blip.pl&quot;&gt;Blipie&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jednak nie o tym chciałem napisać. Oczywiście, to co zrobił jest złe a nawet podpada pod odpowienie paragrafy. Można też zapytać jak można być tak naiwnym, żeby skopiować pracę jednej z bardziej znanych osobistości i mieć nadzieję, że nikt się nie zorientuje. I właśnie ten fakt nie dawał mi spokoju.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W jednym z &lt;a href=&quot;http://www.wykop.pl/link/124504/rafal-rula-mistrz-plagiatu#comment-668699&quot;&gt;komentarzy&lt;/a&gt; na Wykopie &lt;a href=&quot;http://kkkas.blip.pl/&quot;&gt;^kkkas&lt;/a&gt; zauważył, żeby czasem nie pomylić naszego plagiatora z innym Rafałem. Zadziwiający zbieg okoliczności. Wszak oba nazwiska nie są aż tak popularne.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zerkając dzisiaj na stronę &lt;a href=&quot;http://rula.pl/&quot;&gt;rula.pl&lt;/a&gt; zobaczyłem taki oto obrazek:&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;a title=&quot;Rula.pl&quot; href=&quot;http://www.flickr.com/photos/62977510@N00/3132555365/&quot;&gt;&lt;img src=&quot;http://static.flickr.com/3195/3132555365_0fdd58dcac_m.jpg&quot; border=&quot;0&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A jeśli cała sprawa plagiatu jest misternie zaplanowaną zemstą? Czyjąś osobistą wendettą? Jak perfidnym trzeba być, żeby podając się za kogoś innego przez prawie rok (rzekomy plagiator pojawił się w Poznaniu na jednym ze spotkań serii #blipiwo) uczestniczyć w życiu internetowym by następnie, znając zapędy ludzi żyjących z sieci, opublikować coś tak oczywistego jak wspomniany w aferze plagiat?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z drugiej strony jak niewiele trzeba, żeby zniszczyć komuś życie. Informacja o plagiacie pojawiła się na Blipie w niedzelę rano. Do wieczora trafiła na pierwszą stronę Wykopu z ponad 200. głosami a bohater akcji został zmuszony do usunięcia wszystkich swoich „prac” z Sieci.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;I choć naprawdę potępiam bezczelne kopiowanie czyjejś pracy to jednak proponowałbym się zastanowić, czy rozdmuchując podobną akcję nie zaszkodzimy komuś innemu, kto przypadkiem naraził się osobie z paskudnym charakterem. Bo naprawdę możemy zniszczyć czyjeś życie. Dosłownie.&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 24 Dec 2008 15:15:35 +0100</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2008/12/24/jak-zniszczyc-komus-zycie/</guid><category>Internet</category><category>Prawo</category><category>webdesign</category><category>rula</category><category>plagiat</category></item><item><title>Jak banki radzą sobie z recesją?</title><link>http://blog.yano.ws/2008/11/12/jak-banki-radza-sobie-z-recesja/</link><description>&lt;p&gt;Jak Citibank Handlowy radzi sobie z kryzysem na świecie?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;http://www.flickr.com/photos/62977510@N00/3025847746/&quot; title=&quot;Citibank a recesja 1&quot;&gt;&lt;img alt=&quot;Citibank a recesja 1&quot; src=&quot;http://static.flickr.com/3289/3025847746_42d507dcd8_m.jpg&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Prosi o pomoc. :D&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;http://www.flickr.com/photos/62977510@N00/3025868298/&quot; title=&quot;Citibank a recesja 2&quot;&gt;&lt;img alt=&quot;Citibank a recesja 2&quot; src=&quot;http://static.flickr.com/3223/3025868298_0d78fa5fea_m.jpg&quot;&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;
</description><pubDate>Wed, 12 Nov 2008 21:26:25 +0100</pubDate><guid>http://blog.yano.ws/2008/11/12/jak-banki-radza-sobie-z-recesja/</guid><category>Foto</category><category>Na wesoło</category><category>Poznań</category><category>bank</category><category>recesja</category><category>pomoc</category><category>fun</category></item></channel></rss>
